Gości online:   10

       

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

 

 

W latach 70-ych żył w Szczecinie znacznie ode mnie starszy, ociemniały muzyk. Pianista i muzyczny pedagog, Paweł Grünspan. Zajmował się również pisaniem piosenek a ja napisałem do nich kilka tekstów. Piosenki te miała w repertuarze tylko jedna piosenkarka, wszakże szczecińskie zespoły muzyczne musiały je gdzieś wykonywać, bo niekiedy coś wpadało mi do kieszeni z ZAiKS-u... Początek jednej piosenki idealnie pasuje na początek tego felietonu. Zaczynało się tak:

 

  Przysłowia mądrością narodów i nacji

  więc my też ich mamy nie dziesięć, lecz sto!

  By przyjrzeć się mocy zawartych w nich racji,

  wybierzmy z nich jedno, ot, chociażby to:

 

Nie wszystko złoto, co się świeci

 

W minionym miesiącu trzech klientów prosiło o wycenę skarbów przyniesionych do antykwariatu w plastikowych torbach. We wszystkich trzech przypadkach były to stosy starych, zniszczonych i wytartych sztućców platerowych i metalowych bez żadnej wartości antykwarycznej i finansowej. Wyłowiłem z tego jeden jedyny srebrny widelczyk do ciasta.  Miny właścicieli były raczej nietęgie, bo sądzili, że mają w tym złomie parę groszy. Przecież zanim te narzędzia pokryły się patyną i brudem - tak ładnie się świeciły! I co? To nie jest srebro?

Ano, nie jest.

Nie ma w felietonie miejsca, by wyłożyć historię i sposoby znakowania srebra europejskiego, nie ma też możliwości pokazania wszystkich prób, punc, gmerków i innych znaków europejskich sreber. Leży obok mnie katalog firmy francuskiej Tardy, liczy 550 stron, pokazuje 3900 punc objętych numeracją i - uwaga – kilka tysięcy znaków numeracją nie objętych. Jeśli ktoś myśli, że to dzieło kompletne, to jest w wielkim błędzie, bo obok leży rewelacyjny katalog punc i prób tylko rosyjskich i liczy on też kilka tysięcy znaków! Dajmy więc sobie spokój ze srebrami.

Zajmę się znakowaniem wyrobów, które srebrami nie są, ale bywają z nimi mylone – może oszczędzę komuś rozczarowań?

A zatem - srebrami oczywiście nie są wyroby metalowe znakowane tak (lub podobnie):

                             

  

Na Fot. 1 ewidentnie brak jakichkolwiek punc określających próbę srebra, brak też oficjalnych prób państwowych (dowolnego państwa), są tylko oznaczenia wytwórcy. I tak będzie na następnych. Na Fot. 3 wyraźnie czytelne są słowa "WHITE METAL", więc odczytywanie pozostałych oznaczeń nie ma już sensu. Natomiast - przyznaję - mogą niektórych właścicieli mylić oznaczenia z Fot. 2. Jest ich tyle, że nieobeznany z tematem właściciel tak znakowanego obiektu myśli: "Tylko srebro warto tak bogato cechować". A mamy tu do czynienia z przykładem oznaczeń wyrobów nie srebrnych, lecz platerowych, bardzo znanej i cenionej firmy niemieckiej Württembergische Metallwarenfabrik (WMF), której obiekty są chętnie przyjmowane (i kupowane) w antykwariatach. W pokazanym przykładzie "B" oznacza rodzaj metalu użytego w produkcji (Britannia), "OX" oznacza, że wyrób jest oksydowany, "I/O" określa ilość srebra użytego w platerowaniu (minimum 20 mikronów), a czwarty znak z wizerunkiem strusia, to znak firmowy WMF. W tym krótkim felietonie nie ma miejsca na pokazanie całej plejady oznaczeń platerów europejskich. Np. w moim prywatnym archiwum pod nr. Fot 4 i 5 znajdują się znaki świetnych wytwórni Orivit (Niemcy) i Christofle (Francja), ale na polskim rynku sa tak rzadkie, że je pomijam. Zwracam jednak uwagę, że wszystkie te oznaczenia cechuje - powtarzam - jeden podstawowy brak: nie ma na nich prób typowych dla wyrobów srebrnych: "800", "835", "900", czy "925", albo "sterling". Oznaczeń tych nie znajdziemy również na polskich "platerach warszawskich", które nie tylko są świetnym towarem antykwarycznym, chętnie kupowanym i poszukiwanym, ale - uwaga - osiągają znakomite ceny! Np. cukiernice platerowe Norblina, Frageta, Plewkiewicza, Braci Henneberg, Braci Buch, Hennigera, Schiffersa i innych warszawskich wytwórni platerów z okresu XIX/XX w osiągają ceny równe cukiernicom srebrnym - niemieckim, czy szwedzkim. Więc warto dbać o obiekty oznaczone na przykład tak:

 

Naturalnie nie pokazuję tu znaków wielu innych znamienitych warszawskich wytwórni platerów, ale ogromna większość z nich ma oznaczenie "Warszawa", więc trudno je przeoczyć. Te chrońmy, zbierajmy, szanujmy.

No więc srebra i dobre polskie platery są... mniam mniam.

A czego należy unikać?

Wystrzegać się należy zasadniczo tylko dwóch oznaczeń: bitych na polskich (i innych europejskich) sztućcach zwięzłych informacji "Metal", bo one mówią o sobie wszystko, oraz widocznych na sztućcach radzieckich (z komunistycznego, naturalnie okresu) informacji wręcz rozczulającej: "60 kop." Obojętne, czy napis ten jest postawiony cyrylicą, czy alfabetem łacińskim - jedno jest pewne: autor tego pomysłu miał chyba coś nie tak z szarymi komórkami, bo nigdzie indziej na świecie nikt nie wpadł na pomysł, żeby formę do odlewu pojedyńczych sztućców zaopatrywać w cenę! Chociaż, patrząc na to z innej strony - ten ktoś wierzył chyba mocno w niezniszczalność komunizmu i niezmienność jego cen! Ile lat jeszcze miałyby te sztućce być produkowane, tyle lat miały kosztować 60 kopiejek? Rewelacyjna wiara w stabilność systemu...

A jeszcze z innej strony patrząc, ten napis "60 Kop." przypomina znane z przyrody barwy odstraszające: nikt na świecie nie je grzybów w krzykliwej czerwieni z białymi kropkami, bo one z daleka ostrzegają: nie jedz mnie, jestem trujący! Żaden wąż nie zaatakuje żabki ubranej w krzykliwe żółte plamki na skórze, bo żabka nimi ostrzega: nie jedz mnie, jestem trująca.

Z tymi rosyjskimi sztućcami jest tak samo. One ostrzegają z daleka:  nie jesteśmy ze srebra, bo nikt na świecie jeszcze nie widział srebrnej łyżki, czy srebrnego widelca, które kosztują... 60 kopiejek!

 

                                                                              Jacek Bukowski

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 22630

Copyright by SMARTNET