Gości online:   8

       

                                              

 

                                         MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

           Jeśli ktoś  z Czytelników zechce się cofnąć do felietonu nr. 42 to przeczyta tytuł: "NIGDY NIE JEST TAK DUŻO, ŻEBY NIE MOGŁO BYĆ WIĘCEJ". Zgadzam sie z tym - przecież sam to napisałem. Zapomniałem tylko dodać, że... nie zawsze! Każdy antykwariusz powie, że jeśli chodzi o zamówienia składane przez klientów, to niekiedy wydaje się, że "za dużo" - jest nawet, gdy zamówienie dotyczy tylko jednego (!) obiektu. Gdzie tkwi sedno tego paradoksu? To proste: w dostępności zamawianego obiektu. Jeśli ktoś zamówi u mnie 30 stołów dębowych, to szast-prast... i gotowe. Zbiorę je z rynku w tydzień. 40 stołów też się załatwi, interes ogranicza tylko wysiłek organizacyjny i zasobność klienta. Żadna wielkość zamówienia nie jest w tym przypadku "za duża".

       Jeśli ktoś zamówi u mnie jedną (powtarzam: JEDNĄ!) akwarelę pomorskiego malarza o nazwisku OTTO PRIEBE (rodem ze Schlawe czyli ze Sławna, gdzie się urodził i żył do 1945 r.), to jest to właśnie "za dużo". Mam takie zamówienie od dwóch lat i... kiszka z chrzanem! Mimo śledzenia rynku europejskiego poprzez Artprice, Lottissimo i poprzez internet - nic nie mogę upolować. Ostatni raz dwie akwarele tego świetnego twórcy miałem  11 lat temu. 
Zupełnie inaczej wygląda sprawa, jeśli ktoś zamówi u mnie kilkanaście obrazów malarza RUDOLFA PRIEBE. Proszę bardzo - powiem uradowany -  załatwię, nie ma sprawy. 

 

                                    Może od razu umówimy się na 50 obrazów hurtem?

 

     Żeby się komuś nie wydawalo, że ja szarżuję, od razu oświadczam: takie zlecenie przyjąłem w 2001 roku i z uśmiechem na ustach zrealizowałem.
Rudolf Priebe (1889 - 1956) to niemiecki marynista urodzony w Szulakowie pod Kijowem - studia malarskie rozpoczął w Szkole Sztuki w Breslau (czyli we Wrocławiu) u profesorów Arnolda Buscha i Eduarda Kaempffera. Następnie kształcił się w Akademii Sztuk Pięknych w Monachium u Ludwiga Hertericha. Mieszkał i tworzył w Hamburgu.  Z malarzem niemieckim o nazwisku Otto Priebe mylony nagminnie.

W tym krótkim, podanym wyżej życiorysie kluczowe jest słowo WROCŁAW, ale o tym - za chwilę...
Któregoś pięknego dnia 2001 roku w antykwariacie zadzwonił telefon stacjonarny. Polak mieszkający w Stanach (dla potrzeb tego tekstu nazwijmy go "Pan Ś") spytał uprzejmie, czy nie mógłbym przyjąć zlecenia na zdobycie pięćdziesięciu (!!) obrazów Rudolfa Priebe. Chyba leciutko zemdlałem, ale tylko na chwilkę, bo natychmiast przytomnie spytałem:
- "A jak Pan sobie wyobraża wysyłkę? (Tu trzeba przypomnieć, że Polska jeszcze nie była członkiem Unii Europejskiej i granica to byl klops nie  do przeskoczenia). Usłyszałem odpowiedź, która była słodsza niż miód:
- Niczego Pan nie będzie do Ameryki wysyłał. Tylko ja tutaj mieszkam, mój syn studiuje we Wrocławiu, tam mój brat prowadzi punkt TotoLotka i na adres tego punktu Pan będzie słał paczki z obrazami - wyjaśniał Pan Ś.
- A kto płaci i kiedy? - nieśmiało dopytywałem.
- Brat, w złotówkach. Natychmiast po otrzymaniu od Pana paczki - będzie płacił przelewem. Sam Pan wie, że w kolekturze Totka nigdy nie brakuje pieniędzy...
 - No fajnie, zamówienie przyjąłem, tylko proszę mi powiedzieć, dlaczego padło właśnie na obrazy PRIBE`go?
I w tym momencie padła odpowiedż, której nigdy nie zapomnę:
- Dlaczego? Przecież sam Pan pisze w swoich ofertach na stronie, że Priebe studiował we Wrocławiu, a mój syn też tam studiuje!
 Na takie dictum nie miałem nic do powiedzenia. No i pooooszłoooo!

 

Wśród 50 skupionych dla Pana Ś. obrazów - około 40 przedstawiało kutry na morzu, w zatokach, na polderach itd. To była ulubiona tematyka tego marynisty. (Patrz na lewo).
Pozostałe 10 obrazów było z rzadką u malarza tematyką: architektura, las, kanał, zima itd (patrz na prawo).

 

                            

     Ta ogromna transakcja nie mogła przejść niezauważona na rynku antykwarycznym. Gdy zaczynałem skupować obrazy Rudolfa Priebego kosztowały one na rynku aukcyjnym w Niemczech 300 - 500 Euro, a w polskich domach aukcyjnych, galeriach (i u mnie) 3000 - 4000 zł. Gdy się rynek zorientował, że jakiś szaleniec kupuje tego malarza hurtem - ceny w polskich domach aukcyjnych doszły do...10 - 12 tys. złotych!!!

     A wtedy ja już byłem po transakcji, przestałem kupować i.... nastapił krach. Pośrednicy władowali pieniądze w kilkadziesiąt obrazów Priebego, ulokowali je w polskich domach aukcyjnych, a tu.... cisza! Właściciele tych obrazów zachodzili w głowę: gość napędzający rynek powiedział: "STOP!"? Czy może umarł? Albo posadzili go do ciupy za spekulacje? A powód był prosty - Pan Ś. miał już komplet zamówionych obrazów.  Ceny zaczęły spadać. Dzisiaj sprawdziłem na Artprice: można kupić typowy obraz olejny tego artysty (60 x 80 cm) za 200-300 Euro, ale widziałem dwie oferty aukcyjne z ceną wywoławczą wręcz obraźliwą dla autora: 100 Euro!!!!.

Po zakończeniu tej transakcji ja też zamówiłam coś u Pana Ś.  Znalazłem w USA, ściślej w Miami, ofertę małego jachtu motorowego z "wynalazkami" do wędkarskiego połowu ryb, a mam patent sternika i jestem wędkarzem... Pan Ś ten jacht  dla mnie kupił,  a ja 

zapłaciłem... znów obrazami. Pan Ś. nadał jacht frachtem morskim, ja odebrałem go w Hamburgu.   Pierwsze, co zrobiłem, to strzeliłem na burtach napis: "www.antykibukowski.pl". Potem z jachtem zaczęły się problemy, bo w transporcie przez ocean uszkodzono ster - ale to już całkiem inna historia...                                                    

 

Ten obraz Rudolfa Priebe "Pejzaż z Syberii"
(zakupiony wówczas) - mam do dzisiaj...
                    
                                                                                                                                                                   

                                                   Jacek Bukowski

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 653

Copyright by SMARTNET