Gości online:   11

       

 

 

 

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM 

 

     Pewien mój zacny klient, Pan J., właściciel mieszkania pełnego antyków, zauważył, że wśród swych zbiorów nie ma żadnego aktu. Postanowił tę lukę uzupełnić. Wspólnie przepenetrowaliśmy wiele polskich i zagranicznych aukcji i wreszcie zapadła decyzja: kupujemy na aukcji w Niemczech duży akt w pięknej, bogatej, złoconej ramie. Wygrałem licytację, Niemcy obraz przysłali, klient zapłacił i obraz odebrał.

     Minęło kilka miesięcy. Pan J. wrócił do antykwariatu i przytaszczył swój akt do odsprzedania. Powód? Obraz nie podobał się żonie, nie zaakceptowała go. Magdalena Samozwaniec w połowie XX wieku żartowała, że udane małżeństwo to takie, w którym ona jest ślepa, a on głuchy: ona nie widzi, co on wyprawia, a on nie słyszy, co ona o tym sądzi… W przywołanym przykładzie ona widziała, co mąż kupił, on uszanował jej gderanie, a ręczę, że to małżeństwo jest udane. Może Magdalena Samozwaniec się myliła?

 

                              

ERO I PORNO

 

        

Nagie ciało ludzkie, pieszczota, miłość fizyczna, świat wyobraźni erotycznej i realny świat seksu - to tematy, od których człowiek nigdy nie stronił. Nie stroni również od tych tematów sztuka. Nigdy nie przeszkadzały jej w tym żadne zakazy, ani obyczajowe, ani ustawowe (np. słynna komunistyczna ustawa „O zwalczaniu pornografii”), ani - obecnie modne - „wartości chrześcijańskie”. Co innego jednak stworzyć nasiąknięte erotyzmem dzieło sztuki lub artystyczną fotografię, jak świat światem, takie dzieła powstawały, powstają i będą powstawać, a co innego zakupić taki obiekt i eksponować w swym domu w miejscu widocznym. A bo to małe dzieci dostaną wypieków na twarzyczkach, a bo to ciocia dewotka może zemdleć, a bo to obrażona będzie powaga urzędu sprawowanego przez właściciela, a bo to ksiądz po kolędzie chodzi itp. itd.… Istnieją liczne bariery psychiczne, które wielu potencjalnym  odbiorcom sztuki erotycznej nie pozwalają ujawnić swego zainteresowania, a już w szczególności nie pozwalają umieścić np. śmiałego aktu na ścianie sypialni czy łazienki.

    Gdy w latach 90-ych pojawiły się pierwsze w Szczecinie i Poznaniu sex shop`y, odwiedziłem wszystkich właścicieli proponując im bardzo piękne i śmiałe akwarele Tadeusza Jagodzińskiego (utrzymane w rokokowym stylu buduarowym) i nie mniej interesujące, choć dużo grzeczniejsze erotyki rysowane tuszem przez Szymona Kobylińskiego. Niektórzy przyjęli w komis te prace, ale w końcu sprzedali po 1 sztuce w ciągu pół roku. W tym czasie sprzedali tony pisemek z twardym porno.

    Kiedyś nabyłem od przypadkowego klienta z Rosji 22 pocztówki fotograficzne (!) z XIX wieku, wszystkie z erotyką na poganiczu dobrego smaku. Wielka dziś rzadkość. Oprawiłem w duńskie rameczki do fotografii rodzinnych i poszły jak świeże bułeczki. W tych ramkach sprzedały się nawet zwykłe reprodukcje wycięte nożyczkami z albumu Ferrucio Fariny „Wenus Unveiled” zawierającego porno z XIX wieku, który kiedyś kupiłem w Wiedniu. Wyszło więc na to, że sztuka w pornosklepie się nie sprzeda, ale porno w antykwariacie - owszem. No cóż…

    U samego zarania lat 90-ych w Warszawie bywałem regularnie w domu pewnego szacownego profesora uczącego rysunku w którejś stołecznej uczelni. Nabywałem jego gwasze i z powodzeniem sprzedawałem w Szczecinie w Salonie Hobby. Gdy znajomość trwała już długo i się ugruntowała - gospodarz otworzył szufladę w komodzie i wyciągnął... 20 listów Maji Berezowskiej z lat 1940-ych. W każdym liście były dwa, trzy, FANTASTYCZNE rysunki tej mistrzyni kreski. Wszystkie tak lubieżne, że nigdy nie miały szansy na ukazanie się drukiem... Do dziś mi żal, że profesor nie chciał odstąpić chociaż jednego!

     Swego czasu wpadł do mojego antykwariatu Włoch wracający z Londynu. Pokazał mi z dumą swój londyński zakup: srebrna papierośnica, punce Birmingham, 1925 r., rewers grawerowany, a awers? No właśnie. Pełna emalia komórkowa, wielokolorowa, przedstawiająca młodą dziewczynę w bieliźnie, frywolnym gestem leciutko unoszącą haleczkę, na podłodze sympatyczny piesek stoi „słupkiem” na tylnych nóżkach i zagląda pod bieliznę, a męskość pieska też stoi słupkiem… Właściciel papierośnicy był swym nabytkiem zachwycony, zapłacił zań słono, a ja sobie pomyślałem, że rację miał twórca tej papierośnicy tworząc ją. Włożył ogromny trud w jej wykonanie, ale wierzył, że znajdzie ona nabywcę. Jak widać - nie pomylił się. Na erotykę w sztuce i rzemiośle artystycznym jest w salonach sztuki, galeriach i antykwariatach niezmienny popyt.

    Wiedzieli o tym również wielcy mistrzowie japońskiego drzeworytu z XVIII i XIX wieku. W 1993 roku w Warszawie na aukcji w Hotelu Sobieski był licytowany drzeworyt Kitagawy Tamaro (1753-1806) „Kochankowie” z albumu erotyków „Komach biki” z r. 1802. Cena wyjściowa? Bagatela, 12 000 000 zł (starych oczywiście). Za ile poszła, już dziś nie pamiętam, ale pamiętam, że świetny japoński artysta wyrażał się w swej sztuce bardzo dosadnie, bez poczucia fałszywego wstydu - czego i moim czytelnikom życzę.

 

    Pamietajmy, co powiedział pewien doświadczony gazda: "Kiej by nie było porno, to by było ino dusno a ludziska by łod tego marli kiej muchy..."

   

 

 

Jacek Bukowski 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1637

Copyright by SMARTNET