Gości online:   9

       

 

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

Zanim opowiem, co bulwersuje mnie dziś – muszę opowiedzieć o pewnym zdarzeniu z października 1992 r.

Do antykwariatu weszło dwóch dorosłych mężczyzn: ojciec i syn, Niemcy z dawnego NRD. Zawsze chodzili w parze, zawsze pierwszy wchodził ojciec, zawsze był uśmiechnięty i grzeczny. Powiedział od progu: „Guten Tag!” i już miał - jak zwykle - zapytać o swoje ukochane flaszki po piwie, gdy nagle wrzasnął

 

O mein Gott, Hitler??!!

 

Za chwilę dołączył do ojca syn i stali obaj przed ladą jak uosobienie znanego z romansideł „niemego zachwytu”. Porządkowałem zbiór starych znaczków niemieckich i w polu widzenia moich gości znajdowało się około tysiąca znaczków z podobizną Hitlera. To one były przyczyną ich zdumienia.

Od trzech lat ci dwaj enerdowcy przyjeżdżali do Szczecina (najpierw Wartburgiem, po upadku muru używanym Audi) regularnie odwiedzając wszystkie miejsca, gdzie mogli wzbogacić swą ogromną kolekcję butelek po piwie. Stawiali tym butelkom jeden wymóg: musiały pochodzić z Pomorza. Nigdy nie interesowali się niczym innym. Martwym wzrokiem omijali najpiękniejsze obrazy, srebra, meble, wszak one nie miały nic wspólnego z piwem! Podejrzewam, że nawet naga kobieta stojąca w sklepie zainteresowałaby ich tylko wtedy, gdyby miała kształt piwnej butelki… Nigdy więc niczym nie zafrapowali się tak, jak ujrzeniem naraz tysiąca portretów Führera. Wyraźnie było widać w oczach ojca niewypowiedziane pytanie: „Pan sobie robi z nas jakieś jaja?” - ale wreszcie przemówił, inaczej to pytanie formułując:

 - Ist das Fälschung?

 - Nie - pospieszyłem z wyjaśnieniami - to nie są żadne fałszerstwa. Normalne niemieckie znaczki.

No i pogadaliśmy sobie, jak Niemiec z Polakiem. O tym, że w komunistycznych Niemczech nigdy nie wolno było posiadać, wymieniać i sprzedawać znaczków o tematyce hitlerowskiej. O tym, że w ichnich katalogach filatelistycznych „Lipsia” kalendarz dochodził do 1933 roku, a zaraz potem był rok… 1945 (chociaż w katalogach zachodnioniemieckich „Michel” oczywiście żadnej przerwy nie było)! O tym, że taka przerwa była też w katalogach porcelanowych wyrobów Rosnethala wydanych w NRD. O tym, że stojący obok niemiecki syn dopiero w tym momencie, podczas tej rozmowy usłyszał, że jego ojczyzna w latach 1943 - 1945 używała na znaczkach nazwy „Grossduetsches Reich”, bo miała trwać 1000 lat i już zwykła Rzesza to było za mało, musiała być "Gross"… I ten syn, dorosły już człowiek, nie mógł uwierzyć:

- Jaka Wielka Rzesza? Przecież byliśmy już po Stalingradzie! Ja takie znaczki pierwszy raz w życiu widzę!

W końcu, choć dzieliła nas kanciasta lada zamiast okrągłego stołu, doszliśmy do consensusu. Ustaliliśmy, że wszystkiemu winna komuna, która za pomocą białych plam w podręcznikach historii, katalogach znaczków, bibliotecznych zbiorach itd. - zrobiła moim gościom wodę z mózgu.

Z tych białych plam wylazły potem te ciemne typy, które po drugiej stronie granicy rzucają w mój samochód kamieniami - pomyślałem. Tego już jednak głośno nie powiedziałem.

 

                      * * *

 

Minęło 20 lat.

Na Allegro, polskich bazarach i giełdach staroci, znaleźć można ogromne ilości hitlerowskich odznak i orderów. Sprzedawcy zachwalają: „Oryginalne”, a to z daleka śmierdzi falsyfikatem, podróbką. Ale chwileczkę pomyślmy. Jeśli ktoś to produkuje i ktoś to sprzedaje, to znaczy, że ktoś to kupuje. Tak, są amatorzy tego świństwa i ja twierdzę kategorycznie: to kupują Polacy, nie Niemcy!! Niemcy nie kupią fałszywego badziewie, jeśli u siebie mają dostęp do oryginałów.

Na aukcjach w Niemczech oferuje się ogromne ilości pamiątek hitlerowskich. Prawdziwych, wyjętych z rodzinnych zakamarków. Dla jasności: w całych Niemczech, na terenie dawnej NRD też, a może nawet w szczególności. Jest też jeden aukcjoner (pastbuy.net - Auktionshaus für Historica ), który się w tym towarze specjalizuje: popiersia Hitlera, Göringa, ozdobne wydania Mein Kampf, portrety notabli Wehrmachtu, SS, NSDAP, dokumenty i ordery z tego okresu, zdjęcia dokumentujące sukcesy na frontach w Polsce i innych podbitych krajach, broń ozdobiona swastyką - wszystko to zapełnia jego katalogi aukcyjne i magazyny.  Kiedyś zaproponowałem mu 5 rarytasów: akwarel malowanych na polu bitwy pod Stalingradem przez niemieckiego oficera łączności, który był artystą wcielonym do armii i który zaraz po wysłaniu tych akwarel do domu - pod tym Stalingradem poległ. Świetne to były akwarele, na jednej, bardzo długiej, była nawet panorama płonącego Stalingradu.

Jak Państwo myślą - jak zachował się ten niemiecki aukcjoner? Zachwycił się poziomem akwarel? Docenił niebywałą rzadkość prac powstałych w okopach podczas historycznej bitwy? Nie. On w ogóle mi nie odpowiedział. Ja go przecież dotknąłem do żywego, przysyłając świadectwa niemieckiej klęski. Nie takim towarem on handluje!  Jego interesuje tylko wszystko, co uzasadnia ten wspomniany napis na znaczkach: Grossdeutsches Reich!

 

Tak to teraz wygląda.

Za to w Niemczech już nikt nie rzuca kamieniami w mój samochód…

 

 

 

Jacek Bukowski

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1948

Copyright by SMARTNET