Gości online:   11

       

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

 

Objętość każdego felietonu teoretycznie może być nieskończona. Nikt i nigdzie nie zdefiniował optymalnego parametru. W praktyce jednak trzeba się trzymać jednego drogowskazu: felieton powinien się kończyć tam, gdzie kończy się skupione zainteresowanie czytelnika, a zaczyna nuda. Stąd właśnie powroty niektórych tematów, które nie zostały wyczerpane w poprzednich (poświęconych im) felietonach. Dziś wracam do rzadkich w praktyce antykwarycznej zdarzeń wesołych lub śmiesznych.

 

 

Śmichy-chichy (II)

 

To było równo… ćwierć wieku temu! Szykowałem się do otwarcia pierwszego prywatnego antykwariatu w Szczecinie i wymyśliłem sobie, że jednym z magnesów reklamowych będzie nocna reklama w oknie, bajkowo świecąca farbami odblaskowymi w świetle żarówki ultrafioletowej. Był rok 1988,  pełen rozkwit komuny, odpowiednie farby i transformator miałem jeszcze z czasów wcześniejszych występów estradowych, ale o zakupie takiej żarówki w Szczecinie mogłem sobie pomarzyć. Wpadłem więc na - jak mi się wydawało - sprytny koncept.

Udałem się do Berlina (oczywiście wschodniego, DDR-owskiego), do jedynej we wschodniej Europie produkującej takie żarówki fabryki NARVA. Wparowaliśmy z żoną energicznie do środka, a zapytany o co chodzi, odpowiedziałem bezczelnie: „O zakup światła UV”. Użyłem tej formy, bo - wstyd się przyznać - zapomniałem w tym momencie jak jest po niemiecku „żarówka”. No i ruch się zrobił wokół nas, jakbyśmy byli przedstawicielami szejka Dubaju, który chce kupić całą fabrykę. Biegały jakieś panienki, przychodzili jacyś ugarniturowani jegomoście z dyrekcji, oprowadzono nas po CAŁEJ (!!) linii produkcyjnej, wzorcowniach i wystawkach, na końcu usadzono w jakimś dekoracyjnym holu i padło pytanie podstawowe, które powinno paść na samym początku:

- To ile - Herr Bukowski - tych żarówek Pana interesuje?

- Jedna! - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

Rumor się zrobił taki, że nie jest wykluczone, iż od tego rumoru właśnie, padł rok później mur berliński…

* * *

Swego czasu miałem w antykwariacie miłego sprzedawcę, który znakomicie sobie radził. Obdarzyłem go takim zaufaniem, że upoważniony został do wystawiania faktur pod moją nieobecność, przy czym dostał kilka gotowych faktur in blanco z moim podpisem, pieczątką itd. Nie wpadłem tylko na to, by sprawdzić, jak jest u niego z językiem polskim w piśmie.

Kiedyś pojechaliśmy do Wiednia na tydzień, antykwariat został pod jego opieką, a po powrocie okazało się, że nieźle nasprzedawał w tym czasie, a nawet… wystawił pierwszą w swym życiu fakturę klientowi, który kupił collage: obraz osadzony na skórze dzika.

Wziąłem ten dokument do ręki i zobaczyłem obok mojego nazwiska i mojego podpisu treść następującą:

„…Kąpozycja w skurze…”

 

* * *

 

Klient przed ladą miał chochliki w oczach, gdy oznajmił:

- Chciałbym kupić dwa krzesła elektryczne.

- O, to musi się Pan pofatygować do Ameryki, tam mają różne modele, u mnie właśnie zabrakło - odparłem, podejmując grę.

- Coś się nie zgadza! - upierał się nieznajomy - Czytałem, że u Pana są!

- Tak? A gdzie Pan przeczytał tę porażającą wiadomość?

- W Gazecie Wyborczej! Wczoraj!

Okazało się, że szczecińska mutacja Gazety Wyborczej drukująca przez dwa lata cotygodniowe moje felietony przepuściła w korekcie tzw. „literówkę”: zecer napisał „w antykwariacie są do nabycia krzesła elektryczne” zamiast „krzesła eklektyczne”.

A to - dla delikwenta, który na tym siądzie - jakby nie to samo…

* * *

 

Porządnie ubrany, skupiony mężczyzna wyjął z torby stary, poszczerbiony, dekorowany kalkomanią porcelitowy kubek i z nabożeństwem postawił na ladzie:

- Widzi Pan!

- Widzę. I co?

- To przecież Picasso!

- Tak? A jak Pan na to wpadł?

- Bo czytałem, że MISTRZ nie podpisywał się na ceramice, a ten kubek jest NIEPODPISANY właśnie!

-Mhmmm, ten… tego… Wie Pan, mam na zapleczu przyjęcie dostawy antyków, muszę Pana opuścić.

- Tylko na odchodnym, niech Pan powie za ile go mogę sprzedać? 6 milionów będzie akurat?

 

No i masz babo placek!

Jak ja mogłem pożegnać klienta, który ma Picassa za 6 milionów!

 

Jacek Bukowski

P.S. Tych 6 milionów nie wymyśliłem!

Tę cenę NAPRAWDĘ klient wymienił!

 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1336

Copyright by SMARTNET