Gości online:   19

       

 

 

 

                         

      

    KALENDARIUM  LIMERYKOWE  (SUBIEKTYWNE)

    

     AUTOR WYJAŚNIA TU, JAK SIĘ RODZIŁ LIMERYK SPROŚNY

     I UPRZEJMIE PROSI O O PRZECZYTANIE TEGO TEKSTU

     PRZED LEKTURĄ JEGO DZIAŁALNOŚCI NA TYM POLU!

 

                                    

 

 

       * Wiek XIV.

       Jakiś gość rozpoetyzowany napisał w Anglii taką fraszkę:

 

                                 Lew, mocarz między zwierzęty,

                              przebiegły jest i niepojęty.

                                                  Choć igra wesoło,

                                                   bacznie patrzy wkoło,

                              kogo ujrzy, tego pożre, przeklęty!

 

                                                       (przekład Maciej Słomczyński)

  

         Nigdy się biedak nie dowiedział, że ustalił pierwsze zasady tego czegoś, co potem nazwano

       limerykiem. Szkoda, szkoda, prawa autorskie do nazwy przeszły koło nosa… Ale porządek rymów

       od tego czasu jest już niezmienny: aa- bb - a.

         

 

 

       * Połowa XVIII w.

          Niejaki John O`Tuomy, właściciel zajazdu w Limerick (Irlandia) popełnił  pięciowiersz,

        który nadał nazwę tej formie, gdy się spopularyzowała w Anglii:

  

                              I sell  the brandy and sherry

                              to make good customers merry;

                                            but at times their finances

                                            run short, as it chances,

                              and then I feel very sad, very.

 

          W tym limeryku, który został już nazwany limerykiem, nie ma ani słowa o miejscowości

          Limerick. Ale nie dziwmy się nadmiernie, w Anglii jest więcej rzeczy niepojętych.

 

 

       * Rok 1936.

               Julian Tuwim i Janusz Minkiewicz (w spółce) strzelają z polskiego działa (stosując uznaną

               już, kolejną zasadę limeryków - ostatnim słowem pierwszego wersu powinna być nazwa

               miejscowości):

 

                              Zbrodniarz złapany w mieście Kutno

                             poczuł, że łeb mu wkrótce utną.

                                                 Stawiał drań opór …

                                                 Rozkwasił go topór …

                             Brr … Teraz wam przykro. I smutno. 

 

       Potem już było jak w tytule filmu:  „Za wami pójdą inni”... 

 

                   

                      

       * 1957 r.

       Jako uczeń liceum zakochuję się w limerykach i uczę się na pamięć wielu spośród tych, do

       których mam wtedy dostęp. Jeden szczególnie często pasował później do zastanych w życiu

       sytuacji:

 

                              Żył pewien artysta w Coethen

                              z wyrytym na dupie bukietem.

                                                   Kształt jego - zdumiewał,

                                                   barw dobór - olśniewał,

                              lecz z zapach, niestety, był nie ten... 

 

                                                      (Antoni Marianowicz)

 

  

       * 1998 r

       Tandem autorski: Anna Bikont i Joanna Szczęsna, ogłasza drukiem „Limeryki, czyli

       o plugawości i promienistych szczytach absurdu". Pracowite Panie nie tylko zebrały w

       tej  książce kompendium (fe, brzydkie wyrwało mi się słowo) wiedzy limerykowej,

       nie tylko ogłosiły szereg nieznanych i nigdzie nie drukowanych fantastycznych limeryków, ale

       również nazwały po imieniu rzecz dotąd nienazwaną : limeryki POWINNY nurzać się w

       absurdzie i MOGĄ BYĆ sprośne! Ich urocza książka kończy się taką perełką:

 

                                  Jest rolnik na Labradorze

                              co chujem sieje i orze,

                                                 nawozi i okopuje.

                                                 A wszystko wyłącznie chujem.

                              Szczęść Boże! 

                                                           

                                                     (Stanisław Balbus, Jacek Baluch)  

 

        Żeby było jasne: Stanisław Balbus, to literaturoznawca, profesor zwyczajny w Instytucie

       Filologii  Polskiej UJ, członek PEN Clubu, Jacek Baluch, też literaturoznawca, prof. dr hab.

       profesor nauk humanistycznych na UJ i UO. Jeśli takie tuzy świntuszą - wiedzą, co robią, znają 

       prawa rządzące limerykami. Proszę o tym pamiętać czytając moje limeryki pikantne...

       

 

       * 2001 r .

        Guru polskich limerykofilów Maciej Słomczyński, decyduje się ujawnić 60 spośród około 2000

       (!) swoich limeryków w tomiku „Limeryki plugawe". Przy okazji ogłasza własną teorię: limeryki

       POWINNY BYĆ absurdalne, ale MUSZĄ BYĆ sprośne! Otóż to, otóż to, iluż to autorów

       czekało na to, by taki autorytet usprawiedliwił ich świństewka…

      

                              Pewien nekrofil w Dreźnie

                              będzie dupczył szkielety, aż sczeźnie.

                                                 Gładząc kości trupa

                                                  szepcze on: „Ale dupa!”

                              i piszczele rozchyla lubieżnie.

 

                                                                        (Maciej Słomczyński) 

 

 

 

       * 2003 r.

 

       „Gazeta Wyborcza”  ogłasza konkurs na limeryk lokalny. Nie wygrałem go niestety, ale

       za zajęcie 2 miejsca dostałem w prezencie autograf Wisławy Szymborskiej z Jej limerykiem:

  

                               Na przedmieściach żył Singapuru

                               pewien słynny z przemówień guru.

                                          Lecz raz wyznał mi z płaczem:

                                           „ Mam kłopoty z wołaczem

                               i do szczura wciąż mówię: szczuru!”

 

                                                        (Wisława Szymborska)

  

       * 2006 r

       Wydawnictwo Jacka Santorskiego wydaje „Limeryki" Michała Rusinka.

       Jerzy Owsiak by powiedział: ostra jazda bez trzymanki! Znów ochoczo uczę się na pamięć:

 

                              Zakonnicy ze wsi Kowal

                              mnich się wessał raz w ust owal.

                                                 Gdy odessać się zdołała

                                                 zawołała kardynała:

                              „Eminencjo, weź mu dowal!”

 

                                                           (Michał Rusinek)

       

 

       * 2009 r.

       Powodowany nieokiełznaną żądzą sławy próbuję nieśmiało moimi limerykami zainteresować

       szerszy (dotąd obejmujący rodzinę i przyjaciół) krąg czytelników. Właściwie powinienem napisać

       nie "limerykami", a "zabawami limerycznymi", bo tu i ówdzie wtrącam do moich tekstów znane

       cytaty, tu i ówdzie pozwalam sobie na przypisy komentujące, a niekiedy wymyślam takie limeryki,

       które odstają od reszty gatunku. Nie nurzają się w oparach absurdu, nie są sprośne, są jednak

       (będę się upierał) - limerykami, jak ten:

 

                              Rzecz ta zdarzyła się w Ostrołęce:

                              łóżko… dziewczyna… chłopak… nic więcej.

                                                          Bez fortepianu i nut

                                                           zagrali pośród swych ud

                              szalony koncert na cztery ręce…

 

                                                                                (Jacek Bukowski) 

 

 

                           ZAPRASZAM DO LEKTURY !

 

                                                   Powrót do limeryków



stat4u

Odwiedziny: 3623

Copyright by SMARTNET