Gości online:   11

       

 

 

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

Regularnie czytam w kilku tygodnikach felietony  uznanych autorów.  Często jestem przy tym owładnięty uczuciem zazdrości. Krzysztofowi Toeplitzowi zazdroszczę tego, że potrafi napisać pięćdziesiąt kolejnych (mądrych) felietonów ani razu nie wspominając o sobie. Żebym tak umiał... Michałowi Ogórkowi zazdroszczę wspaniałej umiejętności podciągania wielu odległych spraw i zdarzeń pod jeden wspólny (śmieszny) mianownik. A Janusz Korwin - Mikke doprowadza mnie do ataków ostrej zazdrości swymi przechwałkami na temat ilości listów otrzymywanych od Czytelników. Wiele z tych listów jest krytycznych, bo często pan Janusz wypisuje okropne głupstwa, ale wszystkie dają autorowi krzepiącą pewność: jestem czytany!

Moi czytelnicy jakoś niepiśmienni. Wprawdzie odezwał się przyjaciel ze Szwecji, który bardzo pochwalił felietony, ale jak tu wierzyć przyjacielowi? Dał mi też radę, jakiej - niestety - nie mogę przyjąć. Napisał: zostaw sklep, pisz! Łatwo powiedzieć, jak się jest artystą w bogatej Szwecji. A na masełko do mojego polskiego chlebka, to kto zarobi? A sunia Tosia też lubi nieraz coś wtrząchnąć.... Wiec muszę jednak zaiwaniać w antykwariacie dla P.T. Klientów, co to nawet nie chcą napisać, czy im się moje skrobanie podoba. A wiem, że czytają, bo zeruję co miesiąc, dwa,  licznik wejść i znów widzę potem parę tysiący odwiedzin na podstronie felietonów.

Ale i u mnie zaświeciło słoneczko…

 

 

Przyszedł list

 

        

         Przyszedł list jeden, ale niezwykły. Nie pytałem autorki o zgodę, ale postanowiłem go upublicznić.

         Czy pamiętają Państwo felieton „Człowiek jest tylko epizodem w życiu przedmiotów”,  w którym cytowałem powyższą myśl Franciszka Starowieyskiego i snułem wokół niej swe przemyślenia? Otóż internautka o pseudonimie „mlan” będąca moją rówieśnicą (ale jak przystało na kobietę, jest oczywiście młodsza), po przestudiowaniu iluś tam odcinków niniejszych felietonów niespodziewanie... zrecenzowała felieton z maksymą Starowieyskiego. Oto fragmenty Jej listu:

 

„ Witam w niedzielny wieczór. (...)

Przeczytałam, czytam i będę czytała Pana felietony, ale jako stara przekorna baba od razu się do czegoś przyczepiłam. PRZEPRASZAM!!! Nie znoszę maksym Starowieyskiego. Sam cytat może i mądry, ale nie do końca. Chciałoby się powiedzieć: "czym byłyby przedmioty, gdyby nie stanowiły części życia człowieka?" (to moje). Dlaczego dzisiaj (i nie tylko), ludzie tak chętnie nabywają stare przedmioty codziennego użytku? Przecież czasami są to rzeczy wręcz brzydkie albo zupełnie nie przydatne w naszych czasach...  Pomijam autentycznych miłośników i kolekcjonerów dzieł sztuki (chociaż wśród tych ostatnich jest wielu snobów i dorobkiewiczów, dla których te przedmioty mają jedynie wartość pieniężną). Myślę, że dla większości ludzi, którzy otaczają się starymi przedmiotami, najistotniejsze jest to, co te przedmioty przyniosły ze sobą z przeszłości. Ich wartość staje się niewymierna, jeżeli znamy ich historię, wiemy o miejscach w których przebywały, o ludziach, którzy je stworzyli, kupili, kochali, nadawali im znaczenie lub ofiarowywali innym. Tak, wówczas mogę przyznać, że te wszystkie osoby, z przeszłości, stały się epizodami w życiu przedmiotów, ale równocześnie, to oni stworzyli tych przedmiotów życie. 

Przedmiot, nawet najpiękniejszy, odstawiony do lamusa przestaje żyć, więc gdzie jest wtedy miejsce na mądrości Pana Franka? Mam kilka przedmiotów z domu moich dziadków, nic nadzwyczajnego. Pewnie dlatego ocalały, że nikt w nich nie widział wartości gotówkowej, ale dla mnie są najcenniejsze. Fajansowy pojemnik ze srebrną nakrętką w którym trzymano dawniej ziarna kawy (z mojego dzieciństwa pamiętam go jako schowek na landrynki); szklane pudełko na  sypki puder, z zabawnym widoczkiem zimowym na wieczku, które zawsze stało w pokoju babuni pełne guziczków i haftek; płaskie naczyńko z grubego szkła w skórzanym pokrowcu z podróżnego kompletu mojego pradziadka; wachlarz z pożółkłej koronki na szyldkretowym szkielecie; srebrna oprawka  pomadki do ust, którą moja matka podarowała swojej kuzynce Zosi na imieniny, a ta dzień później została zabrana w łapance na ulicy i wywieziona do Niemiec, mając w kieszeni sukienki tylko ten przedmiocik, bo torebkę wyrwał jej Niemiec... Ćwierć wieku po śmierci mojej mamy, całkiem przypadkowo spotkałam się z tą ciotką w Londynie i dopiero po godzinie rozmowy, ona skojarzyła mnie z moją mamą i dzień przed moim wyjazdem do Polski odnalazła i podarowała  ten skarb! Tak, ludzie odchodzą a przedmioty pozostają, ale to ludzie nadali tym przedmiotom znamiona piękna i wszelkie wartości. Czyż nie piękniej byłoby powiedzieć: przedmioty przechowują fragmenty życia ludzi i stanowią ogniwa łączące pokolenia?

 Kamień przywieziony z miasteczka Erice na Sycylii byłby tylko kamieniem, gdyby nie fakt, że stanowił część nawierzchni starej drogi, po której przechodziły pokolenia ludzi od czasów fenickich (a może i wcześniej) do ostatniego ćwierćwiecza ubiegłego stulecia. Traktuję go jak talizman a kiedy biorę go do ręki słyszę i czuję miliony kroków najróżniejszych ludzi, którzy po nim przechodzili. Och, przepraszam... Rozgadałam się, jak zwykle. Ale chodzi mi o to, że to ludzie są nadrzędni w stosunku do przedmiotów. Pożółkła ze starości mantylka, haftowana w prześliczne powoje, to - wydawało by się - jeszcze jeden przedmiot niosący w sobie historię kobiet z co najmniej trzech pokoleń. Ale chociaż nie ma już pani Natalii która ją nosiła, bez niej byłby to stary pożółkły ciuch, którego wdzięcznej nazwy wielu już dzisiaj nie pamięta. ( ...)

Chciałam kupić sobie ładny dzbanek w którym mogłabym podawać wino i co? Za każdym razem, kiedy włączam laptopa, klikam w ten dzbanek szklany. który Pan wystawił do sprzedaży w internecie i on podoba mi się coraz bardziej. Nie, nie chciałam kupować takiego dzbanka, on ma zupełnie inny charakter niż ten, który mi się marzył, ale tak już ze mną jest: często zdarza mi się kupować coś, czego zupełnie nie chciałam! Ja się zakochuję  w dzbanku z metalową pokrywką, czy to normalne?

 Hej! może już skończę na dzisiaj. Jutro też jest dzień, może będzie lepszy. Dobranoc.”

         Nie znam osobiście Pani, która napisała ten list, a podpisuje się „mlan”, nie ze wszystkimi Jej przemyśleniami się zgadzam. Ale chcę Jej powiedzieć: dziękuję!

          Dla takich Czytelniczek warto skrobać te felietony, dla takich klientek warto prowadzić antykwariat.

 

Jacek Bukowski

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1450

Copyright by SMARTNET