Gości online:   10

       

 

 

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM 

 

W Kabarecie Starszych Panów niezapomniani artyści Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski zastanawiali się kiedyś nad sposobem spędzenia wolnego czasu : „ ... na grzyby? ... na ryby? ... na lwy`by? ...”  A ja mam inną propozycję:

 

                                                    Może konie`by ?

 

 

 

 

 Śmieszne „lwy`by” przeszły do kanonu polskich powiedzonek, nie mam zamiaru zawłaszczać autorstwa tego pomysłu, nie, chcę tylko zwrócić uwagę na coś innego. Otóż, angielskie słowo „hobby” w każdym słowniku tłumaczone jest jako „pasja” albo „konik”. I w każdym języku tak jest rozumiane. Gdy w 1988 r. szykowałem otwarcie mojego pierwszego antykwariatu, ani przez moment nie miałem wątpliwości: musi się nazywać „Salon Hobby”. Pasje zbierackie rozciągają się przecież w szerokim spektrum: od zbierania grzybów, monet i znaczków, poprzez kolekcjonowanie modeli parowozów do zbierania obrazów impresjonistów. A  koń ukryty w nazwie pasji, bywa też często tej pasji obiektem.

                Od czasów prehistorycznych towarzysząc człowiekowi, koń stał się nie tylko jego partnerem w pracy, walce, podróży, wypoczynku i sporcie, nie tylko jest jego przyjacielem, ale i wdzięcznym obiektem godnym uwiecznienia w dziełach sztuki. Na ścianie prehistorycznej jaskini, na średniowiecznym pałacowym fresku, współczesnym płótnie  malarza,  w kamieniu i brązie z rzeźbiarskiej pracowni, w porcelanie, grafice i w wytworach rzemiosła artystycznego - wszędzie znajdziemy konterfekt konia.

               Dzieła sztuki i obiekty rzemiosła artystycznego poświęcone rumakom znajdują chętnych nabywców w antykwariatach, galeriach, domach aukcyjnych. Polacy są przecież wychowani na malarstwie Orłowskiego, Brandta, Kossaków, mają w etosie husarską i ułańską tradycję, są zatem wdzięcznymi odbiorcami końskich konterfektów. Ale - bądźmy sprawiedliwi - nie tylko my kochamy rumaki.  Jeden z największych domów aukcyjnych świata Sotheby`s w Londynie organizuje cyklicznie wielkie (i drogie niestety) aukcje „The Racing Sale”, a wiedeńskie Dorotheum sprzedawało kiedyś zbiory całego życia  długoletniego szefa słynnej na cały świat szkoły jeździeckiej Ritter Schule w Wiedniu. Jak Państwo sądzą - co zbierał ten zasłużony człowiek? Oczywiście konia we wszelkiej postaci, uwiecznionego w porcelanie, brązie, na płótnie i w grafice. Aukcja była (widziałem osobiście) obłędna.

Jeśli z tego, co napisałem powyżej wynika, że istnieje na świecie liczna rzesza hobbystów uprawiających dyscyplinę kolekcjonerską pt. „Koń w sztuce”, to warto do niej dołączyć.

Więc -  zachęcam początkujących kolekcjonerów -  może „konie`by”?

 

                                                   

                                           * * *

      

W piosence Starszych Panów ani słowa nie było o… zbieraniu znaczków! A przecież to było kiedyś masowe hobby, sposób na dotykanie dalekiego, nieznanego świata, nawet dziewczyny się podrywało propozycjami wspólnego „oglądania znaczków"... Często się to kończyło znaczkami na szyjach, czyli malinkami, z którymi posiadacz (lub posiadaczka) obnosili się dumnie wśród rówieśników, ale to już całkiem inna historia i do tematu nie należy.

             Dziś już młodzież znaczków nie zbiera, ma inne rozrywki, tak szybko się zmieniające, że budżet rodziców za tymi zmianami nie nadąża. Internet, komputer i komórka, a zwłaszcza gry, w których pętaki zmagają się albo z bezduszną maszyną, albo z innymi pętakami,  to świat na wyciągnięcie ręki, na jedno kliknięcie. Jednak filatelistyka nie do końca umarła. Tyle tylko, że w sklepach filatelistycznych przeważają klienci w średnim i starszym wieku. Oni budują kolekcje, tworzą eksponaty wystawowe, zbiory tematyczne. Oni mają na to czas i fundusze. Zainteresowało mnie więc, czy jest w Polsce zbiór filatelistyczny poświęcony koniom i rumakom. W Zarządzie Głównym PZF w Warszawie powiedziano mi, że mimo skrupulatnych poszukiwań nie znaleziono żadnego zbioru poświęconego koniom, który w ostatnich kilkunastu latach zdobyłby jakiś medal na krajowej lub międzynarodowej wystawie. Tych wystaw jest coraz mniej, ale jest jednak pole do popisu. A materiału nie brakuje: znakomite stalorytnicze portrety końskich championów  wydawane przez pocztę Niemiec w latach 1930–ych, bajecznie kolorowe offsetowe polskie serie ras końskich z lat 1960–ych, najwyższego lotu miniatury tworzone przez Czesława Słanię dla poczty Szwecji itp. itd. A stemple FDC (Pierwszego Dnia Obiegu), a ostemplowania i karty wydawane przy okazji różnych biegów, konkursów i zawodów?

  Więc może jednak konie`by?

 

 

 

Jacek Bukowski

 

  

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1271

Copyright by SMARTNET