Gości online:   12

       

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

 

 

Podobno dobrymi chęciami wybrukowane jest niebo, a dobrymi radami cała światowa literatura. Nawet, jeśli autor zarzekać się będzie, że tylko opowiada, nie moralizuje, nie poucza, nie radzi, nie mądrzy się - nie wierzcie mu, on pisze po to, by przekazać swe doświadczenia, a więc się mądrzy, lub próbuje. Niekiedy to wymądrzanie oparte jest na prywatnym interesie piszącego. Tak jest ze mną: ręce załamuję nad wieloma obiektami przynoszonymi do antykwariatu w stanie agonalnym, a doprowadzonymi do tego stanu przez właścicieli. Więc ku przestrodze piszę już drugi - a zapewne nie ostatni -  felieton z cyklu:

       

Kilka dobrych rad praktycznych (II)

 

1. Znaczki pocztowe i stara korespondencja.

           Chciałbym mieć te pieniądze, które moi klienci wyrzucili za okno wycinając nożyczkami znaczki ze starych listów i kart pocztowych, lub trzymając ogromne zbiory znaczków w klaserach leżących na stosach. Łatwo sobie wyobrazić co dzieje się ze znaczkami w stosach klaserów leżących: waga albumów powoduje, że absolutnie wszystkie znaczki z dwu lub trzech dolnych klaserów mają odciski od plastikowych pasków, które znaczki w albumach podtrzymują. Takie znaczki są już makulaturą.  Przed laty zwróciła się do mnie z prośbą o ocenę zbioru filatelistycznego (i ewentualne jego kupno) pewna wdowa z Dąbia. Mąż zginął tragicznie na drodze wiele lat wcześniej, zbiory leżały, nikt się nimi nie zajmował, a właśnie potrzebne były pieniądze na ślub córki... Strawiłem nad wspaniałymi zbiorami parę tygodni. Niestety wdowa dostała jakieś 40% mniej, niż powinna była dostać, bowiem ogromne NRD -owskie klasery leżały stosami na podłodze przez 12 lat od śmierci właściciela! Znaczki były pogniecione i dodatkowo zagrzybione, bo nie wietrzone. Smutny był to widok.  Wniosek: klasery muszą stać. Najlepiej z dala od kaloryferów i wilgoci. Nawet, jeśli ich nie zbieramy, tylko posiadamy,  należy raz w roku przejrzeć album, co pozwoli znaczkom odetchnąć świeżym powietrzem.

Nie wycinamy też żadnych znaczków lub stempli z listów i kart pocztowych! Ceny tych samych walorów filatelistycznych „luzem” i na oryginalnych listach są nieporównywalne! Znaczki z XIX wieku zachowane na oryginalnych przesyłkach mogą być droższe 10 do 100 razy od tych samych znaczków zdjętych lub wyciętych z listów. Właśnie gdy to piszę leży w moim antykwariacie piękny zbiór kart pocztowych „Gruss aus” z przełomu XIX i XX w. Wszystkie z obiegu pocztowego. Niestety, nie zachował się na nich ani jeden znaczek! Wszystkie są barbarzyńsko zerwane! Ten, kto je zrywał, nie stał się właścicielem ani jednego dobrego znaczka, wszystko zepsuł... Wniosek: szanujmy każdy stary list, każdą kartkę pocztową lub stary przekaz pocztowy (też!). A nożyczki pozostawmy krawcom...

 

2. Ramy i obrazy.

  Tu rada jest jedna, ale za to kardynalna: NIGDY sami nie naprawiamy obrazów i ram! Powtórzę: nigdy! Od tego są fachowcy: profesjonalne, prywatne lub państwowe Pracownie Konserwacji. W Szczecinie ich nie brakuje, są nawet konserwatorzy tak wąskiej specjalności, jak konserwacja papieru (np. grafik, starych dokumentów i książek). Naprawy zniszczonych dzieł malarskich to zabiegi skomplikowane i przede wszystkim wymagające specjalistycznej wiedzy. Czym innym jest umycie obrazu, czym innym zmycie starego i nadanie nowego werniksu, czym innym odtworzenie olejnych ubytków, czym innym zajęcie się laserunkami, wykonanie dublażu (podklejenie starego płótna drugą, nową warstwą), wyprostowanie pofałdowanego płótna na specjalnym stole, naciągnięcie go na stary, zrenowowany blejtram (krosno) itd. itp.  Zabiegów różnych jest multum, trzeba wiedzieć jak się do tego zabrać, co jest potrzebne i co można zrobić, by nie zniszczyć obiektu konserwacji. Krótko: tu jest potrzebna fachowa wiedza zdobywana na dwa sposoby: przez odpowiednie studia i przez długą praktykę.

Nawet ram nie wolno nam odnawiać domowym sposobem. Pewnie, że można je pociągnąć „zlotolem” lub inną beznadziejną „brązą”, wszakże wtedy nie mówimy o renowacji ramy, tylko o jej świadomym niszczeniu.

Jeśli nie wiemy, co to pozłotnictwo, jeśli nie odróżniamy pulmentu od kredy lub podkładu, jeśli nie mamy pojęcia o kładzeniu na drewnie lub gipsie złota albo srebra w płatkach - zamiast gmerania przy ramach idźmy lepiej na spacer.

 

            Za kilka tygodni znowu wrócę do podobnych tematów. Zostało ich przecież jeszcze tak wiele: problemy naprawy mebli, zegarów, obiektów metalowych, porcelany, fajansu, szkła...

 

Jacek Bukowski 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 2790

Copyright by SMARTNET