Gości online:   11

       

 

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

Na rynku antykwarycznym bezustannie mamy do czynienia z mniej lub bardziej udanymi próbami fałszerstw i matactw. Dotyczy to w dzisiejszych czasach właściwie wszelkich dziedzin sztuki i rzemiosła artystycznego.
Wiec ostrzegam przed obrazami opisanymi w ofercie tak:

 

Podpisano: Jerzy Kossak

 

Przychodzi do mojego antykwariatu klient, którego nie znam i oferuje do sprzedania figurkę z Miśni. Bez skazy, jak zapewnia. W końcu niechętnie oddaje ją w komis. Podczas oględzin w ciemnawym antykwariacie - wszystko się zgadza, fakyucznie Miśnia. W domu robię zdjęcia na stronę internetową i pod silnymi reflektorami wyskakują ślady naprawy dużych pęknięć. Gdyby właściciel zgłosił naprawę figury, ustalilibyśmy odpowiednio niższą cenę, na zdjęciach uwypukliłbym naprawy i je opisał, wszystko by było OK. A w zaistniałej sytuacji nie wiadomo: czy klient nie był świadomy napraw, czy postanowił mnie zrobić w konia i moimi rękoma zrobić w konia następnego nabywcę…

* * *

W poczcie internetowej znajduję list z ogromnymi zdjęciami (przykład z zeszłego miesiąca). Ktoś przedstawia mi duży, ciężki brąz, z podpisem „Fery” i sygnaturą paryskiej odlewni. Nadawca prosi o opinię.

Odpisuję: „...Nie ma i nie było rzeźbiarza o nazwisku Fery. Nie ma go w literaturze o brązach (Bronze Signaturen) i nie ma we francuskich katalogach rzeźbiarzy (posiadam je, sprawdziłem). Sygnatura "Bronze Garanti - Paris" też jest fantazyjna; Paryż miał wiele odlewni, sygnatury były faktycznie okrągłe, ale takiej nie było, nie mogło być przecież sygnatury bez nazwy firmy.
Ten brąz jest na 99 % współczesną podróbką z Chin, albo - raczej - z Tajlandii. Miałem już kilka podobnych wyrobów. Przychodzą do Europy całymi wagonami. Miałem nawet ofertę kupna całego wagonu tych brązów... Wszystko razem typowe dla masowej produkcji wschodniej. Bez wartości antykwarycznej”.
No, ale ktoś to produkuje, ktoś płaci, ktoś się nabiera…

 * * *

 Na Allegro, e-bay`u i na lokalnych aukcjach internetowych jest niesamowita ilość anonsów w stylu: „Sprzedam obraz olejny „Ułan i dziewczyna”, podpisany: Jerzy Kossak”. Sprzedający nie pisze, że to namalował Jerzy Kossak, nie. On pisze: „podpisany”. On dobrze wie, że tego obrazu nie namalował Kossak, tylko jego szwagier (szwagier właściciela, nie Kossaka), ale przecież nie napisze, że to fałszywka, bo kto mu to kupi? A tak - niezgody z prawdą nikt mu nie zarzuci, przecież napisał jasno i wyraźnie, jak jest obraz podpisany! Naiwnych nie sieją, sami się rodzą i… sami się nabierają.

     * * *

          Przed paru laty miałem duży obraz olejny podpisany „Corot”. Dałem go na moją stronę internetową pisząc: „UWAGA: autorem nie jest znany malarz francuski Jean Baptiste Corot!”. Po jakimś czasie dostałem list ze Szwecji:

„Brawo! Gratuluję Panu, nie dał się Pan nabrać! Widziałem ten obraz w zeszłym roku w Szwecji na aukcji lokalnej i nawet wiem, kto to malował i fałszował”.
Nie dałem  się nabrać, bo akurat prawdziwego Corota sprzedawałem raz w życiu i nawet miałem z nim niesamowitą przygodę, co opiszę w felietonie poświęconym kombinatorom, którzy „kręcą” rynkiem antykwarycznym. Smaczna sprawa…

 * * *

 Z 10 lat temu na Allegro wyłowiłem aukcję, na której obiekt był oryginalny, ale cena kompletnie zafałszowana (aukcja nr 1923201 - kto nie wierzy, niech sprawdzi w archiwum Allegro). Oto oryginalny opis aukcji:

„Encyklopedia Brockhaus Konversations Lexikon, 1898 r, Berlin - Wiedeń, powinno być 19 tomów + suplement, jest 17 tomów ( brak 2, 4 i 9 tomu). Stan bdb (drukowana gotykiem!), bogato ilustrowana. Cena: 10 000 zł.”

To była po prostu cena skandaliczna! Właściciel aukcji (My…or, wówczas  10 pozytywnych opinii) nie wiedział wielu rzeczy: że wszystkie encyklopedie niemieckie w XIX w. drukowane były gotykiem i to zmniejsza, a nie zwiększa ich wartość na dzisiejszym rynku księgarskim, bo mało już jest osób (również w Niemczech), które to potrafią czytać; że wszystkie encyklopedie z przełomu XIX i XX w są bezwartościowe jeśli chodzi o zawartą w nich treść, bo po prostu się zdezaktualizowały; że całość bez trzech tomów to nie jest komplet, ale DEKOMPLET, nie do sprzedania, bez wartości kolekcjonerskiej; i wreszcie najważniejsze - że na rynku antykwarycznym od wielu już lat cena za 1 tom Brockhausa waha się od  2 - 4 euro w zależności od ekskluzywności wydania. Policzmy: 17 tomów x 4 euro (liczę najdrożej) = 68 euro = 300 zł!
Panie My…or: 300 zł, nie 10 000 zł! W ciągu ostatnich 20 lat sprzedałem chyba ponad 200 różnych tomów Brockhausa w kompletach i dekompletach i jeszcze nigdy nie osiągnąłem 20 zł za tom.

Więc ta oferta była równie fałszywa, jak te, w których za obraz „podpisany: Jerzy Kossak” żąda się ceny jak za prawdziwego Kossaka.
I w dodatku nie jak za najtańszego Jerzego, ale jak za najdroższego na rynku - Juliusza…

 

                       Jacek Bukowski

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 7093

Copyright by SMARTNET