Gości online:   12

       

 

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM 

 

 

„- Nic tak nie umacnia przyjaźni, jak wymiana podarunków” - powiedział biały Bwanakubwa dając Wielkiej Stopie 5 paciorków w zamian za 5 skór bizona...

 

Podpierając się tą kolonialną myślą, chciałbym dorzucić swoje trzy grosze do dyskusji na temat ewentualnego powrotu do Szczecina rzeźby kondotiera, która kiedyś stała w hollu Muzeum w Szczecinie, a obecnie moknie na dziedzińcu ASP w Warszawie. Pomysł rzucony przez Gazetę Wyborczą spowodował lawinę opinii, artykułów, głosów za i przeciw, czatów internetowych i wreszcie wystąpień oficjalnych gremiów. Trochę to przypomina zawołanie z warszawskiego ryneczku z pietruszką i rąbanką:

 

Komu Colleoni, komu?

 

Wszystko wskazuje na to, że - jak w wielu innych sprawach w naszym kraju - nie zdecyduje o ostatecznym kształcie wydarzeń tzw. szeroka opinia społeczna, lecz głos, wola, a przede wszystkim siła przebicia  tzw. czynników i decydentów. Zanim jednak te decyzje zapadną, mogą się zbyt rozpalić emocje, co, wydaje mi się, nie jest ani potrzebne, ani zdrowe... Gdybyśmy pomnik dostali z powrotem, to osobiście widziałbym go w miejscu dziwnym i zaskakującym: na Placu Zamenhofa. Symulacja fotograficzna zaproponowana przez Gazetę Wyborczą jest bardzo interesująca. Architekci pewnie powiedzą, że jest to lokalizacja bez oddechu i perspektywy, specjaliści od ruchu drogowego pewnie powiedzą, że wiele aut skończy żywot na cokole, a paru urzędników pewnie  się obrazi, że pomnik nie uświetnia otoczenia ich Ważnych Urzędów. A czy pamiętają, że słowo „Szczecin” nie ma żadnego związku ze słowem „kondotier” i między Bogiem a prawdą, nikt w Szczecinie nie ma właściwie moralnego (i żadnego innego) prawa do pomnika, więc gdzie będzie stać - nie jest najważniejsze?

Mnie się podoba Plac Zamenhofa. Jeździec na koniu na wysokim cokole patrzący w perspektywę deptaku pewnie byłby widoczny aż z Placu Zgody. I choć przypuszczam, że mój głos nie będzie się liczyć, chcę zwrócić uwagę na fakt, że to, co nam po wojnie gwizdnęła Warszawa, to jest kopia. Kopia i tylko kopia. Co to znaczy? Ano znaczy to tyle, że gdyby mieszkańcy Szczecina zakupili kopię pomnika np. w antykwariacie, pracowni dowolnego rzeźbiarza w dowolnym kraju na świecie, lub w dowolnej hucie – obiekt ten byłby tyle samo wart historycznie co rzeźba, o którą obecnie idzie cały bój. Większe lub mniejsze kopie pomnika Colleoniego pojawiają się w handlu antykwarycznym w całej Europie od lat i są chętnie widzianym „towarem”. Krótko mówiąc, sprzedają się dobrze. Bo to i koń, i coś z sagi rycerskiej i oryginał w prześwietnej Wenecji, wiele jest przyczyn jej handlowej popularności. By znaleźć przykłady świadczące o tym, że mam rację nie musiałem daleko szukać.  W ciągu ostatnich  lat sprzedałem w moim antykwariacie kilka kopii rzeźby Bartolomea Colleoniego. Kolejna jest do kupienia w chwili, gdy to piszę.

W stosach katalogów aukcyjnych leżących obok mnie wyszukuję bez trudu wiele transakcji, których przedmiotem były figury Colleoniego: sprzedawały je domy aukcyjne Włoch, Niemiec, Austrii i - a jakże - Polski. Jedne odlane w brązie, inne w cynkalu, jedne na postumentach marmurowych, inne bez jakiejkolwiek bazy. Różne rozmiary, różne ceny. Ot, po prostu popularna figura, chodliwy towar.

Gdy więc obracamy się wciąż w kręgu kopii, zwrócić należy uwagę na opinię znanego szczecińskiego rzeźbiarza Jakuba Lewińskiego. Powiedział on mi tak:

„- Znam rektora ASP w Warszawie Adama Myjaka. Razem studiowaliśmy. To stanowczy, uparty, apodyktyczny człowiek, który nie odda rzeźby bez wyraźnego rozporządzenia. Mam więc pomysł taki, żeby studenci ASP pod fachową opieką rektora Myjaka wykonali (jako np. pracę dyplomową) formę do odlewu kopii według szczecińskiego pomnika stojącego na dziedzińcu warszawskiej uczelni. Potem niech  magistrat Warszawy zapłaci za odlanie  figury i niech stolica tę kopię z kopii... sprezentuje Szczecinowi, najlepiej w rocznicę powojennego obdarowania Warszawy przez Szczecin...”

Jestem za, bo:

„Nic tak nie umacnia przyjaźni, jak wymiana podarunków” - powiedział biały Bwanakubwa dając Wielkej Stopie  5 paciorków w zamian za 5 skór bizona...

Jacek Bukowski

 

             P.S.  Bardzo przyjemnie pisze się postscriptum po wielu latach. Jak na dłoni widać, że człowiek miał rację, a kto jej nie lubi mieć?

- Miałem rację pisząc, że mój głos w dyskusji o lokalizacji pomnika nie będzie wzięty pod uwagę. Pomnik postawiono na Placu Lotników. Żeby było śmieszniej, nie stanął centralnie, jak stoi większość pomników na świecie, ale jakoś tak w kącie placu i w poprzek. No cóż, de gustibus non est disputandum - o gustach się nie dyskutuje.

- Miał rację Jakub Lewiński - sprawę technicznie rozwiązano prawie dokładnie według jego pomysłu, z tym, że kopia kopii stanęła w Warszawie, a przedwojenny pomnik wrócił do Szczecina.

- Miał rację mój znajomy malarz z Krakowa, który gdy go zaprowadziłem na Plac Lotników, na widok kondotiera pomalowanego na kolor kupki niemowlaka najedzonego zgniłym musem jabłkowym, krzyknął : „ - A kto go tak zasrał?”. Nie powiedziałem mu kto, nie pastwiłem się nad autorami tego pomysłu przypomnieniem fantastycznej patyny, jaka wcześniej na pomniku była i została stracona, nie powiedziałem mu, że zrobiono to (cytuję za szczecińską prasą): „…by  nie paskudziły Colleoniego gołębie…” Co będę chłopa bardziej stresował?  

 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1711

Copyright by SMARTNET