Gości online:   11

       

 

 

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM  

 

 

Mam przyjaciółkę, która niekiedy pyta: „ - Czy Ci diabły w mózgu napaskudziły?” Oczywiście to pytanie zadaje wtedy, gdy się nie zgadza z przedmówcą.

Coś mi się zdaje, że zasłużę - całkiem niezasłużenie - na to pytanie zaraz po tym, gdy przeczyta ona tytuł tego felietonu.

 

 

Wielka Orkiestra Codziennej Niemocy

 

 

               Wyjaśniam na wstępie, co mam na myśli: tak, to my jesteśmy tą orkiestrą codziennej niemocy, my Polacy, ja, ty, nasza władza, nasze społeczeństwo. WSZYSCY. Nie wyłączając tych ludzi złotego serca, którzy co rok organizują i prowadzą imprezę Jurka Owsiaka, nie wyłączając tych, którzy tyle pieniędzy dotąd na wspaniałe cele Orkiestry wysupłali.

           Czy mi faktycznie diabły w mózgu napaskudziły?

           Chyba jednak nie, w każdym razie będę bronił swego zdania.

            W początku stycznia podczas oglądania w telewizji Finału WOŚP z pewnością będziemy wzruszeni.  Niektórzy będą chlipać. Wielu wyjdzie na ulice, by szukać i wesprzeć wolontariuszy. Jeszcze więcej będzie takich, którzy wyślą jakieś sumy z konta, zalicytują w jakiejś aukcji i emocjonować się będą nowym rekordem zbiórki.

A później, gdy schrypnięty Owsiak nareszcie pozwoli wygasnąć telewizyjnym reflektorom, w tej najmądrzejszej godzinie dnia, w ciemności i spokoju sypialni, tuż przed zaśnięciem dopadną nas - jak co roku - smutne refleksje: dlaczego, jeśli potrafi być tak dobrze, jest tak źle? Dlaczego, jeśli potrafimy w skali całego kraju zorganizować tak gigantyczną imprezę zupełnie amatorskimi siłami wolontariuszy i zapaleńców, (którzy wykazują niejednokrotnie rewelacyjny profesjonalizm), nie potrafimy sensownie i zgodnie z potrzebami zwykłych ludzi zorganizować codziennego polskiego życia? Dlaczego, jeśli drzemią w nas pokłady takiej dobroci, altruizmu i wrażliwości na cudzy los, nie potrafimy okazywać tego na co dzień w milionach drobnych, maleńkich gestów i działań?  Dlaczego skłonni jesteśmy pokazywać się z dobrej strony wyłącznie w akcjach szumnych, głośnych i spektakularnych?

Dlaczego - do jasnej cholery???!!!

        Fakt to bardzo odległy, lecz go przypomnę: powołanie rządu p. Mazowieckiego u samego zarania naszej nowej rzeczywistości. Co to się działo, rany Julek! „Nie stój, nie czekaj!”- krzyczeli z telewizora znani artyści, zbieraliśmy pieniądze, do puszek patriotyczne wdowy rzucały też pierścionki i złoto, tworzyliśmy Fundusz Narodowy, itp. itd. Potem zaś - cicho-sza, szuru-buru i klops. Posunięto Mazowieckiego z premierostwa, funduszu nikt nie rozliczył, zapał zgasł, artyści jakoś zaniemówili, panowie politycy wzięli się za łby z mistrzostwem niesamowitym dzieląc dopiero co scalone w euforii społeczeństwo...

      A fenomen Jurka Owsiaka polega na tym, że jemu się nadal chce, że się nie wypala, że jest pierwszym, który publicznie deklaruje: „do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej”. No i - doprawdy niewiarygodne - rozlicza się publicznie z każdego grosza!

      Jak pięknie by było w interesującej mnie przestrzeni między galerią a antykwariatem, gdybyśmy byli na okrągło Wielką Orkiestrą i gdybyśmy sobie załatwili wreszcie kilka spraw dotąd niezałatwialnych!

      Na przykład: uczciwość. Nikt nie kradnie w galeriach i muzeach, nikt nie przynosi do antykwariatów fantów skradzionych w innych antykwariatach, nikt nie puszcza w obieg fałszywych Kossaków i Wieruszów Kowalskich, wszyscy sprzedawcy na Allegro wysyłają swym klientom opłacone towary...

      Na przykład: zaufanie. Nikt nie podważa wiarygodności manszardów i wystawionych przez nich ekspertyz artystycznych obiektów, nikt nie sprzedaje na renomowanych aukcjach trefnych obiektów, nikt nie otwiera lipnych antykwariatów tylko po to, by - jak w finansowych piramidach - naciągnąć naiwnych klientów, (co miało kiedyś w Szczecinie dwukrotnie miejsce), nikt nie majstruje przy cenach, itp. itd.

       Albo, marzę dalej, jak by to było ślicznie, gdyby całkowicie zniknęli alkoholicy znoszący do antykwariatów „antyki” z nieodzownym: „…daj szef dychę...”, albo gdyby w każdym mieście powstały prawdziwe pchle targi nie zdominowane od razu na wstępie przez swoistą mafię naciągaczy, albo gdyby nasza kultura była trochę mniej amerykańska i trochę mniej pop...

      Albo, gdy zahaczyłem o szeroko pojętą kulturę, marzę jeszcze, jak by to było pięknie, gdyby tabuny nawiedzonych panienek w programach telewizyjnych i serialach (nie wspominając o reklamach telewizyjnych) - mówiły poprawnie po polsku... Gdy słyszę: "zakochaj sie w swientach i bondz scensliwy w miłosci...", to zastanawiam się, co robili ich rodzice, gdy one uczyły się jako maluchy języka, kto uczył te językowe nieudołoty języka polskiego w szkole i kto je wpuścił na antenę? Są zapewne znajomymi królika, który decyduje w telewizji o kasie, ale niczego to nie usprawiedliwia! Jak by to było pięknie, gdyby wszyscy rzecznicy "Bardzo Ważnych Urzędów" zamiast ględzić: "Na chwilę obecną..." mówili zgodnie z duchem naszego języka: "W tej chwili...", a Prezydent zamiast nas informować, że "Podpisałem tą ustawę..." mówił poprawnie : "Podpisałem tę ustawę..."

POPRAWNIE UŻYWANY JĘZYK POLSKI TEŻ NALEŻY DO SFERY KULTURY NARODOWEJ!

            Naprawdę szkoda, że Wspaniały Dyrygent Jerzy Owsiak gra ze swą orkiestrą tylko na jeden temat i raz do roku, podczas gdy w koło i na co dzień rżnie Wielka Orkiestra Codziennej Niemocy...

 

Jacek Bukowski

 

    

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1312

Copyright by SMARTNET