Gości online:   11

       

MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

 

 

Miałem w zamierzchłej przeszłości przyjaciółkę, która twierdziła, że nerwy ma ze stali i nic nie jest w stanie jej zaskoczyć. No, prawie nic.

„Chyba tylko – twierdziła - będę zaskoczona, jeśli cycki wkręcą mi się w magiel!”

Mądrala! Mogła tak się wymądrzać, bo biust miała w rozmiarze (chyba, osobiście nie mierzyłem) jakoś tak między „0” a „-3”. Dopóki nie straciłem jej z oczu, przygoda z maglem ją omijała. Ale później? Nie wiem, wszystko możliwe. Nie takie niespodzianki na człowieka czekają…   

 

 

       

         Siurpryza – i to mało przyjemna!

 

      Początek lat 90-ych.

 Po Szczecinie i województwie hula dobrze zorganizowana grupa handlarzy, którzy wykorzystują wszelkie możliwe i niemożliwe kanały informacji dające wiedzę o tym, kto z mieszkańców wsi miast i miasteczek posiada jakiekolwiek antyki i dzieła sztuki. Niektórzy osiedleńcy przywieźli przecież z głębi Polski na Ziemie Zachodnie resztki niegdysiejszych dóbr rodzinnych, inni weszli w posiadanie wartościowych obiektów obejmując domy i mieszkania opuszczone w pośpiechu przez uciekających przed frontem Niemców. Czas komuny nie sprzyjał ujawnianiu tych skarbów, ale właśnie przyszła polityczna zmiana, można się już było bezkarnie bogacić, a gotówka w tych nowych czasach była często bardziej potrzebna niż obraz lub stary mebel w domu. Podpłacano więc listonoszy, kominiarzy, księży, (czyli wszystkich, którzy ze względu na zawód wielokrotnie wchodzili do obcych domów i znali ich zawartość) by uzyskać wiadomość gdzie w jakimś mieszkaniu stoi mebel barokowy lub wisi niedoceniany przez właścicieli obraz. Potem już członkowie grupy pukali do wskazanych drzwi „na pewniaka” i działali zupełnie bezczelnie:

- Dzień dobry pani Kowalska. Ja się namyśliłem i mogę kupić ten obraz za tyle, ile Pani chciała.

- Panie kochany! Jaki obraz? Ja Pana pierwszy raz widzę!

- No pani Kowalska, ja jestem Geniek, tak źle z pamięcią? Chodzi o ten obraz, który wisi w drugim pokoju obok pieca, no ten z portretem kobiety. Dwa lata temu byłem u Pani, chciała Pani 1000 zł, ja nie chciałem dać, ale się namyśliłem i chociaż to drogo, to teraz dam…

Kowalska faktycznie miała obraz z portretem damy obok pieca w drugim pokoju (jak handlarzom doniósł listonosz), ostatnio coś narzekała na pamięć (jak to starsza pani), pieniędzy potrzebowała zawsze (bo kto na wsi ma ich za dużo), skołowana wpuszczała więc handlarza do mieszkania, a on dopiero teraz pierwszy raz widząc obiekt decydował, czy kupić, bo listonosz dojrzał dzieło sztuki, czy pod byle pretekstem się wycofać, bo listonosz wskazał kicz.

Co trzecia taka wizyta kończyła się zakupem za bezcen dobrego antykwarycznego obiektu.

 

                     * * *

 

Zdarzenie, które chcę opowiedzieć zaczęło się właśnie od informacji uzyskanej w opisany wyżej sposób, a opowiedział mi je - nieżyjący już - członek takiej grupy, Pan S.

Mówił mniej więcej tak:

 

„…Znajomy proboszcz, z którym wcześniej ubiliśmy kilka interesów, zauważył podczas kolędy, że pewna starsza kobieta mieszkająca w biednym gospodarstwie we wsi K. (nazwijmy ją Babcią), ma bardzo ładne meble; stare, w fatalnym stanie, ale - jak powiedział - nie pasujące do gospodarstwa. Pojechaliśmy busem we trzech, żeby ewentualne zakupy miał kto ładować. Gdy zbliżyliśmy się do wsi, zobaczyliśmy zapuszczony klasycystyczny pałac, zamieniony podczas komuny na siedzibę PGR-u. Stało się jasne, skąd u Babci wzięły się zabytkowe meble. Zostały zaraz po wojnie wyszabrowane z pałacu.

Już na podwórku przeżyliśmy szok. Pod daszkiem obórki zobaczyliśmy prawdziwe cacko: wspaniały, bogato intarsjowany empirowy kabinet, w którym Babcia trzymała… trawę dla królików. Można było iść o zakład, że takiego mebla nie ma nawet Muzeum Narodowe w Szczecinie.

„Mimika nam nie drgnęła”, jak mówił pewien satyryk, bo okazanie żywego zainteresowania zawsze kończyło się odmową sprzedaży, lub podbiciem ceny przez sprzedającego, a to nie leżało w naszym interesie. Weszliśmy spokojnie do mieszkania i po krótkich targach wynieśliśmy dwie dość zwyczajne, ale jednak biedermeierowskie komody, za które zapłaciliśmy śmieszną cenę. W biednej chałupce niczego więcej dobrego nie było, a nam się spieszyło do kabinetu. Już na podwórzu wywiązał się między nami i Babcią taki dialog:

 

- Możemy też od biedy wziąć ten rupieć, który tu stoi i moknie..

- Eee tam, panowie, to przecież ruina!

- Widzimy, że ruina, bez wartości, pani pewnie przeszkadza, ale to drewno czereśni, a nam potrzebne często kawałki starej czereśni do łatania dziur przy remoncie zabytkowych mebli.

 

Łgaliśmy jak z nut, bo kabinet był w szlachetnym mahoniu, a mebel był łatwy do renowacji, jego zniszczenia były tylko powierzchowne. Użycie go jako materiału do renowacji innego mebla byłoby czystym barbarzyństwem.

- A weźcie panowie, weźcie sobie, mnie on na nic.

 

Podczas pakowania okazało się, że trzy meble i trzech facetów to dla busika za dużo. Jako, że obie komody były już zapakowane  do auta, ktoś zaproponował:

- To my zawieziemy te komody do znajomego, który mieszka niedaleko i wrócimy po ten szrot jeszcze dzisiaj, dobrze?

Babcia się zgodziła, komody zawieźliśmy oczywiście do wspomnianego wcześniej proboszcza i natychmiast wróciliśmy po nasz skarb. Doświadczenie nam bowiem podpowiadało, że nie wolno takich fantów zostawiać u właścicieli do następnego dnia. Po przespaniu się często zmieniali decyzję i wycofywali się z poprzednio danego słowa.

Z fasonem zajechaliśmy pod dom Babci, która się ucieszyła:

 

- Ooo, już Panowie przyjechali! Szybko, ale zdążyliśmy.

- Z czym?

- Żeby się Panowie nie męczyli, syn porąbał tego klamota na mniejsze kawałki, takie akurat do łatania dziur. Teraz nie będzie problemu z załadunkiem!...”

 

 

                          * * *

 

Pan S. zakończył opowieść kilkunastoma bardzo brzydkimi wyrazami i stwierdzeniem, że omal go wtedy szlag nie trafił.

Nie wiedział, że los miał dla niego inny scenariusz.

Po kilku latach zmarł nagle na zawał serca podczas… niewinnego grzybobrania.

 

 

 

 

 

                Jacek Bukowski 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 1396

Copyright by SMARTNET