Gości online:   12

       

 

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

Nacisnąłem kilka guziczków (jeden na komputerze, drugi na monitorze, kilka na klawiaturze) i wyskoczyły mi internetowe wiadomości, które jutro pewnie będą w gazetach. Iran szuka uranu. Walizeczkę z guzikiem do odpalenia atomowej piguły już ma, samej piguły (chyba?) jeszcze nie. Po drugiej stronie frontu schowali prezydenta USA w jakimś tajnym miejscu wraz z walizeczką z czerwonym guzikiem. On MA pigułę i jak będzie trzeba - odpali ją jednym muśnięciem tego cholernego guzika...
Rozglądam się dookoła i co widzę?

 

Guzikowa cywilizacja

 

Same guziki, słowo honoru! Całkiem niepostrzeżenie otoczyła nas i zawładnęła nami guzikowa cywilizacja.
Chcę włączyć telewizor. Ależ nic prostszego, proszę bardzo: guziczek „power”, guziczek „1”, potem guziczek ze strzałką w górę, żeby zrobić głośniej, potem ewentualnie piętnaście innych guziczków różnych stacji, no i ten guziczek ze ściszaczem, potrzebny, gdy dzwoni telefon, albo włączają kolejną idiotyczną reklamę, kolejnej idiotycznej pigułki na coś tam. Telewizorów mam w domu kilka, każdy ma innego pilota, każdy pilot ma inny układ guziczków, każdy ma tych guziczków przeciętnie czterdzieści, ale wiem, że po ciemku nacisnę prawidłowy guziczek. Człowiek to inteligentny małpiszon, szybko się uczy i zapamiętuje.
         Wspomniałem coś o telefonie? Właśnie! 21 guziczków mojej komórki ma w sumie około tysiąca (!!!) funkcji. Można zwariować, ale jak się chce korzystać, trzeba to opanować. No więc staram się, a na duchu podtrzymuje mnie fakt, że w moim domu są jeszcze inne, tradycyjne telefony ze słuchawką. Szkopuł w tym, iż w jednym stacjonarnym telefonie mam 22 guziki (a 7 z nich ma potrójne funkcje), a w drugim aparacie (z faxem) tych guzików jest 43. Gdy podchodzę w antykwariacie do starego telefonu bez guziczków, to już prawie nie wiem jak z niego korzystać. Mój mały wnusio obejrzał to cudo i widząc, że celem połączenia należy „wykręcić numer” - stwierdził:  „Ale to skomplikowane!” Ja zaś nudzę się gdy tarcza wraca po wykręceniu na stałe miejsce; to wydaje się okropną stratą czasu, a przecież przez kilkadziesiąt lat się przy tym nie nudziłem. Człowiek nie tylko się szybko uczy, człowiek również szybko zapomina. Warto by wyliczyć, który z tych procesów jest szybszy.
          Napisałem: wyliczyć? Nic prostszego! Pomocny będzie w tym dziele kalkulator, pierwszy  przedmiot, który w tej guzikowej cywilizacji dotarł do naszych kieszeni. Chciałem napisać „domów”, ale zmitygowałem się, wcześniej była w domu guzikowa maszyna do pisania. No więc kalkulatory: te pierwsze - na korbkę, następne - na prąd, obecne, elektroniczne - na baterie, ale i zdarzają się ładowane słońcem. Duże i małe, drogie i tanie, proste i nieprawdopodobnie zmyślne. Wszędzie ich pełno i wszędzie pełno ich guziczków. Guziczek razy guziczek razy kilka guziczków - i już wiemy, ile kosztuje w złotówkach to, co proponują nam w euro lub ile straciliśmy na kolejnej rewaloryzacji rent i emerytur.
         O komputerach nawet nie warto wspominać. Od gwoździa do samolotu, wszystko powstaje rozrysowane wpierw w komputerach. Projektanci już nie potrafią rysować, potrafią tylko wydawać komendy komputerom: „rysuj”. Autorzy książek nie znają ortografii, ich komputery mają przecież guziczek z komendą: „sprawdź pisownię”. Pominmy jednak te wszystkie profesjonalne PC i IBM, pominmy zawodowców. Pozostańmy przy normalnych ludziach, którzy chcąc spacyfikować swe pociechy kupują im komputery. A szczęśliwe dzieci komputerowego pokolenia co robią w tej sytuacji? Nie czytają książek, nie chodzą do kina i teatru, nie chcą chodzić spać o zwykłej porze, nie zbierają znaczków pocztowych i w nosie mają sport. Dzieci naciskają guziczki. Pięć, sześć, siedem godzin dziennie pracują intensywnie dwoma palcami na setkach guzików. Mięśnie palców wskazujących i serdecznych są z całą pewnością najbardziej rozwiniętymi mięśniami w ich ciałach.
          W tym czasie mamusie tych pociech przebierają palcami na guziczkach kuchenek mikrofalowych, tatusiowie naciskają dziesiątki guziczków w swoich zabawkach pt. BMW lub Alfa Romeo, sąsiedzi naciskają
guziczki domofonów, dekoderów i innych - za przeproszeniem - bajerów. Nic nie można uruchomić bez guziczka. Jak się ta choroba rozwinie, to dojdzie do tego, że na randce chłopaki będą szukać na dziewczynach odpowiednich guziczków, żeby „toto” włączyć... Już teraz nie mówią przecież dziewczynom „Kocham Cię!”, tylko guzikują to SMS-em.
           A ja? Też guzikuję, bo przecież piszę ten tekst na komputerze. Ale klikając zastanawiam się jednocześnie co nasi potomni będą mieli w swoich antykwariatach? Jakie przedmioty będą za trzysta lat reprezentowały kulturę materialną początku XXI wieku - bo przecież chyba nie te cholerne guziczki, które nie tylko, że nie są piękne, nie tylko, że nie są rękodziełem wartym wspomnienia, ale nawet się od siebie prawie niczym nie różnią!
            Podziwiając dziś przedmiot użytkowy, który służył naszym dziadkom często podziwiamy jego piękno, ale również podziwiamy maesterię rzemieślników, którzy go wykonali, trud ówczesnych projektantów, którzy chcieli w nim zakląć na zawsze cechy obowiązującego w sztuce stylu, świetne rozwiązania techniczne i artystyczne pozwalające stosować bogate wzornictwo w obiektach zarówno prostych jak i skomplikowanych. Czy nasi prawnukowie będą doznawać podobnych wzruszeń? Czy my im zostawimy obraz naszych dni zasługujący na szacunek, czy też będą mówić o naszych czasach z nonszalancją: „cywilizacja guzikowa”?
            A może w ogóle nie będzie już kiedyś antykwariatów? Może człowiek przyszłości nie będzie miał czasu i ochoty, by oglądać się wstecz? Może, gdy zobaczy jakiś antyk z naszych dni, jakąś - wybaczcie - furę i komórę, powie:
„ A co to za szkaradzieństwo? Guzik mnie to obchodzi!”.

 

                                      Jacek Bukowski

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1585

Copyright by SMARTNET