Gości online:   8

       

 

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM 


       Gdyby spisywać historie opowiadane przez klientów przy ladzie antykwariatu, można by napisać opasłą księgę, której tytuł wymyślono dawno: „Samo życie...”
Jednak - czy rzeczywiście? Czy ludzie, których nikt nie prosił o opowieści rodzinne, którzy sami z siebie wylewają przy ladzie potoki słów i snują dziwne historie, czy ci ludzie - pytam - mówią prawdę? Czy prawdziwe są podawane przez nich historie przedmiotów?

 

                                      Matka nie żyje, ale czuje się dobrze

 


      Wchodzi do mojego antykwariatu młody chłopak. Kładzie na ladzie kilka sztuk pięknej, starej porcelany. Nijak ta porcelana do niego nie pasuje, on nie pyta o jej wartość, nie pyta o komis, nie, on chce ją sprzedać od ręki i za gotówkę. Otwieram usta, by coś powiedzieć, ale nie daje mi szansy, zaczyna snuć rozrzewniającą bajkę:
„ - Bo wie pan, smutna sprawa. Właśnie zmarła mi matka... Mieszkała w Częstochowie, muszę jechać, jestem w okropnej sytuacji, trzeba nie tylko pogrzeb zorganizować, ale i pomyśleć o grobowcu. To jest daleko, ja się tu uczę i nie będę przecież mógł tam często jeździć.”
W tym duchu plótł coś z pięć minut. W końcu przerwałem i obcesowo spytałem, czy ta porcelana nie jest kradziona. Ależ skąd, ależ nie, przecież mówi, że to po mamusi, przecież da mi dowód osobisty i w ogóle ma tego więcej, więc jeśli chcę, to on przyniesie jeszcze. Wypisałem rachunek, spisałem dane i umówiłem się, że resztę ma przynieść za godzinę, to ewentualnie kupię.
Wyszedł.
      Specjalny numer telefonu policji, właściwy w takich sytuacjach, posiadam od momentu otwarcia antykwariatu. Zasięgnąłem opinii o chłopaku. Zadałem parę pytań, a odpowiedź dostałem po trzydziestu minutach. Gdy młodzieniec wrócił po godzinie, wziąłem go na zaplecze i mówię:
„ - Synu! Twoja matka cieszy się świetnym zdrowiem, prowadzi sklep i nic nie wskazuje, by w najbliższym czasie było inaczej, natomiast gorzej jest z tobą. Już miałeś sprawę o kradzież walkmana i znów jesteś wplątany w sprawę kradzieży skórzanej kurtki. Rozumiem, że do kompletu potrzebna ci trzecia sprawa...Jaką historię teraz wymyślisz?"

                                                                                                   

                                                           *** 

Było to dawno, ale pamiętam zdarzenie jakby miało miejsce wczoraj.
            Wchodzi do antykwariatu para. Ona w wieku postbalzakowskim (i o takiej figurze), on z tych, co to nigdy nie powiedzą „żona” tylko „małżonka”, nigdy „jadłem”, tylko „spożywałem” - no jednym słowem oboje dostojni i godni. Najpierw lustrują antykwariat wszerz i wzdłuż, zaglądają we wszystkie kąty. Ze sposobu zachowania widzę, że próbują sobie wyrobić opinię o miejscu, które zaszczycili swą obecnością. Widać egzamin wypadł pomyślnie, bo decydują się wrócić na ulicę, sięgnąć do bagażnika auta i pokazać co przywieźli.
Zegar kominkowy, francuski, marmur i figura metalowa na zwieńczeniu, nie żeby zaraz brąz, nie, zwyczajny cynkal brązowiony. (Niemcy mówią na cynkal „Scheissmetal”, ale to słowo już muszą sobie Drodzy Czytelnicy sami przetłumaczyć, bo trochę brzydkie). Zegary kominkowe występują solo, samotnie, ale występują też z kandelabrami, których jest zawsze - co logiczne - para. A tu moi goście wyjmują tylko jeden. Decyduję się przyjąć zegar w komis, więc pytam gdzie jest drugi kandelabr.
„ - Proszę pana - poucza mnie dama wyniosłym tonem - tu nigdy nie było drugiego kandelabru. To jest zegar, który babka mojej mamy osobiście kupowała w Paryżu i przez kilka pokoleń ten zegar stał w naszym domu tylko z jednym kandelabrem. Wykluczone, by były dwa, bo gdyby były, to by się o tym mówiło!”
Na takie dictum grzecznie spasowałem.
            Po dwóch dniach przychodzi znany pośrednik z Gryfic, który nie dalej jak miesiąc wcześniej przykrył województwo hurtową dostawą XIX - wiecznych zegarów francuskich. Na widok opisywanego zegara zaczyna się zżymać:
„ -  O jasny gwint! Trafił do pana? Patrz pan, jacy ludzie! Przy płaceniu zabrakło im równowartości stu dolarów i w zastaw zostawili ten drugi kandelabr! Nie tylko, że go nie wykupili, ale jeszcze dekomplet wstawili panu do komisu znacznie drożej, niż mnie mieli zapłacić za komplet!"

 

                                                        ***

 

          Celowo nie kończę obu opowieści.
            Bo rzecz nie w tym, co działo się dalej, tylko w tym, dlaczego ludzie tak fantazjują? Czasy szare - więc trzeba rzeczywistość ubarwić? Czy też może panuje przekonanie, że wokół nas sami idioci, którzy skołowani przez codzienny młyn skorzy są uwierzyć w każdą blagę? Jeśli można zrozumieć (nie pochwalić, tylko zrozumieć) motywy chłopca kłamiącego przy próbie sprzedaży porcelany skradzionej własnej matce, to zupełnie nie można zrozumieć kobiety, która fantazjuje zupełnie bez powodu. Może jednak powód jest? Taki mianowicie, że wraz z małżonkiem  zabrnęła w sztucznie stworzony świat gestów, pozorów i słów "ę-ą" i już prawda jej przez usta nie przechodzi?
No tak, ale żona niezapomnianego porucznika Columbo mówiła przecież:


„ - Słuchaj pilnie i odcedzaj, odcedzaj, odcedzaj...”


                                                                 Jacek Bukowski
  

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 2641

Copyright by SMARTNET