Gości online:   11

       

 

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM


           Proponuję - porozmawiajmy o zegarze. Najpierw odpowiedzmy sobie na pytanie - co to w ogóle jest, czym jest ten tykający obiekt?
"Ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra!" - mawiali chłopaki z warszawskich Nalewek i...chyba mieli rację.
                                                            Nóg toto nie ma - a chodzi. Jakim prawem?
             Rąk toto nie ma - a bije. Jakim prawem?    
         Albo, dla przykładu sprawa owłosienia. Też przedstawia się dziwnie. Jakie byśmy nie wzięli owłosione zwierzątko (czy to będzie niedźwiedź, czy hippis z Nowego Jorku), to zawsze włosy znajdziemy na wierzchu i jest ich wiele. Nawet łysy obejrzany przez lupę, wykaże się posiadaniem kilku lub kilkunastu włosów na głowie, nie wspominając o tych, których w innych miejscach ciała ma ho, ho, albo i więcej! Ale przecież ma je na wierzchu!

Natomiast zegar ma tylko jeden włos i do tego... w środku!

 

A, przepraszam, kto jest ojcem?

 


         Ustalenie ojcostwa człowieczego dziecka (gdy to ojcostwo nie jest znane) najczęściej natrafia na trudności wynikające z faktu, że nikt nie chce się przyznać do majstrowania przy płodzeniu. A w przypadku zegara - niespodzianka - nadmiar chętnych. I Egipcjanie, i Chińczycy, i Babilończycy, i Grecy. W nowszych czasach do ojcostwa przyznaje się już cała plejada Europejczyków: ksiądz Pacificius z Werony, paru jezuitów i sam... papież Sylwester II znany w historii zegara jako Gerbert z Aurillac!
Papież jako ojciec? To może zostawmy ten wątek...
        

         Wzrost i tusza, które to cechy dzieci często po rodzicach dziedziczą - też nam niczego nie wyjaśnią. Ten zwariowany przedmiot, o którym mówimy, tak się rozplenił, że ma dziś na świecie milion wariantów: cienkie jak plasterek cytryny Longinusy i grube jak wiejska baba Glashütte z NRD, prawie 3-metrowe XVIII-wieczne londyńczyki i saksończyki, miniaturki w brylantach bimbające na szyjach bogatych elegantek i kolumbryniaste monstra bimbające na kościelnych wieżach. Do żadnego wspólnego taty to nie prowadzi.
        

         No to ugryźmy ten problem od strony błękitności krwi.
         Z plebsem problem jest jasny: polskie Mery, plastikowy chłam z Tajwanu,  i słynne Pobiedy - to plebejusze ewidentni. Ale z arystokracją sprawy się już gmatwają. Rolex - dobrze, Schaffhausen - jak najbardziej, Patek i Piaget oczywiście, ale dalej...? Zwykło się uważać za arystokrację zegarową np. podłogowe zegary angielskie z XVIII wieku, a nijak się przecież nie da publicznie rozważać problemu ich ojcostwa. Trzeba by - hmmm - trącić o „te sprawy”, podczas gdy powszechnie wiadomo, że tylko ludzie na kontynencie mają życie seksualne, Anglicy zaś mają w łóżkach ... termofory i elektryczne poduszki!

        

          Zostawmy więc na boku skomplikowany problem ojcostwa i na koniec zadajmy sobie pytanie podstawowe: do czego zegarek służy? Myliłby się ktoś, kto by powiedział: do oznaczania czasu! A guzik prawda! Informowanie o godzinie, to tylko jedna z wielu funkcji zegarka. Bardzo zresztą przestarzała.
         Były czasy, gdy zegarki traktowano jako... walutę! Żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają końcówkę wojny i słynne pytanie naszych wyzwolicieli: „machniom”? Zegarek za słoninę, Patek za pół litra, buksiak za życie... Tak było. A później w ciemnych, pełnych gruzu ulicach te transakcje:
- Kup Pan cegłę - to bandyta.
- Ale nie mam pieniędzy!  - to przechodzień.
- No to dawaj zegarek i spływaj! - kończył transakcję ciemny typ.
       Tu trzeba oddać tym gruzinom (nie z urodzenia, a z miejsca pracy wywodzę ich nazwę i stąd ta mała litera na początku), że właściwie wybredni nie byli. Brali wszystkie zegarki naręczne. Mało ich obchodziły inne warianty:
- zegarki kieszonkowe, bo raczej kamizelek frakowych z kieszonkami na zegarki nie nosili;
- zegarki biżuteryjne, no bo kto je po wojnie nosił na ulicach?
- zegarki naścienne i kominkowe, no bo z nimi przemieszczali się tylko szabrownicy, a ci umieli się bronić;
- zegary stojące i wieżowe (że o słonecznych nie wspomnę), bo jakieś takie nieporęczne....

           Od tamtych czasów zegarki przejęły nieco dalszych, dziwnych funkcji. Przypomnieć?

           A etatowa nagroda dla przodowników pracy socjalistycznej?
           A zegarek jako etatowy prezent na I - szą komunię?
           A ciężki Rolex jako znak rozpoznawczy „ludzi z miasta”?
           A cienki Patek Philippe jako znak przynależności do elit?
           A zegarki ze stoperem, kwadrami księżyca i wodotryskiem?

           A plastikowe (czytaj: jednorazowe) Swatch`e?
          
 A zegarki z GPS i minikamerą?
          
 A zegarki jako "corpus delicti" przekrętów fiskalnych polityków?


                  Wygląda na to, że nieznanemu ojcu porodziło się niespodziewanie wiele
                  niepodobnych 
 do siebie dzieci...

            

Jacek Bukowski


 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 2469

Copyright by SMARTNET