Gości online:   5

       

 

                                                 MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

        W pierwszej połowie XX wieku żył i działał w Paryżu reżyser i aktor o rosyjskim imieniu (urodził się w Petersburgu) - Sacha Guitry.
Tworzył filmy, grał w nich i w sztukach teatralnych, a w wolnych chwilach wymyślał żartobliwe sentencje, "złote myśli". Sprawdziłem w Wikipedii - przytaczają tam wiele Jego złotych myśli, ale tej, którą ja znam od 50 lat, tam nie ma. Otóż powiedział kiedyś tak:
"Pierwszy mężczyzna, który się ożenił, nie wiedział co czyni, drugiego już trudno wytłumaczyć!!!" Ta myśl nabiera szczególnego znaczenia, gdy się wie, że Sacha Guitry był... pięciokrotnie żonaty! I ZAWSZE Z AKTORKAMI! Trudno o lepszy przykład... no właśnie, czego? Konsekwencji w wyborach?
Czy może niekonsekwencji wobec własnych ostrzeżeń?
     To wszystko przypomniało mi się, gdy zacząłem rozmyślać nad felietonem o... pocztowych i drogowych perypetiach antyków. Trawestując przytoczoną wyżej myśl klasyka błysnę własną:
    "Pierwszy klient, który skorzystał z poczty kurierskiej - nie wiedział, co czyni, następnych już trudno wytłumaczyć!"

                                 
                           Antyk w drodze (niekoniecznie bezpiecznej...)

 

  Zanim zacznę wydziwiać na wynalazek poczty kurierskiej i poziom jej obsługi, chcę dać przyklad tradycyjnego działania poczty.

Otóż od mojego domu do najbliższego miasteczka w Niemczech (Löknitz) jest 20 kilometrów dobrej szosy w lesie. A tam jest zwykły, nieduży sklep spożywczy ze stanowiskiem pocztowym. Stamtąd wielokrotnie wysyłałem różnej wielkości paczki z antykami do klientów w Niemczech, Francji, Izraela, USA. Miła obsługa, wszystkie potrzebne kwity pod ręką, ceny zupełnie znośne. Atut główny - wszystko stamtąd szło i nadal idzie bezpośrednio do adresata. Do odbiorcy w Niemczech - idą przesyłki 1 dzień. Teraz niestety trwa epidemia, więc gdy 4 maja wysyłałem dziesięciokilogramową paczkę z obrazem do klienta w Gramzow, musiałem ją wysłać poprzez Pocztę Polską, jako, że granica zamknięta. Dostałem kwit, śledziłem drogę paczki poprzez specjalną stronę w internecie i... coraz bardziej byłem wkurzony! Paczka szła, szła i szła, dni mijały, a ona była wciąż w drodze. A przecież kupiony przez mojego  klienta obraz, to zawartość "wrażliwa". Musi być jak najkrócej w drodze, by nie uległ jakiemuś nieszczęściu. Wreszcie doszla!!! Przedwczoraj! 15 maja! "Szła" - 10 dni! Jej droga wyglądała tak: Szczecin - Warszawa - Berlin - Leipzig - Gramzow. Razem - około 1600 km!!!

    A pointa tego wydarzenia pocztowego wygląda tak: ze Szczecina do Gramzow jest tylko ... 56 kilometrów! Samochodem - niecała godzina. Rowerem +/- 3 godziny. Piechotą (z dziesięciokilogramową paczką) - no, może 2 dni. I żaden koronawirus tu nic nie nabruździł, bo przed epidemią nasza poczta też wszystko wysyłała przez Warszawę. Inaczej nasi pocztowcy nie potrafią. To relikt czasów komuny: tam była kontrola i cenzura paczek... 

Po prawej widzą Państwo ten obraz, który Poczta Polska słała do Gramzow zapewne piechotą, a niosący ją wysłannik szedł chyba tyłem...

A  teraz inny przykład, z którym mam ten kłopot, że nie wiadomo, jak go zakwalifikować: jako niebywały sukces pocztowców (niemieckich i amerykańskich), którym udało się paczki nie zgubić, czy może  jako... kosztowne gapiostwo pewnej pracownicy poczty w Löknitz.
Rzecz dotyczy perypetii podróżnych BARDZO RZADKIEGO I DROGIEGO kufla do piwa, porcelanowego kufla produkcji znanej wytwórni Schierholz z Plaue (Niemcy), przedstawiającego głowę Kanclerza Otto von Bismarcka. Kufel powstał około 1900 r. i dla kolekcjonerów jest rarytasem.

Piękny kufel, świetnej wytwórni, w idealnym stanie.

Ten kufel wysłałem (też z Löknitz, bo przecież poczta sprawdzona...) w roku 2005, klientowi, który mieszkał w USA w miejscowości Bielefeld w stanie Missouri. Amerykanin wynalazł kufel na mojej stronie, zamówił, zapłacił i cały podniecony czekał na paczkę.

No to ja ją osobiście wysłałem z Löknitz do tego Bielefeld, a w adresie dodałem oczywiście nazwę stanu.
Tyle, że gapowata obsługa nakleiła "Zettel" czyli naklejkę z numerem paczki zakrywając, czy raczej zaklejając w adresie nazwę tego stanu. Zostały tylko dwie literki: "Mi..."
Paczka pokonała ocean, a tam amerykański pocztowiec zgłupiał: "Jakie Mi?" Missouri? Michigan? Minnesota? czy Missisipi? Nazwy czterech stanów w USA zaczynają się od "Mi"... Zamiast odkleić fatalny karteluszek i poczytać - posłał paczkę tam, gdzie mu było najbliżej: do Missisipi.
Teraz tam zgłupieli - "U nas jest Bielefeld, ale nie ma wskazanej w adresie ulicy. Zamiast odkleić fatalny karteluszek - posłali paczkę na adres nadawcy, czyli mój, do Polski, bo tak podałem na kwicie.
Paczka pokonała ocean drugi raz i doszła do Szczecina, gdzie musiałem ją rozpakować i sprawdzić, czy kufel jest cały. Był...  Wymieniłem wiele brzydkich wyrazów (co niczego nie zmieniło), pojechałem do Löknitz, narobiłem rabanu i dopilnowałem, żeby nowy Zettel niczego nie przykrywał. Ale zapłacić musiałem za nowe wysłanie...
Dzielny Kanclerz Bismarck trzeci raz pokonał ocean!!!

Nabywca bardzo się ucieszył i napisał, że... "Kiedyś, to Panie Dziejku robili Niemcy porcelanę, że paluszki lizać! Trzy razy szła przez ocean i doszła cała, a on słyszał, że w Polsce szklany lub porcelanowy obiekt kupiony w internecie rzadko dochodzi cały do nabywcy...".".

                                                                                                                                                  * * *      

    Teraz przypomnę, co napisałem we wstępie do tego felietonu:
    "Pierwszy klient, który skorzystał z poczty kurierskiej - nie wiedział, co czyni, następnych już trudno wytłumaczyć!"
     Nie wiem,
 kiedy pierwszy raz skorzystałem z poczty kurierskiej. Było to bardzo dawno.
     Korzystam z niej do dzisiaj, mimo, że:

1) W internecie aż roi się od niesamowitej ilości stron i tekstów radzących, jak wyegzekwować należne pieniądze za paczki zaginione i uszkodzone, co jest dowodem na ogrom tych problemów, które dotykaja nadawców;
2) Nie spotkałem nikogo, kto by się przyznał, że dostał jakieś odszkodowanie od firmy kurierskiej za poniesione straty;
3) Sam padłem ofiarą tego zjawiska: znana firma (litościwie przemilczę jej nazwę) zgubiła moją paczkę z porcelaną wysłaną do klientki w Łodzi (i oczywiście ubezpieczoną), po czym w kwestii odszkodowania "poszła w zaparte" i nie tylko nie zwróciła równowartości towaru i kosztów wysyłki, ale... przysłała rachunek za tej przesyłki dostarczenie! To jest chyba szczyt bezczelności! Straciłem niewielką sumę (około 230 zł), ale -  co gorsze - stracilem klientkę:
4) Nie spotkałem nikogo, kto by się przyznał, że wszystkie jego paczki wysłane pocztą kurierską dochodzą w terminie ustalonym w umowie z przewoźnikiem, albo kogoś, kto by dostał od przewoźnika jakąś satysfakcję za opóźnienia;
5) Na punkcie przeładunkowym poczty kurierskiej w Szczecinie 2 lata temu  coś załatwiałem,  stanąłem swoiim autem obok auta kurierskiego i zanim wysiadłem - zobaczyłem kilkanaście paczek wylatujących z auta poprzez otwarte tylne drzwi bezpośrednio na bruk! Wyrzucał je z impetem kurier, a zbierał powolutku inny pracownik i nosił do magazynu. Nie byłbym sobą, gdybym nie interweniował u idioty, który paczki "ekspediawał" z auta.
W odpowiedzi usłyszałem: (przepraszam wszystkich, ale cytuję): "Odpierdol się Pan, pojutrze Wigilia, sam Pan spróbuj zdążyć z tą robotą!!" W trakcie tej miłej "rozmowy" uświadomiłem sobie, że właśnie dwie moje paczki szły przez Polskę do klientów: jedna z brązem, ale druga z porcelaną....
6) W trakcie sporu z przewoźnikiem, który zgubił paczkę wysłaną  do Łodzi, dowiedziałem się, że muszę udowodnić wartość wysłanego towaru, najlepiej poprzez dostarczenie faktury zakupu, bo tylko jej wartość może być ewentualnie uznana jako suma do zwrotu, moja marża kupiecka się nie liczy, moje koszty też nie. A gdybym wysyłał np. srebro kupione przez moją Babcię w +/- 1915 roku, to chyba zmuszony byłbym niepokoić Babunię w jej śnie wiecznym żądaniem zdradzenia, gdzie jest rachunek zakupu jej srebrnych sztućców....
   No fajnie, ale gdy przyjmowali opłatę za ubezpieczenie przesyłki o nic nie pytali, tylko inkasowali opłaty tym większe, im większa była deklarowana wartość ...
7) Żadnemu z moich klientów nie udało się utrzymać kuriera w domu na czas otwierania paczki i sprawdzania w jego obecności, czy przesyłka nie jest wewnątrz uszkodzona. Kurierzy są zagonieni jak psy gończe na polowaniu u hrabiego Zamojskiego... Uczestnicząc w rozpakowywaniu paczki mają świadomość całkowicie bezsensownej straty czasu, bo wiedzą, że klient i tak nie dostanie żadnej odprawy w przypadku odkrytych zniszczeń!

 No dobrze, ktoś spyta, to dlaczego ja z tych usług korzystam?
 Dlatego - odpowiem - że mam aż dwa asumpty do tego:
 1) nie umiem znaleźć lepszego, szybszego rozwiązania problemu dostarczania moich obiektów do moich klientów, oraz
 2) uważam, że wymienione wyżej zagrożenia wynikające z korzystania z tych usług przypominają znaną zabawę dzieci: "NA KOGO WYPADNIE, NA TEGO BĘC!".
    Wciąż mam nadzieję, że to "bęc" nie dotknie właśnie mojej paczki.  


                                                                                                          * * *                                                                             

 Po prawej stronie ► ►  na czarnym polu pokazuję piękny obraz. Jego autorem jest Wilhelm Hoffmann, Niemiec, który żył w Szczecinie do roku 1945, a później (wysiedlony?) aż do swej śmierci w r. 1986 żył w Niemczech tęskniąc tam za rodzinnym miastem. Malował więc nieustannie szczecińskie pejzaże, szczególnie wszystkie związane z Odrą.
  Jego wielki obraz, w pięknej, zadbanej ramie kupił pan F. - Polak mieszkający w Izraelu i też (jak autor malunku) za Szczecinem tęskniący. Kupując ten obiekt oświadczył, że powiesi go w swoim izraelskim biurze, aby przypominał mu o rodzinnym mieście.
"Tylko musimy obraz jakoś do Izraela wysłać" - powiedział.
 O tej wysyłce napiszę kiedyś osobny felieton, bo to materiał na powieść.
  

 

 

 

 

 

 

 

 

                                                                                                                            Jacek Bukowski

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 577

Copyright by SMARTNET