Gości online:   10

       

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

 

 

Uprzejmie zapytuję, czy ktoś z Państwa nie ma przypadkiem luźnych 18 000 złotych, z którymi nie wie co zrobić? Tak, rozumiem, nie ma. Ale - czego nie ma: nie ma Państwa, nie ma 18 tysięcy czy nie ma niewiedzy co do ich przeznaczenia? Aaaa, wszyscy wiedzą na co mogą wydać taką sumę, tylko z samą sumą gorzej? No tak, też rozumiem…

Jednak szkoda, bo miałem fajny pomysł.

Można sobie bowiem za te pieniądze poszaleć i kupić... filiżaneczkę. Lojalnie wszakże uprzedzam, że te pieniądze mogą nie wystarczyć: ona, ta filiżaneczka, może kosztować znacznie więcej. Filiżaneczki mają to do siebie, że potrafią mieć dziwne ceny.

11 listopada br. w Köln, w znanym Domu Aukcyjnym Van Ham, będzie licytowana porcelanowa filiżaneczka o wysokości 12 cm, z podstawkiem, a jakże, z przykrywką, żeby aromat pitej czekolady nie uciekał, produkcji Królewskiej Manufaktury w Meissen (FOT. 1) , z wyceną ok. 3500 Eu, co z procentami dla akcjonera (20%) i przy obecnym kursie Euro, daje właśnie sumę 18 000 złotych. Przy założeniu, że licytacja stanie na poziomie estymacji. Było by miło zapłacić tę sumę i krzyknąć:

 

       

        Poproszę filiżaneczkę!

 

Było by miło, ale to się chyba nie uda. Zaryzykuję zakład, że cena poszybuje wyżej. To nie jest byle jaka filiżaneczka!

Jeszcze trochę, a będzie miała 300 lat, powstała w roku 1738, jest dziełem samego JJ Kändlera, legendarnego wynalazcy europejskiej porcelany i pochodzi ta skorupka z serwisu wykonanego na zamówienie Marii Józefiny Saksońskiej, córki cesarza niemieckiego Józefa I, żony Augusta III, króla Polski!

Cymesik i polonik w jednym, paluszki lizać.

Jeśli jednak ktoś z Państwa lubi zabawę na ostro, to - proszę bardzo - na tej samej aukcji są do kupienia 32 sztuki (!) niezwykle rzadkich na rynku antykwarycznym filiżanek porcelanowych firmy Razenburg den Haag z Holandii. Każda z nich będzie licytowana osobno, każda ma osobną cenę, ale z całą pewnością wszystkie pochodzą z jednego, wyprzedawanego właśnie zbioru.

Na FOT. 2 pokazuję jedną z tych filiżaneczek. To ośmiokątne maleństwo (tylko 6 cm wys.) zaprojektował Samuel Schellink w r. 1911/12, a w katalogu aukcji oceniono ją na… 2400 Euro!  Policzmy: 32 filiżaneczki po – powiedzmy 2000 Euro za sztukę (bo niektóre są tańsze) = 64 000 Euro + 20 % opłaty aukcyjnej = 76 800 Euro x 4, 2 zł =322 000 złotych. Jak w pysk strzelił - wychodzi 10 000 zł za stuletnią, secesyjną filiżaneczkę! Dlaczego tak drogo? Dlatego, że kolekcjonerzy kochają to, co rzadkie! Rodzinna wytwórnia w Razenburgu tworzyła prawie sto lat fajanse w stylu Delft, aż w 1898 r. (dopiero!) stworzyła recepturę porcelany niebywale cienkiej, prześwitującej i odniosła z nią niebywały sukces na światowej wystawie w Paryżu. I raptem, po kilkunastu latach, gdzieś około 1916 r. została zamknięta i dotąd nikt nie wie z jakiego powodu. Tworzyła więc to wytwórnia krótko, w okresie największego rozkwitu secesji i art deco, zostawiła po sobie mało obiektów, część dodatkowo wytłukły dwie wojny światowe i ta rzadkość jest przyczyną                                                                               ceny tych filiżaneczek.

32 filiżanki Razenburg den Haag razem - to niesamowita rzadkość! Szkoda, że czyjś wspaniały zbiór ulegnie rozproszeniu, wielka szkoda. Przecież ten kolekcjoner tyle się natrudził, żeby to zebrać! Znają ten trud wszyscy zbieracze.

Ja też mam nieco filiżaneczek w domu, niewiele, jedną półkę w witrynce (kiedyś miałem pełne 6 półek) ale to są obiekty z … innej półki. Mam na myśli inną półkę cenową, niż ta u Van Ham`a. Dawne okoliczności nabycia tych skorupek cieszą mnie jednak do dziś. Pokażę Państwu dwie:

Jedna (FOT. 3) to  f a n t a s t y c z n a,  empirowa filiżanka z podstawkiem w konchoidalnych kształtach, sygnowana znakiem  manufaktury paryskiej Flamen Fleury (istniała w latach 1803 – 1835). Ten skarbek ma równo 200 lat, a wygląda, jakby stworzony był wczoraj. Kupiłem na pchlim targu w Wiedniu, w 2002 roku, bez targów płacąc żądaną, zawrotną sumę 5 Euro!! Przecież to nie moja wina, że sprzedawca był matołkiem…

Za drugą filiżankę (FOT. 4) zapłaciłem 7 x więcej (35 Euro) mimo, że jest z całą pewnością 7 x mniej warta od paryskiej. Ale kształt jest tak niezwykły, a dekoracja taka "gemütlich" ("do przytulenia"), jak mówią Austriacy, że ociera się to aż o kicz. No, nie mogłem się oprzeć. Sprzedawca filiżaneczki na giełdzie w Klosterneuburgu koniecznie chciał za nią 50 Eu, ja koniecznie chciałem zapłacić 35 Eu. Nie mogliśmy się dogadać. Gdy już giełda się kończyła, a ja wychodziłem - droga wypadła mi znów obok tej filiżanki. Sprzedawcy nie było, poszedł siusiać, ale zainteresował się mną gość z sąsiedniego stoiska. Spytał ile chcę dać za filiżankę kolegi. Powiedziałem: 35 Euro. "Gut!" - odpowiedział, zapakował, zapłaciłem, wyszedłem.

Bilans wyszedł taki: ja miałem co chciałem, właściciel do siusiania dopłacił 15 Euro. 

 

Nie zawsze w kolekcjonerstwie filiżaneczek idzie o cenę lub szczególną rzadkość występowania. Nieraz zbieracze wpadają w znany wszystkim kolekcjonerom syndrom „konieczności posiadania”. Widzę jakąś ładną filiżaneczkę? Muszę ją mieć!

Wiem coś o tym, bo kiedyś zacząłem znienacka zbierać jockery od kart. Zaczęło się niewinnie, od trzech, skończyło na 3500 jockerach, z których każdy był inny!

Z filiżaneczkami też tak jest.

Moja przyjaciółka w Szwecji, niejaka Barbara M., uzbierała dotąd 750 filiżaneczek do mokki! (FOT. 5). One już stoją  w witrynkach piętrowo, jedne na drugich, w całym mieszkaniu. Niedługo również witrynki będą stały jedna na drugiej, bo filiżanek przybywa, a mieszkanie nie jest niestety z gumy. Zupełne wariactwo. Jak tak dalej pójdzie, to ma Pani Basia zapewnione miejsce w Księdze Rekordów Guinessa. A pójdzie na pewno, bo to ambitna osoba, zbierać potrafi, samych butów ma … ja wiem… chyba 200 par? Podobno się ściga z Moniką Olejnik. Mąż też nie gorszy. Lokomotyw i wagoników w skali H0 ma całe ściany, jeśli może to być miarą ilości. PKP i PKP Cargo łącznie nie mają więcej…

Ale wróćmy do filiżanek i filiżaneczek. Najlepszy konserwator porcelany w Szczecinie ( o którym wspomniałem w felietonie "Jak przykleić burmistrza do sikawki?") też zachorował na filiżaneczki. Zbiera, znosi do domu i ustawia w specjalnych witrynkach. Też jest na dobrej drodze do rekordu. Uzbierał dotąd 330 filiżanek i 5 witrynek, które zmuszony jest nabywać, bo przecież nie będzie stał na środku pokoju z filiżaneczkami w dłoniach, bo te dłonie są mu potrzebne do naprawy cudzych... filiżaneczek. 

Dwie witrynki tego zbieracza pokazuję na FOT. 6.

 

Przed chwilą mój sprzedawca policzył ile mamy w antykwariacie filiżaneczek i

filiżanek (to nie to samo!). Mamy dokładnie 321 sztuk.

Więc, gdyby ktoś miał ochotę zacząć kolekcjonowanie….

 

Jacek Bukowski 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 2205

Copyright by SMARTNET