Gości online:   8

       

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

 

 

Na samym początku lat 90-tych ubiegłego wieku, gdy prowadziłem swój pierwszy antykwariat „Salon Hobby”,  szczecińska telewizja przeprowadziła ze mną dłuższy wywiad na temat różnych hobby w ogóle, a jednego mojego w szczególności. Dziennikarkę zaintrygowało, że zbieram… perfumiarki, czyli wszystkie (zwłaszcza szklane) opakowania perfum. Mężczyzna zainteresowany perfumami? Hmmm… Trochę trwało, nim zrozumiała, że perfumy w ogóle mnie nie obchodzą, natomiast perfumiarki - będące często małymi dziełami sztuki, interesują mnie jak najbardziej.

Po wyemitowaniu tej audycji odezwało się kilka osób zainteresowanych tematem lub chcących powiększyć moją kolekcję, co było bardzo miłe. Wreszcie przyszedł do antykwariatu nieznany mi pan i położył na ladzie czarną, piękną skrzyneczkę, którą pokazuję na (Fot. 1.)

Tak zaczęła się historia, której można dać tytuł

 

 Od lokaja hrabiny do… Dorotheum

 

 

Skrzyneczka była (i nadal jest) piękna i nadzwyczaj elegancka. Szlachetne drewno lakierowane na czarno, intarsjowane nitkami polerowanego mosiądzu, z komórkowym wypełnieniem rozety na wieczku przezroczystą, czerwonawą masą wyglądającą już to jak roztopiony bursztyn, już to jak inna żywica.

Wewnątrz dwie buteleczki na perfumy (z korkami oczywiście), ze szkła kryształowego, ręcznie zdobione złotem i - JAKA RZADKOŚĆ - sygnowane na dnie.

Buteleczki otoczone dla bezpieczeństwa konstrukcją pokrytą srebrnym safianem, wnętrze pokrywki wyłożone białą morą. Ewidentny XIX wiek.

CYMES!

Właściciel skarbu oznajmił, że oglądał program w TV i przyszedł, bo myśli, że ten obiekt powinien trafić w - jak się wyraził - właściwe i godne miejsce. Z dalszej opowieści wynikło, że ojciec mojego gościa przed wojną był… lokajem francuskiej hrabiny i przechował ten ślad dawnego świata (a swej młodości)  poprzez wojnę i cały okres komuny.

"Teraz, gdy ojciec już nie żyje, a dawny świat umarł, buteleczki powinny gdzieś trafić, gdzieś, gdzie będzie im dobrze jak u Taty" - powiedział nieznajomy pan.

Najpierw mnie zamurowało, potem skrzyneczkę oczywiście nabyłem, a później wstawiłem ją do witrynki w salonie, gdzie gromadziłem wszelkiego rodzaju perfumiarki: szklane, porcelanowe, srebrne, złote, metalowe i jakie tam jeszcze się trafiały. ( Fot. 2)

W miarę, jak witrynka się wypełniała, a kolekcja rosła - rósł u mnie głód wiedzy na temat zbieranych łakoci. Kiedyś więc wybrałem się do wspaniałej księgarni w Berlinie „Galerie 2000” specjalizującej się tylko w wydawnictwach poświęconych sztuce. Wcześniej kilkakrotnie penetrowałem tam przeogromną ofertę pozycji poświęconych porcelanie. No, ale porcelaną interesują się na świecie miliony ludzi a perfumiarkami - myślałem - niewielu, więc po wkroczeniu do księgarni zadałem głupie pytanie:

„Mają Państwo cokolwiek na temat perfumiarek?”

Miła sprzedawczyni zaprowadziła mnie do drugiej sali, podała drabinę, pokazała pod sufitem dwie parometrowe półki i powiedziała:

„Tam proszę wybrać. Obie półki to dział perfumiarek!”.

O mało nie zemdlałem. Wybierałem 2 godziny i w końcu zapłaciłem niezłą sumę za dziełko: „PERFUM FLAKONS – Design des Luxus” ( Z podtytułem: "Przewodnik dla zbieraczy i miłośników"). Bagatela: 208 stron formatu A4, kolorowe zdjęcia, historia flakonów i spis liczących się wytwórców. ( Fot. 3)

Popędziłem do Szczecina, rozsiadłem się przy kawie, otwieram książkę, zaczynam od działu „Przed 1900 r” i co ja widzę? Pierwsze zdjęcie pokazuje moje buteleczki (wprawdzie model trochę bogatszy, z widokiem Paryża na korku, ale taka różnica, to mały pikuś)!!! Okazało się, że mam buteleczki BARDZO znanej firmy „Priver” mieszczącej się w Paryżu przy Bouleward des Italiens pod nr. 23 od 1770 roku! W tym miejscu przypomniałem sobie francuską hrabinę z opowieści syna lokaja - i wszystko się zazębiło. Mój model pochodzi z roku 1865, gdy szefem firmy był Louis - Toussaint Piver, który markę „PRIVER” wprowadził na szczyty rynku perfumeryjnego. (Fot. 4)

Pudełeczko awansowało w witrynce na honorowe miejsce.

Przeleżało tam ponad 20 lat, szlachetnie się starzejąc w dobrym towarzystwie.

Nie tylko jednak buteleczki są coraz starsze, ja również. Dożyłem więc takiego wieku, że rozumiem już dobrze nieodwołalność odbycia ostatniej drogi, w którą człowiek zawsze wybiera się sam, bez bagażu przedmiotów otaczających go za życia. Powoli więc, bez pośpiechu,  zacząłem sprzedawać w antykwariacie domowe skarby. Wreszcie przyszła kolej na buteleczki. Gdy już pogodziłem się z (własną przecież) decyzją ich sprzedaży - wyniknął problem ceny. Wyceniłem je na 2200 złotych kierując się tylko zawodowym doświadczeniem,  bo nigdzie takich perfumiarek wcześniej nie sprzedawano i nie mogłem się powołać na cokolwiek. Nurtowało mnie jednak pytanie, czy znajdzie się w Polsce drugi taki maniak jak ja, który doceni piękno i niezwykłość obiektu i gotów będzie wyłożyć niebagatelną sumę na zakup. Mam każdemu chętnemu opowiadać ze szczegółami niezwykłą historię buteleczek i ich szlachetne pochodzenie?

Zrobię inaczej - pomyślałem - dam perfumiarki na aukcję do największego domu aukcyjnego w Austrii, gdzie już widziałem wiele innych perfumiarek. Tam moje docenią. Przy najbliższym wyjeździe do Wiednia zabrałem mój skarb i zaniosłem do Dorotheum. Przyjęli, wycenili i wstawili na przedgwiazdkową aukcję 10 grudnia 2012 r z numerem lotu 39 i estymacją 800 – 1200 Euro! Ambitnie, przecież to 3200 - 4800 zł, średnio 2 x tyle, ile ja wykombinowałem. (Fot.5.)

 

Tyle, że… nie sprzedali.

Albo cena była zaporowa, albo na aukcji zabrakło miłośnika perfumiarek, albo zabrakło uroku opowieści o francuskiej hrabinie, bo przecież w Dorotheum o niej nie wiedzieli, albo - co wydaje mi się najbardziej bliskie prawdy - kryzys powiedział „a kuku”.

Właśnie wróciłem z Wiednia, przywiozłem buteleczki z powrotem. Wróciły na swoje miejsce w witrynce.

Jeśli znów poleżą tam ponad 20 lat, to wystawię je ponownie do sprzedaży na moje 100 urodziny…

 

Jacek Bukowski 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1900

Copyright by SMARTNET