Gości online:   11

       

 

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

      Za 4 dni Wigilia. Od niepamiętnych czasów trwa w narodzie przekonanie, że w noc wigilijną zwierzęta mówią ludzkim głosem. Próbowałem to wielokrotnie zweryfikować, ale niczego nie wskórałem. Mam dziewiątego psa, było trochę ptaszków i chomików, podsłuchiwałem i śledziłem to tałałajstwo, wódką i karpiem karmiłem - i nic. Raz pies się schował do szafy, bo ktoś pomylił Wigilię z Sylwestrem i urządził ostre strzelanie, raz chomikowa urodziła małe w okolicach Pasterki, ale gadać nie chciała.
                Jeśli zwierzęta nie chcą mówić ludzkim głosem, co jest, dodajmy, zwykłym z ich strony świństwem i obstrukcją, to może odwróćmy role i ja przy tej wigilijnej okazji opowiem o tam, jak ludzie potrafią - nomen omen - naświnić. Tu chciałbym przeprosić za ten czasownik wszystkie świnki na całym świecie, bo są one zwierzątkami pięknymi, prosiaczki mają cudowne, a ryjki takie słodkie, że tylko całować... I nigdy, powtarzam: nigdy, świnki by nie wymyśliły tego, co wymyślili Szczotka, Derda i Redaktorek. Gdyby nie to, że wymyślili i wykonali duże świństwo, można by o nich zaśpiewać znaną piosenkę


Były sobie świnki trzy...

    

      Tyle, że pieszczotliwe słowo "świnki" do bohaterów tej kryminalnej opowieści nijak nie pasuje.

Szczotka był w czasach poprzedniego ustroju prywaciarzem, czyli tym, kogo dzisiaj nazywamy z angielska biznesmanem, a swoje pseudo zawdzięczał kilkuletniej produkcji szczotek.

Redaktorek był właśnie redaktorkiem, coś tam pisywał, coś gdzieś drukował, ale nikt go poważnie nie traktował, nikomu w Szczecinie do głowy nie przyszło nazwać go Redaktorem

Derda był mistrzem... derdy, gry karcianej, którą ja stawiam na równi z brydżem, tyle w niej możliwości kombinacyjnych i sytuacji wymagających od gracza determinacji i umiejętności podjęcia wyważonego ryzyka. Żeby wyjaśnić czym zajmował się Derda, gdy nie grał w karty (a ma to kapitalne znaczenie dla całej opowieści) należy przywołać sądową scenę sprzed 100 lat, przypomnianą w „Mądrościach żydowskich” wydanych przez Wiedzę Powszechną w 1961 r. z fantastycznymi ilustracjami Szymona Kobylińskiego:

Sędzia wypytuje o personalia świadka - Żyda:
- Czym się świadek zajmuje?
- Ja się kręcę, proszę pana sędziego.
- I z tego świadek żyje?
- Tak, proszę pana sędziego.
- Może mi świadek powie - dopytuje sędzia - czy jeśli ja się będę kręcił, to czy ja też z tego będę żył?
- Nie, panie sędzio, ale jak ja się będę kręcił koło pana sędziego, to i pan sędzia będzie żył i ja też.

 

    Jesteśmy u źródła całej sprawy. Derda nigdy nigdzie nie pracował. On się kręcił, patrzył, słuchał, wąchał i z tego żył. No i raz... wywąchał! Podobno u pewnego księdza proboszcza z dala od Szczecina odbył się na plebani ostry pokerek i jeden z graczy zauważył obraz, który może być obrazem Rubensa (!) lub - ewentualnie - jego ucznia.

„Duży, kolorowy, w złotej, rzeźbionej ramie, pełen golasów!” - relacjonował podekscytowany uczestnik tamtej gry. Derda na malarstwie się nie znał, ale na interesach znał się jak mało kto. Postanowił obraz zdobyć. Do tego potrzebował wspólników. Dobrał sobie Szczotkę i Redaktorka. Wszyscy trzej należeli do tego samego towarzystwa karcianego, wszyscy trzej byli łasi na szybki zarobek. Wymyślili numer godny filmu o randze „Żądła”.

Żeby zbytnio nie nudzić rzecz zrelacjonuję w punktach.

1) Kupili (zdobyli?) pełen strój księdza pasujący na Szczotkę.
2) Szczotka zaczął pilnie odwiedzać kuzyna, który był kapłanem w poznańskim województwie. Obserwował jego zachowania i język.
3) Gdy był gotowy - wspomniany pokerzysta wprowadził go do domu przyszłej ofiary, gdzie odbyło się kilka niewinnych pokerków, podczas których ksiądz fałszywy zdobywał zaufanie księdza prawdziwego.
4) Gdy teren był już opanowany, Szczotka sukcesywnie wprowadził do gry swoich „dobrych znajomych godnych zaufania”. Znów odbyło się kilkanaście pokerków, podczas których (UWAGA!) nalewano i pito coraz więcej, stawki coraz bardziej rosły, gra było coraz bardziej ostra, ale bardzo dbano o to, by wygrywał gospodarz. W trakcie tych wieczorów parokrotnie rozmawiano o wiszącym obok obrazie, Derda coś kwękał o możliwości kupna, ksiądz mówił, że nie, nie sprzeda, a pytany o ewentualną cenę wymieniał jakąś dużą sumę w dolarach. O tym, że to może być Rubens nikt oczywiście nie wspominał, bo nikt nie miał w tym interesu.
5) Podczas wszystkich tych nasiadówek na stole przed Derdą leżała zawsze ta sama, gruba, przedwojenna papierośnica, a Derda popalał papierosy (chociaż prywatnie nigdy nie palił!). Szczotka co jakiś czas marudził, że jest nasmrodzone i prosił o otwarcie na chwilę okna. Okno było na ścianie za plecami gospodarza i to on zawsze je otwierał (wstając z miejsca) i zamykał (nie wstając, tylko odwracając się do tyłu i pchając otwarte skrzydło w stronę ściany) , co stało się - jak czas okaże - przyczyną jego zguby.
6) Gdy przyszedł „dzień X” wszystko było prawie jak poprzednio, ale jednak inaczej. Każdy siedział na swoim stałym miejscu, Derda siedział po prawej ręce księdza, a pomiędzy nimi leżała jak zawsze papierośnica. Tyle, że wprawne oko mogło zauważyć iż ta papierośnica jest jakoś minimalnie grubsza... Zdecydowanie ostrzej pito i zdecydowanie ostrzej też grano. Najważniejsza zmiana była taka, że nikt już się nie starał, żeby gospodarz wygrywał. Przeciwnie - książulo dostawał regularne lanie. Już nawet przyniósł jakąś kasetkę z sypialni i z niej podbierał brakujące walory...
7) Gdy przyszła „godzina 0” plan był realizowany co do sekundy:
- Derda zapalił, po chwili (gdy ksiądz miał rozdawać karty) Szczotka zamarudził, że śmierdzi, ksiądz otworzył okno i wrócił do tasowania  kart. Wtedy Redaktorek oświadczył „Ciemna!” i pobił pulę taką samą sumą, jaka w niej leżała przed rozdaniem kart. Na to Szczotka: „Biję” i w ciemno podbił stawkę raz jeszcze.
- Ksiądz skończył tasowanie i położył talię po swojej prawej stronie (obok papierośnicy!) czekając, żeby Derda karty przełożył. W tej dokładnie sekundzie Szczotka jęknął: „Ale wieje” i ksiądz nie wstając z krzesła odwrócił się i pchnął otwartą połówkę okna. To trwało chyba nie więcej jak dwie sekundy.
- W tych dwóch sekundach Derda podniósł papierośnicę i... przykrył nią karty podane do tasowania. Jednocześnie energicznym ruchem przyciągnął papierośnicę w swoją stronę. Gdy ksiądz odwrócił się twarzą do stołu wszystko było jak należy: obok Derdy leżała papierośnica, a bliżej księdza leżała talia do rozdania. Tyle tylko, że to była inna talia, wcześniej odpowiednio ułożona i schowana pod WYDRĄŻONĄ PAPIEROŚNICĄ!                                                                                     

Ksiądz zebrał ze stołu te trefne karty i sam je rozdał!
A po rozdaniu zobaczył, że ma w ręku trzy asy!
Dokładnie wtedy, gdy w puli - jeszcze przed licytacją - była ogromna suma...
 

    Co było dalej zrozumieją wszyscy, którzy znają pokera. Ksiądz pulę pobił, Derda grzecznie odpadł z gry, Redaktorek żalił się, że rozpętał burzę, chwilę jeszcze był w grze ale w końcu też oczywiście spasował, a walkę stoczyli ksiądz i Szczotka.
Karty były tak ułożone, że Szczotka dokupując 1 kartę dostał pokera, a ksiądz kupił 2 karty i dostał karetę asów. Do puli poszły wszystkie walory pieniężne, jakie ksiądz miał do dyspozycji, w tym parafialne...
Nie mogło być inaczej po tylu miesiącach przygotowań!
Potem było biadolenie, dalsze picie i nieoczekiwany finał.
Szczotka wspaniałomyślnie zaproponował: ksiądz księdza nie może tak bezceremonialnie ogolić z całej kasy! Oddajemy WSZYSTKIE pieniądze, bierzemy obraz. Księżulo się zgodził, nie miał wyboru.
 

Bilans był taki:
Ksiądz stracił obraz i chęć na pokera.
Derda numer wymyślił i zorganizował, ale cień żaden na niego nie padł, przecież nie grał w tym rozdaniu!
Szczotka wygrał pieniądze, a właściwie obiekt pożądania - obraz.
Redaktorka po jakimś czasie wyrzucono z redakcji miejscowej gazety za, jak się mówiło na mieście, próbę przemytu dzieła sztuki na granicy. Czyżbyśmy wiedzieli co przemycał?
Nie ma kogo spytać.
Trzech z bohaterów tej opowieści już nie żyje (w tym ten, od którego znam przebieg wypadków), co się dzieje z czwartym - nie wiadomo.

Ach, i jeszcze czegoś nie wiadomo:

- czy to był Rubens?
- czy dzieło jego ucznia?
- kopia Rubensa?
- czy knot, przy pomocy którego ksiądz zrobił w konia zawodowców?

 

Może w noc wigilijną jakieś litościwe zwierzątko nam to powie...

 


Jacek Bukowski
 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1583

Copyright by SMARTNET