Gości online:   10

       

 


MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM


 

          W połowie lutego 2001 r. w naszej prasie pojawiły się doniesienia o tym, że polska policja zatrzymała polską grupę przestępczą, która w Wiedniu dokonała skoku na znany salon jubilerski kradnąc tak wielki łup, że cała Austria wstrzymała oddech i nazwała to „kradzieżą stulecia”.

Wiadomo:


Polak potrafi


          Notatki prasowe o tym sukcesie policji nie były zbyt wielkie, a powodów tego stanu rzeczy - jak sądzę - było kilka.

          Powód pierwszy: emocje już trochę wygasły.
          Włamania dokonano równo... 2 lata wcześniej, 21 lutego 1999 r! Czteroosobowa grupa Polaków (w tym jedna kobieta) wraz z najętymi austriackimi pomocnikami płynąc od Dunaju podziemnymi kanałami, dostała się pontonem (!) pod budynek, w którym był salon jubilerski znanej firmy S. Gdy właściciele otworzyli w poniedziałek swój sklep istniejący ponad 120 lat, brakowało w nim, bagatela, 26 kilogramów wyrobów ze złota! Straty zostały oszacowane na ok. 36 milionów szylingów, czyli ponad 12 milionów złotych! Austriaccy pomocnicy dostali swą dolę i rozpłynęli się w naddunajskiej mgle, a polscy sprawcy - jak by nic się nie stało - przekroczyli granicę austriacką następnego dnia. Nie zatrzymani! Potem trzeba ich było szukać dwa lata... Więc nie czas na fanfary, bo wstyd pograniczników i policji obu krajów był wielki.

          Powód drugi: czym się chwalić? Że mamy takich świetnych złodzieji? Przecież Europa o tym bardzo dobrze wie. Czy tylko dowcipem jest hasło niemieckich biur turystycznych: „Na urlop jedź do Polski, twój samochód już tam jest”? Nie, to uznanie dla faktów. Austriacka policja natychmiast po włamaniu trafnie zdiagnozowała: „Polacy!”. Tylko oni rozwalają podłogi podnośnikami hydraulicznymi, tylko oni mają tyle fantazji, by załatwić sklep, do którego trzeba się przebijać nieznanymi podziemnymi kanałami setki metrów, by potem trafić bez pudła w jedyny (!) będący poza zasięgiem włączonych kamer skrawek podłogi wielkości ...2 metrów kwadratowych! I tylko polska, ułańska wręcz fantazja podpowiada, jak zwędzić 26 kg złota bez jednego strzału w czasach, gdy normalni gangsterzy najpierw strzelają a dopiero później próbują gdziekolwiek wchodzić...

          No i wreszcie trzeci powód zażenowania: gdyby to włamanie w stylu godnym kolejnego odcinka filmu „Vabank” dokonane zostało przez gentlemanów klasy Arsena Lupina, byłoby wszystko w porządku. Trudny, inteligentny przeciwnik, mówi się trudno, długo go trzeba rozszyfrowywać. Ale nie, to była grupka typowych polskich kombinatorów, którzy skok zrobić potrafili, ale łupu ukryć już nie umieli. Żądza szybkiego wzbogacenia się spowodowała po jakimś czasie wsypę. Nie dało się ukryć, że we Wrocławiu, Strzegomiu i okolicach pojawia się dobra, stara biżuteria, za dobra jak na swą cenę. Gdy detektywi Rutkowskiego ustalili, że niektóre z tych cacek pochodzą z wiedeńskiego skoku, do końca sprawy było już blisko. Zatrzymano trzy osoby, czwarta gdzieś się zawieruszyła.

           Znajduję w tej sprawie kilka nauczek, którymi chcę się podzielić z antykwariuszami i jubilerami:

           Nauczka pierwsza: nawet jeśli masz w antykwariacie kilka kamer czy czujek pracujących całą dobę - nie możesz spać spokojnie! Te nieszczęsne 2 metry kwadratowe niestrzeżonej podłogi w wiedeńskim antykwariacie, to była podłoga między ladą a regałami z biżuterią! Po wywaleniu podłogi podnośnikiem złodzieje nie wyściubili nosa spoza lady. Kradli tylko to, co było w zasięgu ręki, ale poza zasięgiem kamer. To wystarczyło do rekordowego wyniku. Czy strzegące nas agencje ochrony robią kiedykolwiek wyliczenia „bezpiecznej podłogi”? Nie zauważyłem. Więc kup sam 50 czujek na jeden sklep i zamontuj je wszędzie. Nawet w sedesie. A nuż wejdą rurą ?

          Nauczka druga: nie licz na dyskrecję służb miejskich! Jeśli masz pod podłogą antykwariatu: piwnice, kanały lub tylko tunele przewodów, wiedz, że bandyci zawsze mają do nich dostęp. Tak było w Wiedniu: urzędnicy magistratu bez oporu udostępnili interesujące złodziei plany kanałów, gdy ci napisali podanko jako... firma mająca przystąpić do przetargu na remont piwnic! U nas przetargów jest od cholery, więc... Najlepiej zalej betonem wszystko, co masz pod sklepem.

          Nauczka trzecia: handluj tylko towarem, który łatwo rozpoznać! Co prawda skradzionych w Polsce obrazów nie da się zliczyć - a przecież każdy jest inny, rozpoznawalny - ale niewątpliwie łatwiej sprzedać na paserskim rynku obiekty wykonywane masowo, nie mające indywidualnych cech, niż te, które się wyróżniają. Przekonali się o tym sprawcy opisanego włamania. Wśród chłamu, którym handlują nasi złodzieje, stara wiedeńska biżuteria świeciła jak latarnia morska na pustyni. Więc każdą sztukę biżuterii i np. bardzo drogie obiekty rzemiosła artystycznego w swoim antykwariacie fotografuj i znakuj, jak właściciele aut swoje lusterka.

          I wreszcie nauczka końcowa: trzeba się ubezpieczać. Naprawdę, nie żartuję, to może być świetny interes! Państwo S., właściciele ograbionego salonu jubilerskiego byli oczywiście bardzo dobrze ubezpieczeni. Można mniemać, że dostali równowartość skradzionego towaru. Boże! W czasach gdy tak trudno cokolwiek w antykwariacie sprzedać (a już szczególnie biżuterię) polscy włamywacze zrobili wiedeńskim jubilerom prezent iście królewski: zapewnili im zbyt za 12 milionów złotych! W głowie się kręci..
          Więc ubezpiecz swój antykwariat u polskiego ubezpieczyciela. Najlepiej tego bardzo znanego. Stawki tam dla antykwariatów są tak horrendalnie wysokie, że po ich zapłaceniu znikną wszystkie Twoje problemy. Spokojnie zamkniesz antykwariat jako golas finansowy i będziesz mógł wyjechać gdzieś na saksy.

          Na przykład ... do Wiednia.


Jacek Bukowski
 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 2019

Copyright by SMARTNET