Gości online:   6

       

                                                        

                                                              MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM 

 
                    Mam Czytelników kulturalnych, więc staram się pisać kulturalnie, brzydkich słów nie używać, świńskich dowcipów nie opowiadać.
Nie zawsze jednak się to udaje. W felietonie nr. 89 (Żaba i biurko) przytoczyłem świetny, a niezwykle krótki wierszyk, w którym padały 2 brzydkie słowa, nie dające się ominąć... Zaasekurowałem się takim wstępem: "Ludzie wysyłają sobie dziwne listy. Spamem rozsyłają to, co uznają za ciekawe, warte upowszechnienia. Nie wszystko jest cenzuralne, nie wszystko eleganckie, ale niekiedy trafiają się perełki."
Właśnie parę dni temu trafiła się  następna taka perełka. Wręcz znakomita, ale bez "wyrazów" przedstawić jej też nie można, bo one stanowią jej treść i sens...
Oto co "in extenso" - dostałem na WhatsApp`a:
"... Rodzina męczy starszego pana o napisanie testamentu: "Dziadek napisz! Bo jak by co, to potem będziemy musieli się włóczyć po sądach - motywuje wnuk.... Dziadek się opiera: "Oj tam, oj tam, jeszcze się na tamten świat nie wybieram..."
Molestowany - w końcu napisał "Ostatnią wolę" i poszedł z nią do notariusza, by ten mu powiedział, czy wszystko w tym dokumencie jest,  jak należy. 
Notariusz powoli wszystko przeczytał i mówi: "W sumie dobrze, takie tam tylko drobne błędy ortograficzne... "Nikomu"  pisze się razem, a "ni chuja" - pisze się osobno..."

No, to po tym eleganckim wstępie mogę już roztrząsać temat:
 
                                                   Razem czy osobno?
 
W handlu antykwarycznym problem "Razem czy osobno?" występuje dosyć często. Para obrazów, para świeczników, para rzeźb w brązie, para foteli, komplet mebli, pełny (lub niepełny) serwis porcelanowy itd, itp i wciąż to saamo pytanie: sprzedawać w komplecie, czy "rozbijać" na pojedyńcze części, które będą tańsze i (chyba?) prędzej się sprzedadzą? Pytań jest wiele, a odpowiedzi zawsze powinny być wypadkową zdrowego rozsądku i życzeń osób będących właścicielami obiektów.  Tym razem zamiast się wymądrzać długimi wywodami - pokażę na zdjęciach konkretne przykłady i tylko napiszę jakie w ich przypadku podejmowałem decyzje. To będzie pierwszy felieton, w którym zdjęcia zajmą tak dużo miejsca...
 
 
Stoi w tej chwili w moim antykwariacie piękny, jesionowy, 6-cio częściowy salonik   w stylu biedermeier, z połowy XIX wieku. Po wspaniałej, kompleksowej konserwacji mojego nadwornego stolarza. Miałem już ofertę klienta, który chciał kupić tylko krzesła. OCZYWIŚCIE nie zgodziłem się. Tego kompletu NIE WOLNO ROZDZIELAĆ! Powstał prawie 200 lat temu jako całość i  powinno tak pozostać. Jestem pewien, że znajdzie się ktoś, kto się w nim zakocha, ale by tak się stało, powinien usiąść na kanapie i doznać tej niebywałej wygody niegdysiejszych mebli - jakże innych od twardych patyczaków z Ikei...

                                                                                                 
                                                    


 
Niedawno dostałem w komis te dwa efektowne fotele w stylu empire, z przełomu XIX i XX wieku, Podobnie jak komplet pokazany wyżej - po konserwacji. Kupiła je klientka z Warszawy jako całość, ale właściciel z góry wyraził gotowość sprzedaży "na sztuki", bo pojedyńcze fotele mogą zaistnieć w różnych wnętrzach i aranżacjach (np. pojedyńczo przy toaletce, przy biurku, itd). Ja się z nim zgodziłem. Ta para, uważam,  zapewne była fragmentem jakiejś większej całości wcześniej już rozparcelowanej...


                                                

Po lewej - dwa świeczniki porcelanowe Meissen. Dwórka i dworzanin (podstawy profitek) patrzą na siebie, są zwróceni do siebie - stanowią nierozerwalną parę!
Nie wolno ich rozdzielać! W naszym języku mówimy niekiedy, że te dwa obiekty ..."korespondują ze sobą".
Świeczniki w brązie (Francja, XIX wiek) wygladają tak samo, nie ma w nich prawej lub lewej orientacji, zapewne wyprodukowano ich setki i mogą stać w różnych pomieszczeniach pojedyńczo, w parach, a nawet w większej ilości (np. na dużych stołach wielkich bankietów).

 

Te dwie figurki z brązu, ("Gwiżdżący urwis" i "Gazeciarz)" mogą być parką ozdabiającą np. wnętrze witrynki, ale mogą też  występować osobno, pojedyńczo (i bardzo często w handlu antykwarycznym tak są oferowane.) 
Natomiast para XIX - wiecznych pasteli jest parą nierozerwalną! Nieznany autor celowo zwrócił te dziewczyny frontem ku sobie, by widz nie miał wyboru: tak te portrety muszą być eksponowane! I zupełnie bez znaczenia jest, czy będą wisiały na ścianie obok siebie, czy np. po dwóch stronach kominka lub innego obiektu.

 

Ostatnimi laty zaobserwowałem u moich klientów nową modę. Parę osób kupiło po dwa obrazy tego samego malarza (a dotyczyło to Maxa Richtera Reicha), by po obu stronach kominka w salonie powiesić Targ Rybny i Targ Kwietny.
 Autor malował te tematy jako "osobne" a nabywcy je... "pożenili".

   

Na zakończenie tego tematu osobiste wspomnienie p.t. "Jak można uratować komplet, który się pogubił..."
 W 1991 roku w Szczecinie nabyłem  dębowy komplet mebli barokowych (!)... wróć! - dekomplet powinienem napisać, bo przy stole stały dwa krzesła i piękny fotel, ale jeden, drugiego nie było. Z Niemiec ściągnąłem skórę (1991 rok!) , pokryłem siedziska i byłem z nich dumny jak paw, więc i fotoreporterowi robiącemu moje zdjęcie do jakiejś publikacji o antykach -  zapozowałem oczywiście w tym jedynym fotelu, który pokazuję czerwoną strzałką na zdjęciu obok. Sądziłem, że nigdy drugiego już nie zobaczę. Myliłem się.
Kiedyś jadąc nad morze z rodziną zatrzymałem się w wiosce Parłówek. Zapytałem przypadkową osobę, czy tu ktoś nie ma antyków na sprzedaż. Wskazała biedny, murowany domek. Właścicielka domku miała dwa bufety, które mnie zupełnie nie interesowały i parę oleodruków. Marnych, ale w świetnych, czarnych ramach, za dobrych jak na wiejską chałupkę. Od słowa do słowa - doszliśmy z właścicielką do wiadomości, że to (prawdopodobnie) obrazy z pałacyku w nieodległym Golczewie. Zrobiło się ciekawiej... 
Acha! - powiedziała raptem kobieta - stamtąd mam jeszcze kawałki jakiegoś fotela. Ale poniszczone, bo od wielu lat są wepchnięte do... klatki po królikach.
Znają Państwo takie powiedzenie: "Temi rencamy"?  No, więc ja tymi moimi rękoma osobiście z królikarni wyszelemonciłem WSZYSTKIE kawałki fotela, który był bliźniakiem stojącego w naszym salonie!!! Kupa radości, odnowienie, dostawienie do reszty i znów był komplet. Bardzo rzadki przypadek, gdy "osobno" zamieniło się w "razem".

        

                               Jacek Bukowski

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 667

Copyright by SMARTNET