Gości online:   9

       

 

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

Kilkanaście lat temu wkroczyliśmy w XXI wiek. Jeśli zajrzeć w głąb historii, to z łatwością odnajdziemy stulecia odkryć geograficznych, gdy odkrywano nowe lądy i ludy (XV i XVI wiek) i stulecia wielkich odkryć naukowych, medycznych i technicznych (XIX i XX wiek). Przez wszystkie też wieki nowożytnej ery ciągnęły się niezliczone wykopaliska i eksploracje w poszukiwaniu skarbów przeszłości. Czy po pierwszej dekadzie XXI wieku jest jeszcze czas na jakiekolwiek

 

Wykopaliska i odkrycia?

 

         Nie czekając z konkluzją do końca felietonu stwierdzam od razu: TAK! Jest jeszcze czas!

Oto przykłady:

   Zima 1984 roku. Książnica Szczecińska zleca pani Jolancie  Doroszkiewicz, specjalistce od konserwacji papieru, przeprowadzenie renowacji pastelu Witkacego, przedstawiającego „Postać astronomiczną”. Podczas pracy okazuje się, że na odwrociu (ładne słowo, prawda?) jest… druga praca Witkacego, o której nikt nie wiedział! Szkic postaci lotnika w węglu, bardzo nietrwałej technice. No i zaczęły się schody: co jest awersem? Co rewersem? Która postać ma wisieć nosem do ściany? Pani Doroszkiewicz zaproponowała: papier należy rozwarstwić i Książnica będzie miała dwóch Witkacych! Łatwo mówić… Do dziś nie wiem, czy to się udało. W moim antykwariacie były kiedyś dwie nadzwyczaj piękne pomorskie akwarele (BARDZO rzadkie!) Oskara Priebego namalowane na dwóch stronach jednego papieru i też nie dało się ich rozdzielić. W końcu zostały oprawione w ramkę ze szkłami z dwóch stron. Jak je eksponował nowy właściciel? Tego już nie wiem.

Styczeń 1988 r. Porządkuję w Warszawie spuściznę po zmarłym ojczymie, reżyserze Janie Rybkowskim. W piwnicy natrafiam na stare scenariusze filmowe, które wraz z fotosami paczkuję jako prezent dla Muzeum Kinematografii. Między kartkami jednego scenariusza trafiam na dwa drzeworyty japońskie przedstawiające świętą górę Fudji. Oba sygnowane, jest na nich  nazwisko jednego z największych artystów późnej epoki Edo – UTAGAWA HIROSHIGE! To takie mniej więcej nazwisko, jak u nas Matejko. Niezłe znalezisko przy okazji porządków! Czy muszę dodawać, że przetrząsnąłem wówczas dokładnie wszystkie kilkanaście tysięcy stron scenariuszy? Zrobiłem to, tak, ale już niczego nie znalazłem… Nie zawsze jest Świętego Piotra!

Wiosna 1990 roku. Przyjaciółka sadzi w ogródku przy Moczyńskiego cebulkę „dymkę”. Po kilku dziabnięciach w ziemię trafia na niemałą monetę. Ślicznie zachowaną sestercję cesarza Wespazjana! Jeśli leżała (moneta, nie przyjaciółka!) w tym miejscu od czasów, gdy była środkiem płatniczym, to znaczy, że jej proces zniknięcia w ziemi i ponownego z niej wyłonienia trwał równo 2000 lat! Przyjaciółka stwierdza, że dalej szukać nie będzie – jej wystarcza miła świadomość, że jej ogródek… leży na forsie!

Lato 1992 roku – w Szczecinie spod warstw brudu i starych werniksów wyłania się Rembrandt! Pisałem o tym w felietonie zatytułowanym „Rembrandt w Szczecinie”, więc nie będę się powtarzał.

Wiosna 1996 roku – w szafie stojącej na korytarzu betonowego bloku na Pomorzanach rodzina zmarłego właściciela odkrywa schowane dzieła sztuki, w tym akwarelę Feiningera, która później sprzedana na aukcji w Niemczech, osiągnie cenę, jaką do dziś nie osiągnęła żadna akwarela w Polsce.

Jedna z ostatnich jesieni XX wieku. Mieszkaniec Szczecina robi przed zimą mały remont mieszkania w starej, secesyjnej kamienicy. Jest okazja - myśli sobie - żeby zmienić tę brzydką lampę, która wisi w największym pokoju od wojny. Wchodzi na drabinę i bez szacunku szarpie stare lampiszcze. Lampa leci na podłogę, za nią gospodarz, a za nimi… deszcz złotych monet i biżuterii. Ktoś to schował podczas wojny i zrobił to bardzo sprytnie. Ludzie wszędzie skarbów poniemieckich w latach powojennych szukali, ale żeby… na suficie? Nikt na to nie wpadł!

Zima 2000 roku. Do mojego antykwariatu wchodzi bardzo mlody czlowiek i kładzie na ladzie plik papierów pytając: "Co to za obrazki?" Ogladam i oczom własnym nie wierzę! 56 drzeworytów japońskich z połowy XIX wieku. Same świetne nazwiska drzeworytników! Pytam: "Skąd Pan to ma?" I słyszę odpowiedź: "- Dorabiałem sobie podczas wakacji we Francji. Znalazłem to w starej stajni podczas remontu zamku. Właściciel pozwolił mi zabrać". Kupiłem wszystko na pniu płacąc 17000 zł na rękę zdumionego chłopaka (po 300 zł za sztukę).
                     

Wymieniłem kilka odkryć i wykopalisk nam najbliższych, szczecińskich. Tylko te, o których wiem.

Celowo nie zahaczam o wielkie znaleziska ze świata: dotarcie do wraku Titanica, odkrycie kilku zatopionych szkunerów ze złotem w wodach oceanów, spektakularne odkrycia nieznanych wcześniej dzieł wielkich malarzy Renesansu.

No i odniosłem się tylko do ostatniej ćwiartki XX wieku.

A gdzie jest napisane, że w wieku XXI nic się już nie znajdzie? No, gdzie jest napisane?

Woda, ziemia i mury kryją jeszcze wiele skarbów czekających na odkrywców.

A więc - DO ROBOTY DRODZY CZYTELNICY!

 

 

 

Jacek Bukowski 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1402

Copyright by SMARTNET