Gości online:   9

       

 
MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM


          W czasach, kiedy każdy obywatel może sobie od ręki założyć własny interes w dowolnej branży, cenne mogą być wszystkie dobre rady, a także cudze - niekoniecznie dobre - doświadczenia. Nie wiem, czy się to komu na co przyda, ale chcę dziś opowiedzieć

 

Jak zakładałem skład fortepianów

 

          Na wstępie należy przypomnieć, że chcący założyć własną firmę z tzw. „obcym kapitałem” krzątają się wokół tego parę miesięcy lub lat. A mój przypadek był o tyle niezwykły, że obcy kapitał sam mnie znalazł, a skład fortepianów Bechsteina zakładałem... dwa dni.
          Zacząłem w poniedziałek. We wtorek mi przeszło.

          Bechstein jest dla pianistów tym, czym dla skrzypków Stradivarius i Amati - powiedział jeden z największych pianistów XIX wieku, Hans von Bülow. Był Niemcem, gdyby był Amerykaninem pewnie to samo powiedziałby o Steinwayu. Nie miałem pojęcia o tej zacnej opinii, gdy jako pętak obijałem się bez żadnego szacunku o czarnego potwora, który zajmował pół salonu w mieszkaniu mojej ciotki. Gdy nikt nie widział - pogrywałem na nim w cymbergaja (świetnie się monety ślizgały po lakierze). Złota korona nad literkami CB i słowo Bechstein wryły się jednak w młodą pamięć na zawsze i gdy po latach przez z górą ćwierć wieku moim zawodem było mówienie o muzyce, każde spotkanie z pianinem lub fortepianem Bechsteina podczas koncertu filharmonicznego lub kameralnego, było spotkaniem z dobrym znajomym, reliktem dzieciństwa, wspomnieniem „dawnych, dobrych czasów”.
         W najśmielszych snach nie mogłem przewidzieć, że kiedykolwiek będę miał coś wspólnego z tą firmą.

         Tymczasem...
         Wiosną 1991 roku wszedł pewnej soboty do mojego antykwariatu nieznany mężczyzna, powiedział, że jest Polakiem mieszkającym w Niemczech, że ktoś tam widział moją reklamę ze słowami: „pierwszy w Szczecinie prywatny antykwariat” i on przyjechał, bo:
          „Wie Pan, nie ma mnie już w kraju 10 lat, niezupełnie orientuję się w realiach, widzę, że jest teraz wokół mnóstwo miliarderów, ludzi bardzo bogatych. Niech mi Pan powie, co oni robią ze swoimi pieniędzmi: JESZCZE KUPUJĄ TRZECIE MERCEDESY CZY JUŻ PIERWSZE FORTEPIANY?”
          Okazało się, że mój rozmówca pracuje w Berlinie w fabryce Bechsteina, jest tam cenionym fachowcem, zna rynek fortepianów w całej Europie i tak sobie tam w centrali pomyśleli, że może... w nowej Polsce... w Szczecinie... jakiś składzik fortepianów...może wspólnie...może przedstawicielstwo Bechsteina...
          Uszom nie wierzyłem! To tak, jakby do właściciela małej stacji benzynowej przyszedł emir Kuwejtu i powiedział: „Nie chciałby Pan uwolnić mnie od tej cholernej ropy, co mi sika w każdym kącie i z każdej dziury? A weź Pan to w diabły i przehulaj gdzieś, ja już mam tego po dziurki w nosie...”
          Tak. Tak się czułem. Tylko zapomniałem, że piękne sny są zawsze krótkie.
          Tym razem krótkie było robienie rachunków. W niedzielę teoretycznie wszystko grało. W poniedziałek odbyłem kilka wizyt, wykonałem kilka telefonów i rachunki się pokiełbasiły: wynajęcie dużego lokalu w centrum z odpowiednim magazynem, dodać pensje 2 sprzedawców, stroiciela, kierowcy ciężarówki i fizycznych do noszenia tych smoków, pomnożyć przez 2 (ZUS, średnia urlopowa, podatki) plus cło i akcyza (zgroza), reklama, promocja nowej firmy, itp. itd. Poszedłem spać z bólem głowy.
          We wtorek sprawdziłem Calisię - polską firmę z tej branży. Właśnie zamykała kolejne składy fortepianów w Polsce, a w ogóle szeptem mi powiedzieli, że mają być wykupieni przez konkurencję zagraniczną tylko po to, by firmę zamknąć. Sprawdziłem też ceny fortepianów Bechsteina. Zaczynały się od... 80 000 marek.

           Wyzdrowiałem.
           Przecież normalny Kowalski tego nie kupi - myślałem - trzeba poczekać aż nasi miliarderzy przestaną kupować samochody a zaczną kupować fortepiany. Może w tym czasie Bechstein założy w Szczecinie trzy salony beze mnie, ale zaryzykuję, poczekam...
            Minęło 9 lat. Sytuacja jest taka: ówcześni miliarderzy po dewaluacji stali się milionerami, trzecich mercedesów już nie kupują, ale pierwszych fortepianów - też nie. Salonu Calisii w Szczecinie już nie ma, ale Bechsteina - też nie. Nie ma także innej fabryki instrumentów: Legnicy. Została „załatwiona” w klasyczny sposób. Najpierw zainteresowani uzależnili zakład od dostaw materiałowych idących wyłącznie od nich. Gdy rozbuchana produkcja miała zbyt w całym świecie - zamknęli dostawy, zakład padł jak kawka z gałęzi: błyskawicznie i cicho. A Calisia? Fabryka co prawda nie została wykupiona przez kapitał zachodni, nadal jest w polskich rękach (sp. z o.o.), ale nie ma żadnego salonu sprzedaży w całej Polsce, fortepiany sprzedaje poprzez prywatne sklepy z instrumentami lub poprzez salony Państwowej Centrali Przemysłu Muzycznego.

          W żadnym szczecińskim antykwariacie nie ma żadnego fortepianu, ja w ciągu pierwszych 12 lat istnienia mojego antykwariatu sprzedałem 1 (słownie: jeden) fortepian. Co jakiś czas ktoś oferuje instrument. Nie mogę jednak napisać, że co jakiś czas ktoś o fortepian pyta, bo to już by była nieprawda.
           Na Konkursach Chopinowskich leją nas regularnie Chińczycy, Japończycy i Amerykanie, a ja się zastanawiam, czy w ich krajach są składy fortepianów? Chyba są.
           My za to mamy Chopina ...

 

Jacek Bukowski
 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1796

Copyright by SMARTNET