Gości online:   10

       

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

  U Jana Brzechwy szło to tak:

 

Idzie klej i po kolei

Napotkane rzeczy klei:

Stołki, szklanki, filiżanki,

Salaterki, wazy, dzbanki,

Talerzyki, flaszki, miski,

Garnki, wiadra i półmiski, itd., itp., aż w końcu – co mi się zawsze najbardziej podobało – przykleił burmistrza do sikawki!

Ten uroczy wierszyk przypomina mi się zawsze, gdy widzę na ladzie antykwariatu porcelanę zbitą i posklejaną amatorsko przez właścicieli. Pytam wtedy z wyrzutem:  Jak Państwo mogli

 

       

Przykleić burmistrza do sikawki?

 

Nawet jeśli adresat tych słów bajki Brzechwy nie pamięta, lub nie zna, to rozumie, że zarzucam mu sklejenie elementów absolutnie do siebie nie pasujących, a to najczęściej powoduje jego zdziwienie, a nieraz też oburzenie: jak to, przecież to są kawałki tej samej sztuki porcelany, idealnie pasują do siebie! Tylko trochę klej wystaje ze szpary, tylko trochę palce wyczuwają ostry uskok w miejscu sklejenie, tylko trochę to widać…

Tak, ale to „trochę” czyni wielką różnicę! Jedną z kardynalnych zasad handlu antykwarycznego jest zasada:

PORCELANA ZBITA, TO PORCELANA, KTÓREJ NIE MA!

Nie wiedział o tym młody matołek, który wystawił kiedyś na Allegro przedwojenną filiżankę do herbaty, którejś z pomniejszych manufaktur bawarskich, filiżankę bez ucha, bez podstawka, wyszczerbioną na brzegu wylewki i w tekście oferty napisał:

„…To jest trochę zbite, ale to znaczy, że filiżanka jest stara i przez to bardziej cenna…”

Czytałem to wariactwo i nawet myślałem, czy by nie poprosić moderatora Allegra o wycofanie z internetu tej bzdury, ale w końcu machnąłem ręką, niech działa osławiona „niewidzialna ręka rynku”.

Zastanówmy się przez chwilę nad tym, czym właściwie jest kolekcjonowana ceramika: porcelana, fajans, majolika?

Odpowiedź jest nadzwyczaj prosta: to są wyroby przemysłowe, wytwarzane w zakładach, fabrykach, manufakturach,  w ilościach – nomen omen - przemysłowych (wykluczamy z tych rozważań obiekty unikatowe, wykonane w jednym egzemplarzu, jak np. serwis łabędzi Brühla, serwis będący darem od Narodu dla Naczelnika Kościuszki itp.). Ceramiki użytkowej produkowało się i produkuje miliony sztuk. Obiektów artystycznych, wysokiej klasy, powstawało i powstaje wielokrotnie mniej, nieporównywalnie mniej.

Przy kruchości ceramicznego tworzywa bezlitosny czas i niezręczni użytkownicy działają wspólnie jak jedna wielka machina niszcząca. Im więcej czasu minie od momentu wytworzenia jakiejś np. serii figurek Meissen, tym mniej ich na rynku antykwarycznym i tym bardziej są poszukiwane i pożądane, jako że natura rasowego kolekcjonera każe mu szukać i zbierać obiekty najrzadsze. Rzadkie, ale… całe!

I tu dochodzimy do problemu dotkniętego na początku tego felietonu: do problemu naprawy ceramiki. Czy to się robi? Oczywiście!

Wybitne obiekty ceramiczne po profesjonalnej naprawie są oczywiście  tańsze od nienaruszonych, ale… są. Uratowane cieszą oko kolekcjonera, uzupełniają liczne zbiory.

Z całą pewnością najrzadszą porcelanę ratują muzealnicy, ale nie tylko oni.

W Warszawie po II wojnie wielką sławę zdobył Mistrz Gracjan Lepianko, który w maleńkim warsztacie na Krakowskim Przedmieściu ratował porcelanę, szkło, rzemiosło artystyczne. Stał się taką legendą, że powstał nawet poświęcony mu film biograficzny! Dwa razy byłem w jego klimatycznym warsztacie, jeszcze w czasach, gdy nie śniło mi się, że będę antykwariuszem.

W Szczecinie mamy dwóch ZNAKOMITYCH specjalistów naprawiających ceramikę. Panowie S. i W. robią to doprawdy świetnie. Korzystają z ich wiedzy i umiejętności moi klienci, korzystam ja. Gdy oddaję Panu W. do naprawy jakiś obiekt z fajansu, majoliki, czy porcelany - wiem, że otrzymam go po naprawie bezśladowej, z odpowiednią glazurą, wypalony w piecu ceramicznym. Nie będzie na nim uskoku między dwoma sklejonymi częściami, nie będzie rysy po pęknięciu, kolor glazury będzie dokładnie taki, jaki powinien być, malunek będzie odtworzony.

W czym tkwi tajemnica?

Głównie w wiedzy, ale też w technologii. Czerepy ceramiczne po pęknięciu lub zbiciu „rozprężają się”, oddzielone części natychmiast przestają do siebie pasować, jest w nich za dużo materiału, a amatorzy domowego klejenia jeszcze dodają do tego jakieś kleje i lepiszcza, które dodatkowo zwiększają ilość zbytecznej masy. Klejenie dwóch części pękniętej porcelany zaczyna się od… szlifowania brzegów pęknięcia, czyli de facto od powiększenia uszkodzenia! Dopiero potem można to skleić tak, że nie będzie uskoku między częściami.

Trochę ten mój wywód jest uproszczony, nieprofesjonalny, ale inaczej być nie może. Nigdy sam nic nie skleiłem i moim klientom też to odradzam.

Gdy mamy ceramiczny obiekt wart naprawy - oddajmy go w rece fachowców. Gdy sami będziemy przy tym majstrować, to z całą pewnością przykleimy burmistrza do sikawki.

 

Jacek Bukowski 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1931

Copyright by SMARTNET