Gości online:   11

       

 

 

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM 

 

 Wraz z upadkiem komuny i nastaniem nowej rzeczywistości zmieniło się wiele, nie tylko w sytuacji politycznej, gospodarczej i społecznej, nie tylko w sferze materialnej i duchowej obywateli, ale również - któż by się spodziewał - zaszły daleko idące zmiany w tak osobistej sferze, jaką są zainteresowania i zachowania hobbystyczne. Czy ja bym się kiedyś spodziewał, że będę handlował… karetami i powozami? A tu raptem - proszę - może ktoś potrzebuje karetę o nazwie

 

BERLINA 1914

 

    Bilard, kręgle, golf, polo, tunning samochodów prywatnych, snowboard, lotniarstwo, skoki na bangie, łażenie po pionowych skałach i frontach wieżowców - słyszał ktoś o takich hobby w czasach komuny? Jeśli bilard, to ten mały, z grzybkiem, uprawiany w świetlicach i domach kultury. Jeśli kręgle, to tylko spotkałem je w tamtych odległych czasach w kręgielniach silnych ośrodków rzemieślniczych (np. w Gostyniu Wielkopolskim). Jeśli tunning samochodów prywatnych, to musiało wystarczyć przykręcenie jakiejś bajeranckiej anteny i - ewentualnie - małego spoilera na klapie bagażnika. Koniec, kropka, pan władza mógł się przecież przyczepić, jeśli zobaczył auto, którego nigdy wcześniej nie widział…

Nawet w modelarstwie coś się zmieniło: o ile wcześniej modelarze lepili, strugali i budowali głównie modele bojowych samolotów znanych z frontów wojen światowych (pisemko „Mały Modelarz” pełne było ich planów) lub modele „Santa Marii” i innych fregat i brygów znanych głównie z historii i literatury, o tyle teraz w pracowniach modelarzy królują powozy, kocze, bryczki i landa. No cóż, znak czasów: jednych stać na własne konie, stajnie, powozy, drudzy zadowalają się dopieszczonymi modelami.

W początku lat 90-ych zaproszono mnie do Stargardu Szczecińskiego. Klient, który w tej sprawie zatelefonował, był bardzo tajemniczy.

„- Pan przyjedzie, pan zobaczy, nie będzie pan żałował! - zapewniał - Mam do zaoferowania wielką kolekcję!”

Pojechałem. Faktycznie, kolekcja była ogromna. Liczyła ponad 200 (!) sztuk… tekturowo - papierowych modeli samolotów i czołgów. Wykonał je wspólnie z synem właściciel mieszkania i był z tego bardzo dumny, chociaż strwonili obaj nad ich wykonaniem pewnie parę lat. Te zabawki wisiały wszędzie, nawet w łazience. W końcu zaprowadzono mnie do piwnicy, a tam było ich jeszcze z pięćdziesiąt! Za całość twórca tych cacek zaproponował jakąś niewygórowaną sumę, bo już wiedział, że to tylko zbiorowisko kurzu i rzecz niesprzedażna. Nie uśmiechał mi się ten zakup, bo chociaż cena była niezła, to - myślałem - nikt tego nie wykupi w moim „Salonie Hobby”. Raptem mój wzrok padł na podłogę. Stało tam ogromne szkło z przykrywką. Czarne od kurzu i węgla tak, że nie było wiadomo jak wygląda i co jest w środku, ale widziałem secesyjny kształt.

„- W tym trzymaliśmy przez lata ogórki” – pospieszył z wyjaśnieniami gospodarz – Mogę dodać do kolekcji w ramach ceny.”

Kupiłem całość. Wszystkie modele - o dziwo - się jednak sprzedały, nawet z małym zyskiem. A szkło? Mam je nadal, jest warte 2 x tyle, co cała kolekcja samolocików…

 

    Chcę dziś jednak opisać inny model, oczywiście nie papierowy, który jest wart tyle, co wspomniane wyżej szkło.

To  model karety "Berlina 1914" wykonany przez szczecińskiego modelarza, p. Alfreda Słupskiego. Na zbudowanie jednego modelu poświęca autor około... 12 MIESIĘCY! Od kilku lat modele tych karet są ozdobą mojego antykwariatu i znajdują nabywców wśród zagranicznych klientów, oraz wśród licznych centrali i urzędów morskich jako ekskluzywne prezenty dla gości i kontrahentów.

Do wykonania modelu (44 x 18 x 23 cm) użyte zostały trzy rodzaje drewna: mahoń, buczyna i paroba, dalej: mosiądz polerowany, stal oksydowana, skóra, zamsz, szkło szlifowane. Drzwi otwierane, klamki osadzone w sprężynowych zamkach, wewnątrz karety szuflady wysuwane spod siedzeń, kozioł podnoszony, z tyłu otwierana skrzynia ze  skarbem (pełna grosików), resory fantastycznie sprężynujące, podwozie na kole obrotowym i łańcuchach - jak w łańcuckiej powozowni....

Autor modelu jakością swej pracy zaprzeczył stereotypowi polskiej bylejakości. Nie mogło jednak być inaczej, bo przecież nawet w modelarstwie  „przyszło nowe” (czytaj: inne, lepsze, trwalsze, bogatsze i piękniejsze).

A jak wygląda ten model? Proszę obejrzeć zdjęcie niżej.

Aż się chce przejechać!

 

 

Jacek Bukowski 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1457

Copyright by SMARTNET