Gości online:   2

       

 

                 MIĘDZY GALERIĄ A ANTYKWARIATEM

 

 

 

W codziennej praktyce antykwarycznej, a w szczególności w kontaktach z klientami, nieustannie pojawia się i jest używane w różnych znaczeniach

       

Magiczne słowo „katalog”.

 

 

Dlaczego magiczne? Już wyjaśniam.

Dla wielu moich klientów (ale - ciekawostka - tylko dla tych, którzy chcą coś w antykwariacie sprzedać!) słowo „katalog” jest tak ważne, tak magiczne, tak mocno obdarzone zaufaniem, że nie dopuszczają do siebie możliwości nieistnienia spisu, w którym by nie było tego, co posiadają (obrazu, rzeźby, grafiki, czy co tam jeszcze mają). To mniemanie ujawnia się zawsze wtedy, gdy nie chcę czegoś kupić albo przyjąć w komis, argumentując, że to słabe i nie wiadomo przez kogo spłodzone.

„ - Pan zajrzy do katalogu. Na pewno Pan znajdzie!” - namawiają mnie pewni, że istnieje katalog wszystkich obrazów świata.

A taki katalog nie istnieje.

 

Słownikowo „katalog” to lista, spis, wykaz, rejestr, uporządkowany w sposób umożliwiający łatwe wyszukiwanie interesującej nas - dowolnej - jego pozycji. To jest jasne dla każdego. Kłopoty zaczynają się, gdy zaczniemy rozważania kwestii: „Spis - tak, ale - czego?”.

Przez długie lata towarzyszyły mi w życiu dwa rodzaje katalogów: książki telefoniczne będące spisem WSZYSTKICH numerów telefonów i nazwisk ludzi mieszkających w określonym mieście, oraz katalogi filatelistyczne (Michel, Yvert, Zumstein, Fischer itd.) będące przeglądem WSZYSTKICH znaczków (i ich cen) z całego świata. Nie na darmo napisałem słowo „wszystkich” dużymi literami. Ta cecha dawnych spisów (przestrzegana przez ich twórców) tak mocno zaległa w świadomości mojej i pamięci obywateli, że obecnie wszyscy przenieśliśmy oczekiwania tej wszechstronności na nowe spisy, rejestry i katalogi. A ich autorzy pokazują nam figę z makiem

Pomińmy tu obecne książki telefoniczne, bo w dawnej formie porządnie i z odpowiedzialnością redagowane przez Pocztę Polską, już nie istnieją, a "telefoniczne książki branżowe” nie godne są nazywania ich słowem „katalog”. Pomińmy tu też katalogi filatelistyczne, bo od bardzo dawna podawane w nich ceny tak się mają do praktyki, jak ja do Hrabiego Monte Christo.

Zajmijmy się katalogami używanymi w handlu sztuką i antykami. Są ich niezliczone tysiące, ale z grubsza możemy je ująć w takie grupy:

a) katalogi wydawane na bieżąco przez organizatorów aukcji i wyprzedaży kolekcji;

b) katalogi wydawane przez organizatorów wystaw;

c) katalogi starające się zgrupować obiekty jednego działu rynku sztuki z uwzględnieniem cech  stylistycznych i cen 

    rynkowych;

d) katalogi grupujące wyniki sprzedaży na rynku sztuki, a więc ceny osiągnięte w ostatnich np.

   dwudziestu latach w rozbiciu na dyscypliny artystyczne;

e) katalogi zawierające nazwiska i biogramy artystów działających w określonych granicach

    geograficznych i określonym czasie.

 

Katalogi wymienione w pkt. „a” i „b” są rozsyłane pocztą, otrzymuję je od lat, dają pojęcie o tym, czym się aktualnie handluje, jakie są ceny wywoławcze lub spodziewane na aukcjach, jacy artyści są na topie i mają wystawy. Zauważyłem, że wszystkie te wiadomości interesują moich klientów i ile bym tych katalogów w antykwariacie nie wyłożył - znikają bardzo szybko. Są rozsadnikami niebagatelnej wiedzy.

Przykładem katalogów (świetnych) z punktu „c” będą wszystkie katalogi wydawane niegdyś przez niemieckie wydawnictwo „Battenberg”. Sam z nich do dziś korzystam. „Stare kufle”, „Rosenthal”, „Szkło współczesne”, „Meissen”, „Meble epoki Biedermeier”, „Antyki kuchenne” i wiele, wiele innych znakomitych opracowań do dziś się nie zestarzało, mimo, że… wydawnictwa już nie ma! Zbankrutowało… Można jednak nadal upolować niektóre z tych katalogów na e-Bay`u i Allegro. Polecam i namawiam!

Pod punktem „d” kryją się witryny internetowe: polskie Artinfo ( kiedyś bezpłatne, dziś  częściowo płatne), francuskie Artprice (płatne w subskrypcji) i kilka innych witryn, angielskich i niemieckich, z których nie korzystam, bo kosztują dużo, a biogramów artystów nie podają. Jak z nich korzystamy? Prosto.

Wchodzimy dajmy na to na Artinfo.pl i znajdujemy na stronie głównej przycisk „indeks artystów”, odnajdujemy w nim  poszukiwanego artystę i wyskakują nam wszystkie aktualne oferty sprzedaży jego prac z ceną wywoławczą,  wymiarami dzieła, użytą techniką itd. Mankamentem jest to, że dostaniemy kompletne tylko aktualne oferty galerii i antykwariatów. Archiwalnych wyników osiągniętych poza aukcjami, w galeriach i antykwariatach właśnie – nie znajdziemy. Mimo wszystko jest to  narzędzie w rękach antykwariusza i kolekcjonera bezcenne.

No i wreszcie punkt „e”. Tu dziełem fundamentalnym jest 37 tomów Katalogu Thieme/Becker i 6 katalogów Vollmera. Obejmują one biogramy liczących się artystów na przestrzeni od… antyku, do współczesności. Na nie powołują się autorzy notek biograficznych na wielu europejskich aukcjach! Dalej idzie w skali ważności wielotomowy Słownik Artystów Polskich, który wydawany i uzupełniany jest nadal, przydatne są takie pozycje, jak: Polskie Życie Artystyczne (3 tomy, lata 1890 – 1960), Indeks Artystów Plastyków absolwentów uczelni plastycznych, oraz setki innych, nawet najmniejszych i najstarszych spisów twórców.

Obstawiając się odpowiednią ilością tych katalogów i umiejętnie korzystając z Internetu, można właściwie znaleźć każdego znaczniejszego twórcę. Milionów nazwisk twórców kiepskich oczywiście tam nie ma.

Proszę zauważyć, że nie wymieniłem żadnej pozycji wydawniczej, która by pretendowała do miana „Światowego spisu dzieł”, a już w szczególności „dzieł wszystkich”. Ach, żeby taki indeks powstał! Jakże ułatwiłby życie antykwariusza!

A może czyta to ktoś bardzo młody, kto całe życie ma przed sobą i jeszcze nie wie, co z tym życiem robić? Nuże, do dzieła!

Wystarczy zacząć tytułem: „Światowy spis dzieł wszystkich”. Potem jakoś poleci. Praca na całe życie...

Pra-pra-pra-pra-prawnuk (może) dokończy…

 

 

 

Jacek Bukowski 

Drukuj | Powrót do listy


stat4u

Odwiedziny: 2405

Copyright by SMARTNET