Gości online:   8

       

 

 

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM   

                       

Załóżmy hipotetycznie, że jestem wędkarzem i na dobre obiekty do antykwariatu poluję jak na duże i rzadkie ryby. Do diabła z tą hipotezą, to twarde fakty: ja rzeczywiście przez kilkadziesiąt lat łowiłem namiętnie, doszło nawet do tego, że dzierżawiłem własne jezioro, a przecież  polowanie na wybitne obiekty rzeczywiście przypomina wędkowanie - zasadzasz się tygodniami i nic, a kiedy indziej sama ci ryba wpada na haczyk… Nigdy jednak, przysięgam - przenigdy, nie wypuściłem z rąk nad wodą półmetrowego okonia - uważając, że to nic nie warta uklejka! Taki błąd nie może się nigdy zdarzyć wytrawnemu wędkarzowi. A antykwariuszowi?

Właśnie chcę opowiedzieć

 

Jak wypuściłem metrowego Okunia

 

Edward Okuń był malarzem, grafikiem i ilustratorem czasopism i książek. Żył w latach 1872 - 1945 i z tych dat łatwo wyczytać, że gdy skończył studia i rozpoczynał swą zawodową, artystyczną  karierę, właśnie wybuchła secesja. Stał się więc Okuń sztandarowym jej twórcą związanym z warszawskim środowiskiem malarskim, choć studiował nie tylko w Warszawie, ale i w Krakowie, Paryżu, Monachium i Rzymie.  Po powrocie z Włoch działał w ugrupowaniu artystów warszawskich „Odłam” w towarzystwie Żmurki, Tańskiego, Wojciecha Kossaka. W końcu zajął Okuń w naszym malarstwie pozycję podobną do tej, która była udziałem Józefa Mehoffera. A to już nie byle co…

W 1991 r. przyniesiono mi do mojego pierwszego antykwariatu (Salonu Hobby) pastelowy „Portret dziewczynki” Edwarda Okunia, tondo o średnicy 43 cm. Dałem pastel na aukcję do Warszawy, poszedł za 12 milionów zł (to było jeszcze w czasach starej waluty). Na następnego Okunia polowałem dwa lata i nic nie znalazłem. Aż raptem pojawił się nieznany szczecinianin, zaprosił do domu i pokazał… Okunia w wymiarach 91 x 127 cm!! W złoconej ramie z epoki, sygnowany, datowany 1923 r. Jeden z najbardziej znanych obrazów artysty, dwukrotnie wystawiany na dorocznych Salonach „Zachęty” w Warszawie (zachowały się jeszcze na podobraziu odpowiednie naklejki), noszący tytuł: „W cytrynowym sadzie”. Typowa dla Okunia „bluszczowata” dama kroczy przez cytrynowy sad będąc fantastycznym symbolem… no właśnie, czego? Wiosny? Lata? Płodności natury? Gdy patrzy się na ową damę spowitą królewskim płaszczem ciągnącym się za nią po trawie, gdy podziwia się arabeskową linię rysunku - widać wyraźnie jak mocno Okuń tkwił w secesyjnej epoce, jeśli jeszcze w 1923 r. malował w tym duchu.

Sztuka sztuką, a business businessem. Należało rzecz wycenić. Po naradzie z właścicielem stanęło na cenie sprzedażnej 50 milionów. Na czym się oparliśmy? Na znajomości cen osiągniętych za obrazy Okunia podczas polskich aukcji w ostatnich czterech latach. Osiągnięte ceny mieściły się w widełkach: 12 000 000 - 135 000 000  złotych. Ta najniższa cena dotyczyła „mojego”, wspomnianego wyżej pastelowego portretu dziewczynki na papierze, a ta najwyższa została zapłacona za olejny obraz na desce „Żołnierze rzymscy na moście”, który z samego swego tematu był w spuściźnie artysty ewenementem. No więc właścicielowi obrazu i mnie wyszło jakoś tak pośrodku - niech kosztuje w komisie 50 000 000 zł.

Wystawiłem damę w Salonie Hobby, zajęła jedną ścianę, świetnie ją było widać, mijały tygodnie i…nic. Kurczę, coś trzeba zrobić, bo mi właściciel obraz zabierze i da do Warszawy na aukcję - pomyślałem. A ponieważ wtedy już od roku pisywałem te felietony w „Gazecie Szczecińskiej”, machnąłem felieton pod tytułem „Metrowy Okuń!”, gdzie napisałem mniej więcej to, co widzą Państwo wyżej, a na koniec, żeby zachęcić ewentualnych nabywców dokonałem brutalnego przeliczenia cen obrazów na… centymetry!! Nie wiem, czy kiedyś ktoś na taki pomysł wpadł. W każdym razie ja napisałem tak: (tu cytuję dokładnie fragment tamtego felietonu z 1993 r.)

„Gdy przeliczyć na centymetry (przepraszam za pomysł) podane wyżej ceny, to okazuje się, ze Okuń w ostatnich czterech latach kosztował (w zależności od techniki i wartości artystycznej dzieła) od 6636 zł do 65 300 zł za… centymetr kwadratowy. Tymczasem „W cytrynowym sadzie” kosztuje w moim antykwariacie … 4326 zł za centymetr kwadratowy! Oto matematyczny obraz dekoniunktury na rynku sztuki. Wracając do wędkarskich analogii z początku tego felietonu: ponad metrowy Okuń czeka w Salonie Hobby jak nierozważna ryba na płyciźnie. Kto go złowi?” (koniec cytatu)

Nikt go nie złowił, mimo, że wyraźnie było z tego dziwnego liczenia widać, że obraz jest za tani KILKAKROTNIE! Było widać, ale ja chyba napiłem się jakiegoś spirytusu metylowego i oślepłem… No, nie widziałem i już.

Sam go zawiozłem do Warszawy na aukcję i - oczywiście - zażądałem 50 milionów. Szybko te pieniądze dostałem. Półtora roku później była denominacja i te 50 milionów nazywało się raptem… 5000 zł!

Potem było tak:

- 1993 r. - obraz sprzedał się na aukcji Domu Aukcyjnego „Unicum” i gdzieś zniknął;

- 1999 r - „Unicum” obchodziło 10-lecie swego istnienia. W jubileuszowym katalogu chwaląc się najlepszymi pracami z  minionych lat obraz „W cytrynowym sadzie” umieściło na czele zestawu rarytasów;

- 2006 r. – dama w sadzie znów wypłynęła na rynku sztuki. W warszawskim Domu Aukcyjnym Agra Art 26 czerwca 2006 roku została sprzedana  za… 220 000 złotych. Nowych złotych.

 W tym samym 2006 roku odstawiłem wędki na bok.

Leżą odłogiem w piwnicy, może wnusio kiedyś się nimi zainteresuje?

Ja już nie łowię. Taki ze mnie wędkarz, jak z koziej dupy trąba - skoro wypuściłem METROWEGO OKUNIA!

    

Jacek Bukowski  

 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1896

Copyright by SMARTNET