Gości online:   9

       

 MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

 Kiedy byłem małym chłopcem, znalazłem w bibliotece dziadka rocznik przedwojennego pisma „Naokoło Świata”. Wewnątrz natrafiłem na opowiadanie, którego autorem był Kornel Makuszyński, twórca Koziołka Matołka, a to była dla mnie najlepsza rekomendacja. W tytule było intrygujące słowo „kochanki”. Ha! Kochanki? To trzeba natychmiast przeczytać! Z wypiekami na policzkach zatopiłem się w lekturze. Słabo już pamiętam moje ówczesne odczucia, ale chyba byłem w końcu zawiedziony. Okazało się bowiem, że

 

9 kochanek kawalera Dorna

 

to opowieść o pechowym kawalerze Dornie (nazwisko Makuszyński znał, czy wymyślił?), który koniecznie chciał się ożenić. Poznawał więc kolejne kandydatki do ożenku, zakochiwał się i (nazwijmy to oględnie)… testował. Tu nastąpił ciąg strasznych odkryć! Jedna kandydatka nie miała nogi, druga ręki, trzecia oka, czwarta piersi, piąta własnych włosów itd. itp., aż do ostatniej, która miała wszystko na swoim miejscu, była piękna, tylko miała ten maleńki feler, że była… mężczyzną!

„Syndrom kawalera Dorna” występuje też w obszarze mojej zawodowej działalności. Występuje nawet w dwóch postaciach, a oba godzą w moje interesy.

 

Wchodzi do antykwariatu para małżeńska, chcą (tak w każdym razie twierdzi pani) kupić stół. Mówię, że mam 11 stołów w sklepie, a w magazynie jeszcze kilka. Od razu wyskakuje pierwsza kochanka kawalera Dorna, bo stół ma być okrągły, lub owalny. Oferta maleje do 8 stołów. Pokazuję je kolejno.

- No tak – mówi pani, przy drugim stole – ale chcielibyśmy stół rozkładany!

Bach – druga kochanka, stołów zostało tylko 5. Państwo oglądają, pan nic nie mówi, pani studiuje.

- Ale jednak musi być mahoniowy, lub w kolorze głębokiego brązu. – oświadcza pani i to jest kolejna kochanka, która ilość stołów ogranicza do 3.

- No, - pani zaczyna się coś podobać – to by było to, tylko w tym stole jest odcień jakiś taki inny, niż sobie wyobraziłam!

Przestałem już liczyć kochanki i mówię:

- To mamy jeszcze dwa ostatnie w drugiej sali.

Kolejny stół odpada, bo… nogi się nie podobają.

Wreszcie ostatni.

- Tak! - podskakuje pani – To jest to! Zgadza się kształt, kolor, nogi, funkcja rozkładania, no wszystko! Mieciu – kupujemy?

A Mieciu, który się pierwszy raz odzywa,  znienacka uruchamia 9 kochankę kawalera Dorna:

- To my się jeszcze namyślimy… Chodź kochanie!

Ta para małżeńska jest tylko przykładem. Bywają pary męskie, bywają rodzice z dziećmi (a te są najbardziej niespójne, zawsze młodym buntowniczo nie podoba się to, co starszemu pokoleniu, normalka). W sądzie pod przysięgą mogę zeznać, że 95 % grupowych oględzin w antykwariacie kończy się niczym. Najlepiej kupują klienci, którzy solo wybierają zakupy kierując się własnym gustem.   

 

                            * * *

Ten sam syndrom działa w odwrotną stronę – gdy ja coś chcę kupić na zagranicznych aukcjach.

 

Pod klawiszem „Ulubione” w moim komputerze są ukryte dwa foldery: Szwecja i Niemcy. Prawie codziennie śledzę aukcje dzieł sztuki i rzemiosła artystycznego w tych dwóch krajach. W Szwecji obserwuję ofertę dwudziestu firm aukcyjnych, a w Niemczech około czterdziestu. Staram się wypatrzeć obiekty polskie, lub obce, ale u nas „sprzedażne”. Taka kontrola jest okropnie upierdliwa! Różne niedokładności opisów, różne wielkości zdjęć oferowanych obiektów, niektóre zdjęcia kodowane, różnice językowe, gmatwanina terminów i – najgorsze – dostępność wielu danych  możliwa dopiero przy stałym logowaniu się do systemów, albo wykupieniu odpowiedniego rocznego abonamentu.

Ale, jak się człowiek uprze, a przy tym jest pracowity, to wszystkie przeszkody przeskoczy i … zaczyna się polka z kochankami kawalera Dorna.

W jednych domach aukcyjnych poziom cen jest porównywalny z Londynem i Nowym Jorkiem, za wysokie to progi dla mnie i moich klientów (np. Probus w Szwecji i Griesenbach w Niemczech).

W drugich – właśnie nastawili się na sztukę współczesną, designe lub artystyczną fotografię (Sztokholm). Odpada.

W trzecich – właśnie zmienił się właściciel i w związku z tym tam, gdzie dotąd kupowałem świetne i tanie XIX-wieczne meble do remontu, pojawił się chiński i tajlandzki chłam (Lund w Szwecji)

W innych – właścicielka przedobrzyła, przeinwestowała i po okresie niebywałej prosperity (kiedy otworzyła filie w Berlinie, Hamburgu i Wiedniu) cienko przędzie i ma towar gorzej niż średni,  brzydki i drogi (Lauritz w Kopenhadze)

A jeszcze w innych – towar jest taki biedny, że wstyd by było pokazać go na pchlim targu. Takie aukcje systematycznie organizuje w Linkoping w Szwecji gość o ksywce „Muchowaty”, bo w odróżnieniu od swego towaru, jest bardzo elegancki i zawsze występuje w muszce.

 

A kiedy już przebrnę przez te wszystkie kochanki kawalera Dorna i wreszcie wynajdę jakieś dwie sensowne aukcje z sensownym towarem, gdy mozolnie opracuję listę numerów katalogowych i limitów, które chcę zapłacić – podchodzi do komputera moja ślubna i załatwia mnie pytaniem:

- A po co nam ósmy serwis Rosenthala, dwusetny obraz i szósta żardiniera majolikowa? Gdzie Ty to wszystko wstawisz? Wiesz, że miejsca nie mamy już w ogóle?

I to jest ta dziewiąta kochanka kawalera Dorna.

Proszę się cofnąć i przeczytać ostatnie zdanie przed czerwonymi gwiazdkami....

No, właśnie... Póki siedzę przed komputerem sam, często coś kupuję. Gdy wmiesza się moja druga połowa - w 95 %-ach guzik z zakupów. Panowie aukcjonerzy tracą klienta.

Syndrom kochanek kawalera Dorna działa! 

 

 

 

   

Jacek Bukowski  

 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1254

Copyright by SMARTNET