Gości online:   10

       

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

 

Ten felieton nie będzie: a) krótki, b) łatwy w czytaniu.

Ten felieton będzie: o „mieszance stylów”, która występuje i w języku mówionym i w literaturze i w sztuce, a więc i w antykwariatach.

 

       

                Żaba i biurko

 

Ludzie wysyłają sobie dziwne listy. Spamem rozsyłają to, co znajdą w internecie, a co uznają za ciekawe, warte upowszechnienia. Nie wszystko jest cenzuralne, nie wszystko jest eleganckie, ale niekiedy trafiają się perełki.

Któregoś dnia dostałem od nieznanej osoby list zawierający tekst zatytułowany "ANALIZA WIERSZA", który podaję niżej w pełnym brzmieniu, bez skrótów.

Moja rada: czytaj i nie łam się, nie opuszczaj niczego. Warto!

 

ANALIZA WIERSZA

Przedstawiony do analizy wiersz jest jednozwrotkowy, trzywersowy, z rymem sylabowym, z równomiernie rozłożonym akcentem. Podmiot liryczny wyraża swoje głębokie zadowolenie z otaczającego go świata, przepełnia go kwitnący stoicyzm i szczęście, które człowiekowi żyjącemu we współczesnym zamęcie, może dać tylko otaczająca go przyroda.

Dla podmiotu lirycznego nawet zanurzona w błękicie wody część żaby jest pretekstem do euforii. Szybko poruszające się słońce sugeruje wczesne lato, kiedy świat zwierzęcy budzi się z otchłani zimy. Pointa liryku jest jednoznaczna i łatwo odczytywalna, oddaje doskonale szybkość i złożoność ruchu słońca, które przecież nie jest istotą ludzką.

Uwagę zwraca użycie wulgaryzmów, których znajomość świadczy o ludowych korzeniach poety i głębokiej więzi ze społeczeństwem. W moim rozumieniu autor chciał się tym utworem odwdzięczyć środowisku, w którym wyrósł, za poświecenie i trud włożony w zapewnienie mu należytego wykształcenia.

Szkoda, że tak mało w dzisiejszej poezji jest wierszy o tak pogodnym nastroju.

A oto sam wiersz:

 

           

          

           

 

Słońce w górze zapierdala,

żaba w wodzie dupę moczy,

kurwa, jaki dzień uroczy...

 

                                             * * *

 

Niewiele myśląc wysłałem to do Wiednia. Wysłałem bratu, który bywa poetą, kilka tomików wydał, zna się na rzeczy, więc powinien ten dowcip docenić. Docenił, owszem, tylko też niewiele myśląc wziął mnie za autora tej analizy i odpowiedział jak krytyk krytykowi. Oto ta bratnia odpowiedź:

Moja rada: czytaj i się nie łam! Zastrzelisz się później!

 

Przedstawiona przez Kolegę Krytyka analiza wydaje się być dla przesłania utworu głęboko afirmatywna, a nawet postulatywna w warstwie ontologicznej. Oto bowiem świat, zarysowany w przedmiotowym utworze, jest w interpretacji Kolegi Krytyka przepełniony kwitnącym stoicyzmem i szczęściem, a procesy, których desygnatem staje się słońce, identyfikowane są przez Kolegę Krytyka jako normatywność, wynikająca z ponadczasowych i ponadczłowieczych praw przyrody. Taka gnozeologia wydaje mi się być wręcz tendencyjnym przywoływaniem epikuriańskiej naiwności, szczególnie dwuznacznym w czasach przewartościowań modelowych, jakie cechują współczesny świat, by wspomnieć tylko o ruchach ekologicznych, o relacjach między człowiekem a naturą, czy o roli industrializacji w eskalacji zagrożeń socjo-ekologicznych. Ale jest jeszcze gorzej - oto Kolega Krytyk całkowicie błędnie, moim zdaniem, poszedł post-bacońską drogą i opowiedział się za wiarą w złudzenie i w ten sposób w dramatyczny, choć nieuświadomiony przecież sposób, przekreślił możliwość zbudowania prawidłowej interpretacji sygnałów, jakie jakże genialnie przedłożył nam Poeta. Bo przecież semiotyczny sukces utworu Poety polega przede wszystkim na odważnej transformacji syntaktycznej w ramach dostępnej każdemu z nas warstwy językowej - banalizacja języka wyniesiona jest tu na wyżyny artystycznego wyrazu, w ramach którego „kurwa” uzyskuje megastatus symbolu człowieczego zagubienia, ponadczasowo pointując nie szybkość i złożoność ruchu słońca, jak chce to widzieć Kolega Krytyk, lecz dramat bezpośredniego zagrożenia dla ludzkiej egzystencji, wynikający z procesów ocieplenia klimatu.

Postać żaby, pozornie tylko sztafaż artystyczny w drugim planie, odczytuję jako wielką metaforę niemocy jednostki wobec systemów totalitarnych - nie bez kozery Poeta usytuował tę postać centralnie, skupiając na niej naszą uwagę, choć przecież nie ona jest podmiotem lirycznym. Mistrzostwo poetyckie autora utworu całkowicie umyka uwadze Kolegi Krytyka - dość bowiem nieco uważniej przyjrzeć się sylwetce żaby jako alegorii jednostki,  by dostrzec, że narysowana jest ona w przysiadzie, którym daje wyraz negacji jednostki wobec każdej przemocy. Jakież obraz ten ewokuje paralele, jakżeż mieści się w stylistyce rejtanowskiego oporu, choć brak twardej materii, jakimi były drzwi u Rejtana i zastąpienie jej nieuchwytnością, a jednocześnie wszechobecnością wody, stanowi kolejną serię mistrzowskich metafor ze strony Poety: to nie z hedonizmem obcowania z wodą mamy tu do czynienia - tu mamy do czynienia z wielkim krzykiem bezsiły. Dodatkowo nie wolno nie zauważyć, że dupa, zamoczona w wodzie, staje się tożsama wszelkiej pogardzie dla wszechobecności bezklasy i bezwartości, a godność, z jaką protest swój wyraża, należy do majstersztyków polskiej poezji współczesnej.

Wiersz - w przeciwieństwie do Kolegi Krytyka - uważam za drgający dramatyzmem wielkiego egzystencjalnego strachu i wielkiej odpowiedzialności za przyszłość, niestety, nie mogę doszukać się w nim optymizmu, czuję w nim brzemię procesów, trapiących ludzkość przy jednoczesnym braku postrzegalnych rozwiązań - czy choćby możliwości ucieczki. Bipolarność tego obrazu wpisuje utwór na listę wierszy głęboko poruszających, głęboko humanistycznych i jednocześnie wzbogacających nas o doznania, jakie dać może tylko Wielka Sztuka.

Z literackim pozdrowieniem - BRAT.

No, tak napisał, słowo daję. Ja to dwa dni czytałem, trzy dni próbowałem zrozumieć, w głowie tłukło mi się w kółko "ewokuje paralele",  "ewokuje paralele", a w końcu tak się zakałapućkałem, że o tej wymianie listów zapomniałem.

W ten oto sposób wyczerpany został temat żaby i mogę przejść do biurka.

 

    * * *

Wychodzące z antykwariatu małżeństwo grzecznie powiedziało „Do widzenia!” i poszło zostawiając drzwi wyjściowe otwarte na oścież, mimo, że na dworze była zimna jesień. Dobrze zrobili, bo po chwili przez te otwarte drzwi weszło dwóch dżentelmenów, Niższy i Wyższy, którzy mogli mieć duże kłopoty, gdyby drzwi były zamknięte.

Obaj ubrani byli prawie jednakowo elegancko. Kurtki z polaru, z kapturami nasadzonymi na (zapewne) ogolone głowy, pantalony będące skrzyżowaniem spodni od dresu z XVIII- wiecznymi pludrami mającymi krok na wysokości kolan i zaopatrzonymi w komplet kieszeni. W tych kieszeniach musieli mieć jakieś skarby, bo dłoni stamtąd nie wyciągnęli przez całą wizytę w antykwariacie.

„- Gbzz....rrryyy!” – przywitał się Wyższy.

Niższy milczał.

Porozglądali się po ścianach, podeszli do neobarokowego biurka i zamarli w bezruchu na jakieś... pięć minut! Dwóch nieruchomych jegomościów w kapturach oglądanych od tyłu, to znowu nie jest aż tak interesujący obrazek, żeby się zaciukać ze szczęścia... Odczekałem te 5 minut a potem dobrodusznie przyjąłem, że mam do czynienia z klientami, więc podszedłem z pytaniem:

„ - Panów interesuje to biurko? Opowiedzieć o nim?”

„ - Dddggg.....brr...ak!” - zarządził Wyższy.

Niższy milczał.

Wtedy ja przypomniałem sobie fachowe wymądrzanie brata i zacząłem trochę truć w tym samym stylu, tyle, że z zupełnie inną terminologią:

„To jest, proszę panów, biurko dębowe na lwich łapach, z płycinami fornirowanymi czeczotą orzechową, pięknie wybarwioną. Dwustronne, a więc może stać na środku gabinetu, nie musi być meblem przyściennym, jak większość biurek, które mają tył surowy, przeznaczony do skierowanie "w ścianę", co nie jest wymuszane przez technologie, tylko bywało przejawem nieuzasadnionego lenistwa wykonawców. Mebel jest po całkowitej konserwacji, partie dębowe  są w bejcy i wosku, forniry oczywiście w politurze szelakowej kładzionej ręcznie i wielokrotnie. Chcę zwrócić uwagę, że całe biurko jest z litego dębu, to się bardzo rzadki zdarza, tu nie ma żadnych płyt stolarskich, żadnej sklejki, nawet w szufladach, czopowanych - oczywiście - "na jaskółkę". Utrzymane jest, jak panowie zapewne widzą, w stylu neobarokowym, ewokuje paralele do baroku włoskiego ale widać w nim wpływy wtórnego stylu chippendale, który stał się niespodziewanie modny równolegle do ascetycznego Art Deco, zatem to zamierzone mieszanie stylów ułatwia nam datowanie mebla. Nieznany ebenista wykonał je w latach 30-ych XX wieku. To widać właśnie w tych łapach i aplikacjach....”

- Spierdalamy! – dał nagle głos Niższy.

Wyższy milczał.

Wyszli przez wciąż otwarte drzwi.

Stary poznaniak w takiej sytuacji mówi: „... a ja zostałem się stać...!”

W ten oto sposób wyczerpany został temat biurka i mogę przejść do pointy.

 

                                                         * * * 

Nie czytało się dobrze i potoczyście? 

Wszystko to było stylistycznie niespójne, bo style wypowiedzi się dziwnie mieszały?

Noooo! Fajnie! Właśnie o to mi chodziło!

Jeśli kiedykolwiek, gdziekolwiek, ktokolwiek, powie Ci Drogi Czytelniku, że oglądany obiekt antykwaryczny ma

„styl mieszany”, albo, że „odzwierciedla wpływy kilku stylów” - przypomnij sobie ten felieton.

Wsadź ręce w obie kieszenie i sp.........!

 

Jacek Bukowski 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 2384

Copyright by SMARTNET